Znaleźć ludzi w Kalifornii

Seria ponad 300 pożarów wznieconych przez uderzenia piorunów w północnej Kalifornii zmusiła do ucieczki dziesiątki tysięcy mieszkańców okolicznych miejscowości. To największa taka seria pożarów od ponad dekady Pożary są wynikiem trzydniowego okresu intensywnych burz, podczas których zanotowano prawie 11 tys. błyskawic, ale nie spadł deszcz. W rezultacie powstało 367 ... W kalifornijskim mieście Caruthers odkryto ogromne pole zawierające coś, co wygląda jak ludzkie klatki z toaletami. Wydaje się, że te dziwne obiekty przechowywane są na pustynnym polu. Stoją tam rzędy klatek i modułów do przetrzymywania ludzi. Co to za klatki? Dla kogo są przeznaczone? Do kogo należą? Jest to chyba najbardziej przerażające odkrycie, odkąd w 2009 roku Od tego ile dni chcecie spędzić w podróży, w jakim standardzie i jakim samochodem się poruszać, a także na jakie atrakcje sobie pozwolić po drodze. Kilka elementów jest tu kluczowych: – tani lot ( najlepiej szukać na Momondo.pl lub kiwi.com) dobra cena do Kalifornii to 2000 zł, do Nowego Jorku nie więcej niż 1500 zł ( w dwie ... Szefowie w Anglii nie patrzą na ludzi przez pryzmat narodowości, lecz umiejętności, kompetencji i chęci do pracy. Myślę, że to dlatego Mobica odnosi sukcesy. A wiedza i umiejętności polskich programistów sprawiły, że stanowią już większość tzw. kapitału ludzkiego Mobiki. Otóż USA (wszędzie, nie tylko w Kalifornii) ma bardzo rygorystyczne zasady planistyczne. Na przykład w Polsce nie ma problemu z tym, żeby do domu jednorodzinnego dobudować skrzydło i podzielić dom na parter i piętro, żeby mieszkały w nim dwie rodziny. Takie coś nie przejdzie w USA. To było bardzo wygodne. Aczkolwiek infrastruktura zbudowana w 2002 roku chyba nie została nic a nic odświeżona – tutaj Europa poszła daleko do przodu. Park City do 10.5 godziny jazdy autem z południowej Kalifornii – nie jest źle – porównywalne do Włoch czy Austrii z Poznania. Drogi nie były jakoś makabrycznie obłożone. KALIFORNIA ATRAKCJE: Co warto zobaczyć w Kalifornii, jak zaplanować podróż, jakie miasta i Parki Narodowe warto zwiedzić w Kalifornii. PRZEWODNIK PO USA

W kraju Indian wrze. [Tygodnik Powszechny]

2017.02.01 17:21 ben13022 W kraju Indian wrze. [Tygodnik Powszechny]

Siuksowie, Mohawkowie i jeszcze parę setek indiańskich grup w USA nadal muszą walczyć o zachowanie resztek suwerenności. Ale nie tylko Indianie – także miejscowi „kowboje” występują dziś w dawnych rolach.
Opowieść tę możemy zacząć w dowolnym miejscu USA. Zawsze będą w niej wyzysk, stereotypy i rasizm, odziedziczone po epoce kolonialnej. I zawsze będą w niej Indianie oraz kowboje. I walka o suwerenność. Zdumiewające, jak często w tej historii pojawi się, wyskakując niczym biały królik z kapelusza, niejaki Donald Trump.
Nie jest to jednak opowieść o nim, lecz o rdzennych Amerykanach.
Najpierw stawiamy skoczka na Oregonie: niech tu się zacznie.
Po kiego diabła Ammon Bundy napadł w styczniu 2016 r. na kilka rządowych budynków w rezerwacie dla zwierząt Malheur National Wildlife Refuge?
Musimy cofnąć się o kilka lat, gdy dwóch mieszkańców hrabstwa Harney (gdzie leży rezerwat) – niejacy Dwight Lincoln Hammond i Steven Dwight Hammond: ojciec i syn – zostało skazanych na pięć lat więzienia za nielegalne polowanie na ziemiach federalnych.
Rok temu, wykorzystując ich przypadek jako pretekst, Bundy i jego ludzie wkroczyli na teren rządowy, aby – jak to ujęli w popularnym manifeście, powielanym na skrajnie prawicowych portalach w Ameryce – „bronić nadanych ludziom przez Boga praw, zwłaszcza wtedy, gdy nie robi tego rząd i gdy sam [te prawa] pożera”. „Jesteśmy tutaj, ponieważ ludzie są wykorzystywani od zbyt dawna – mówił Bundy – odebrano im ziemie i zasoby, stają się biedakami”.
Rezerwat Malheur National Wildlife Refuge ustanowił w 1908 r. prezydent Theodore Roosevelt.
Zarządzają nim władze federalne. Wcześniej, do 1879 r., znajdował się tu rezerwat dla Indian, zamknięty po kolejnej przegranej przez Indian wojnie z osadnikami.
Dziś potomkowie Indian z rezerwatu w Malheur – niewielki odłam Pajutów, liczący 400 osób – nadal żyją w okolicy, w nowym rezerwacie koło miasteczka Burns. Bardzo się zdziwili, gdy usłyszeli, że uzbrojona grupka białych „kowbojów” (Bundy i jego ludzie epatują przed kamerami kowbojskim stylem: kapeluszami i kraciastymi flanelowymi koszulami), którzy okrzyknęli się obywatelskim ruchem i przyjęli nazwę Obywatele za Wolnością Konstytucyjną (Citizens for Constitutional Freedom), walczy o zwrot ziemi zabranej Indianom w XIX wieku.
Sęk w tym, że kowboje prowadzeni przez Bundy’ego wcale nie Indian mieli na myśli, mówiąc o „mieszkańcach Oregonu”. Bundy mieni się obrońcą „biednych białych”. Bo wedle (nie)wiedzy Bundy’ego, historia hrabstwa Harney zaczęła się w latach 70. XIX wieku, gdy przybyli tu hodowcy bydła i – jak mówi – wprowadzili cywilizację. Bundy nie chce wiedzieć, że wcześniej, od tysięcy lat, żyli tu Indianie. Albo że hiszpańscy odkrywcy byli tu już w XVI wieku, a potem francuscy traperzy i angielscy żołnierze – zaś amerykańscy osadnicy przyszli na końcu.
Albo że, tak naprawdę, hodowcy bydła nie byli biednymi osadnikami, którzy wyrwali naturze i Indianom dzikie tereny, by ciężką pracą uczynić je sobie poddanymi, lecz baronami bydła, finansowanymi przez bogaczy z Kalifornii, którzy z ziem „wyczyszczonych” już z Indian przez rząd federalny wyparli słabszych od siebie osadników i mniejszych hodowców.
Wielkie korporacje zajmujące się hodowlą bydła miały zapewniony zbyt dla swego mięsa dzięki budowanym przez rząd szlakom kolejowym. Taka była historia tego zakątka Ameryki: usuwanie pierwotnych mieszkańców, fizyczne oraz z pamięci, a także rozwój korporacyjnego kapitalizmu. A historia Hammondów nie ma z tymi procesami nic wspólnego: przybyli tu później. Nie prosili zresztą Bundy’ego o pomoc.
Ale dla niego nie miało to znaczenia, bo on walczy ze wspólnym wrogiem „biednych białych” wszędzie, gdzie tylko może. Z tyranem, którego sobie sam wymyślił, czyli rządem federalnym. A konkretnie z administracją Obamy.
Ammon Bundy pochodzi z Nevady, gdzie dwa lata wcześniej od swego ojca, Clivena Bundy’ego, uczył się walki z wrogiem ludzi „wolnych i przedsiębiorczych”. Bundy’owie mianowicie wypasali nielegalnie bydło na ziemiach federalnych, nie płacąc za to nawet podatku. Gdy państwo próbowało przejąć ich stado, stawili opór. Cliven Bundy i paru jego zwolenników zostało aresztowanych dopiero dwa lata po tych zdarzeniach. Ich proces odbędzie się w 2017 r. Wśród oskarżonych jest niejaki Gerald DeLemus z New Hampshire, jeden z szefów powołanej przez Donalda Trumpa Koalicji Weteranów „Trump na Prezydenta”. Żona DeLemusa, Susan DeLemus, jest republikańską kongresmenką z New Hampshire.
Ciekawe, czy Ammon Bundy, którego z Oregonem nic nie łączy, pamięta, że także jego farma w Nevadzie leży na byłej ziemi Indian Pajutów?
Jednak siłowe przejmowanie ziem należących do rządu i opór wobec przedstawicieli prawa stawiany przez „zwykłych ludzi” zyskiwały poklask republikańskich polityków tylko do czasu: do momentu, gdy Bundy oświadczył, że lepiej by było, aby „Murzyni byli niewolnikami, niż pobierali rządowe zasiłki”. Nawet dla uszu konserwatywnych polityków zabrzmiało to zbyt mocno.
Wróćmy do Oregonu. Przywódczyni Pajutów z Burns, Charlotte Rodrique, przypominała na początku 2016 r., że Malheur to „święta ziemia” jej ludu, z której jej przodkowie zostali siłą wygnani 150 lat temu, i że dziś Indian łączą z władzami federalnymi z grubsza dobre stosunki. Federalne Biuro Zarządzania Ziemią dba o to miejsce, chroni tubylcze artefakty jak rysunki naskalne. Pajuci odwiedzają to miejsce całymi rodzinami, poznając ziemię, z której się wywodzą. Przywódcy plemienni mówią jednak, że zarząd parku stawia Indianom przeszkody, kiedy ci usiłują łowić tu ryby albo polować na wapiti. W przeszłości tu znajdowały się ich zimowe obozowiska.
Nic dziwnego, że Indianie ze zdumieniem i oburzeniem obserwują poczynania Bundy’ego i jego kolegów, którzy w imieniu „ludu” deklarują odebranie ziemi od „tyrana”, czyli rządu federalnego USA. Rodrique pozwoliła sobie na ironiczny komentarz, gdy usłyszała, że zabarykadowani w budynkach rządowych „kowboje” proszą o pomoc. „Gdyby to Pajuci przeprowadzili okupację, nie musielibyśmy prosić innych o dostarczanie nam jedzenia i ciepłych skarpet na zimę. Wystarczyłyby nam korzonki i jagody, a futro królicze jest niezwykle ciepłe”.
Co ciekawe, barykady skrajnie prawicowych „obrońców ludu” nie były szczelne. Na początku „kowboje” wychodzili i wchodzili do okupowanych budynków, gdy tylko chcieli, niezatrzymywani przez policję. Zostali zaaresztowani dopiero po 41 dniach od zajęcia budynków parku, w lutym 2016 r. Pod koniec października sąd, ku oburzeniu Indian, oddalił oskarżenia o nielegalne zajęcie rządowych budynków. Pajuci, w styczniu 2016 r. obserwujący bierne zachowanie policji, pytali teraz, jak by reagowała, gdyby to Indianie zajęli siłą rządowe mienie.
Odpowiedzi poniekąd udzielili strażnicy prawa w Dakocie Północnej – dokąd mknie dalej nasz skoczek – w listopadzie 2016 r. Polewali oni zimną wodą pod ciśnieniem, przy minusowej temperaturze, Siuksów z rezerwatu Standing Rock. Tego samego, w którym pod koniec XIX wieku zamordowany został słynny szaman Siedzący Byk. Co zrobili Siuksowie? Zgromadzeni we wzniesionych na szybko obozach między rezerwatem a miejscem budowy, protestują przeciw ropociągowi Dakota Access Pipeline, który miałby przechodzić przy północnej granicy ich rezerwatu i przebiegać pod jeziorem Oahe na rzece Missouri, będącej głównym źródłem wody dla Siuksów.
Indianie boją się zanieczyszczenia środowiska, a także naruszenia ziemi, w której, jak mówią, leżą kości ich przodków. Energy Transfer Partners (ETP) – teksańska firma, która buduje liczący 1800 km rurociąg – chce przesyłać nim prawie pół miliona baryłek ropy dziennie z Dakoty Północnej do Illinois, skąd rozprowadzana byłaby już istniejącymi rurociągami po całej Ameryce. Inwestycja warta jest niemal 4 mld dolarów.
Protestujących Siuksów wspiera wiele innych grup indiańskich w USA, a także Majowie z Gwatemali, Maorysi z Nowej Zelandii i Zulusi z Kenii. Na miejscu są ekolodzy, przekonani – tak jak Siuksowie – że nawet mały wyciek z rury położonej pod Missouri spowodowałby katastrofalne zanieczyszczenie wody. Indianiści z całego świata, w tym z Polski, każdego dnia przekazują sobie na portalach społecznościowych informacje i filmy ze starć z policją i ochroniarzami ropociągu, którzy nie tylko oblewają protestujących wodą, ale strzelają też do nich kauczukowymi kulami i traktują gazem pieprzowym. Kilkuset Indian trafiło do aresztu.
W reakcji na te działania na początku grudnia 2016 r. protestujących wsparło dwa tysiące amerykańskich weteranów wojennych, zjeżdżając do ich obozu. Zarówno na miejscu, w obozie protestujących, jak też w Seattle, Waszyngtonie i 300 innych miastach demonstrowały w ich sprawie tysiące Amerykanów, w tym znani artyści, m.in. Neil Young, Robert Redford, Ben Affleck, Leonardo DiCaprio, Susan Sarandon, Mark Ruffalo, Alicia Keys, Joan Baez. Odwiedził ich Bernie Sanders, niedoszły kandydat Demokratów na prezydenta, który apelował do Baracka Obamy, aby ogłosił Standing Rock „pomnikiem narodowym” (są nimi np. Wielki Kanion i Ellis Island ze Statuą Wolności), co by wzmocniło ochronę federalną nad tym obszarem.
We wrześniu 2016 r. administracja Obamy zleciła Korpusowi Inżynieryjnemu Armii USA – federalnej instytucji władającej terenem, na którym rozgrywa się konflikt – aby ponownie przeanalizował wydaną wcześniej zgodę na przeprowadzenie rury pod Oahe Lake.
4 grudnia – na dzień przed upływem ultimatum, które sam Korpus postawił protestującym, by zlikwidowali obozowisko – nastąpił cud. Korpus oświadczył, że nie pozwala na kontynuowanie budowy ukończonego już w 90 proc. ropociągu, i że rurę należy poprowadzić w innym miejscu, z dala od siedzib Indian. W tym celu potrzebne są nowe ekspertyzy prawne oraz konsultacje środowiskowe i społeczne.
Energy Transfer Partners nie ma zamiaru się pogodzić z tą decyzją i zapewne będzie walczyć w sądach o odrzucenie decyzji Korpusu. Liczy też na uchylenie jego decyzji po objęciu urzędu prezydenta przez Trumpa.
O ile administracja Obamy nalegała, żeby ETP wstrzymało się z budową, trudno wyobrazić sobie, aby Trump – biznesmen nienawidzący mniejszości etnicznych i w ogóle słabszych – stanął po stronie Indian. Zapowiedział już, że uruchomi zablokowaną przez Obamę ze względów ekologicznych podobną inwestycję Keystone Pipeline z Alberty do Nebraski. A po grudniowej decyzji Korpusu orzekł, że „przyjrzy się” decyzji administracji Obamy, i że jest zwolennikiem jak najszybszego ukończenia budowy ropociągu, gdyż „jest to w interesie Amerykanów”.
Z pewnością jest to w interesie samego Trumpa, bo tak się składa, że nowy prezydent USA jest właścicielem części akcji firmy Energy Transfer Partners. Szef ETP, który zresztą wpłacił pieniądze na kampanię Trumpa, a po jego zwycięstwie dołożył na Narodowy Komitet Republikanów, już po wyborach przyznał, że liczy na wsparcie nowej administracji.
Doradcy Trumpa zapowiadają, że jednym z pierwszych celów jego ataku po zaprzysiężeniu w styczniu 2017 r. będzie „Ustawa o czystej wodzie” („Clean Water Act”), na której opiera się polityka ekologiczna USA, i na którą powołują się krytycy ropociągu. Zaś Paul Ryan, szef Republikanów w Kongresie, komentując grudniową decyzję Korpusu Inżynieryjnego, napisał na Twitterze: „Oto wielki rząd podjął decyzję w najgorszym możliwym stylu”.
Z Zachodu nasz konik wykonuje teraz długi skok na Wschodnie Wybrzeże USA.
Prezydent-elekt nie lubi Indian – chyba że może z nimi ubić interes. Trump jest właścicielem kilku kasyn w Atlantic City i do 1988 r., gdy uchwalono ustawę zezwalającą Indianom na prowadzenie kasyn, mógł się czuć panem Wschodniego Wybrzeża, jeśli idzie o rynek hazardowy. Jednak po 1988 r. wszystko się zmieniło. W ciągu paru lat w Connecticut wyrosło największe na półkuli zachodniej kasyno, prowadzone przez tamtejszych Indian – Pekotów.
Zdenerwowany milioner – w tym czasie jego kasynom w Atlantic City, po złotych latach 80. XX wieku, groziło bankructwo – walcząc z niespodziewanym rywalem zagrał, jak to on, brudno: „informując” właściwą komisję Kongresu USA, że Pekoci nawet nie wyglądają na Indian. Co miało sugerować, że nie mają prawa jako plemię prowadzić kasyna. Trump cynicznie odwołał się do stereotypów na temat tubylczych mieszkańców USA, których większość Amerykanów zna głównie z westernów. Niektórzy dzisiejsi Pekoci, od pokoleń mieszający się z czarnymi Amerykanami, w istocie różnią się wyglądem od swych filmowych „kuzynów”.
„Dzięki Bogu, mieszkańcy tego kraju nie otrzymują przynależnych im praw w zależności od tego, czy zdadzą pański test na wygląd” – odparł wtedy kongresman George Martinez, przewodniczący komisji. Gdy kilka lat później Trump próbował uruchomić wspólny kasynowy biznes z Paucatuckami (spokrewnionymi z Pekotami), ich wygląd już mu nie przeszkadzał. Ale ze wspólnego przedsięwzięcia nic nie wyszło, bo wśród decydentów po stronie indiańskiej byli tacy, którzy pamiętali rasistowskie uwagi Trumpa.
Tymczasem w 2000 r. władze stanu Nowy Jork wpadły na szatański pomysł, jak wykorzystać zamieszkujących tam Irokezów do upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu: oddalenia ciągnących się od kilkudziesięciu lat roszczeń Irokezów do odebranych im tam nielegalnie terytoriów – i jednoczesnego ożywienia załamującej się gospodarki stanu, co stało się tym bardziej pilne po zamachach na World Trade Center we wrześniu 2001 r.
Otóż w zamian za zrzeczenie się roszczeń do ziemi niektóre odłamy Irokezów otrzymałyby prawo zbudowania kilku kasyn w malowniczych górach Catskill, ulubionym miejscu wypoczynku mieszkańców Nowego Jorku. A zgodnie ze wspomnianą ustawą z 1988 r., regulującą hazard prowadzony przez Indian („Indian Gaming Regulatory Act”), musieliby oni oddawać lwią część zarobionych pieniędzy rządowi stanowemu. Innymi słowy, stan zarobiłby na Indianach podwójnie: nie tylko nie musiałby wypłacać już zasądzonych milionów dolarów odszkodowań za ziemię, ale wyciągnąłby od plemion kolejne miliony.
Co ma do tego wszystkiego Donald Trump? Oto w 2000 r. nieznana nikomu organizacja New York Institute for Law and Society, przedstawiająca się jako oddolny ruch obywatelski dbający o dobro amerykańskich rodzin i przestrzeganie konstytucji, zasypała lokalne i ogólnokrajowe media (w tym dziennik „New York Times”) reklamami, w których opisywano już istniejące na północy stanu indiańskie kasyno jako miejsce, w którym szerzy się zorganizowana przestępczość i handel narkotykami.
Mohawkowie – odłam Irokezów i właściciele tego kasyna – byli poważnymi kandydatami do budowy nowego salonu gry w Catskill. Reklamy, przedstawiające np. strzykawki i działki kokainy, pytały: „Czy chcesz kogoś takiego za sąsiada?”.
Jak się okazało, organizacja była fikcyjna, a stał za nią nie kto inny jak Trump. Zatroskane rodziny, które rzekomo sfinansowały antyindiańską kampanię, nigdy nie istniały – pieniądze na nią wyłożył Trump, który sam miał chrapkę na budowę domu gier blisko metropolii. Gdy wykryto przekręt, hochsztapler musiał zapłacić wysoką karę i sfinansować kolejną kampanię w mediach, w której przepraszał za oszustwo.
Trump próbował szczęścia z Indianami w różnych miejscach. Albo mu odmawiali, albo, jak w przypadku 29 Palms Band of Mission Indians (niewielkiej grupki z Coachella w Kalifornii), zrywali kontrakt przed czasem, bo współpraca z nim okazywała się nieopłacalna.
Zaś jeśli chodzi o irokeskie kasyna w Catskill: nic z tego nie będzie, podobnie jak z zadośćuczynienia Irokezom za wyłudzone od nich ziemie. Kasyno w Catskill ostatecznie zbuduje ktoś inny: władze stanu wybrały firmę, w której większość udziałów ma potentat na rynku hazardowym z Malezji, który zresztą kiedyś współpracował z Mohawkami.
A teraz nasz skoczek mknie na południe...
„Po moim trupie” – tak skwitował plany prezydenta elekta, aby zbudować mur na granicy z Meksykiem, Verlon Jose, wódz Indian Tohono O’odham (Ludzie Pustyni) z Arizony, zamieszkujących w trzecim co do wielkości rezerwacie USA, na południe od Phoenix.
Granica rezerwatu przebiega przez 75 mil wzdłuż granicy między Arizoną a meksykańską Sonorą. Członkowie tego ludu żyją również po meksykańskiej stronie granicy i każdego dnia trwa nieustanny ruch w obie strony: wizyty u lekarza, rodzinne spotkania, wspólne ceremonie. Verlon Jose grozi Trumpowi „drugim Standing Rock”.
Rezerwat Tohono O’odham leży w Tucson Sector, czyli wyznaczonym przez straż graniczną obszarze obejmującym prawie całą południową granicę Arizony (422 km) – to tu odbywa się przemyt narkotyków na ogromną skalę. Indianie są regularnie zastraszani przez patrole graniczne, które zatrzymują i deportują członków plemienia oraz konfiskują ich mienie. Mimo to Tohono O’odham współpracują z władzami w walce z przemytnikami narkotyków. Piętnastoosobowa grupka indiańskich agentów o nazwie Tropiące Wilki (Shadow Wolves) od 2006 r. przechwyciła 31 tys. funtów marihuany, wytropiła i zaaresztowała 43 przemytników, skonfiskowała 16 samochodów.
„A więc przyjdę do twojego domu i postawię ścianę dokładnie pośrodku. Jak się będziesz czuł?” – pyta retorycznie Verlon Jose. Dalej mówi: „Ta ziemia jest dla nas źródłem pożywienia, jest źródłem naszego zdrowia, jest naszą szkołą i uniwersytetem. Nasze święte miejsca są w Meksyku, nasze ceremonie odprawiamy w miejscu nazywanym dziś Meksykiem. Granica jest dla nas tylko wyobrażoną linią”.
I długi skok z powrotem na zachód...
Vittorio Zucconi – włoski pisarz, autor książki o Szalonym Koniu – w emocjonalnym komentarzu we włoskim dzienniku „La Repubblica” pisał we wrześniu 2016 r. o „ostatniej walce Siuksów” przeciw nowym „żelaznym koniom” i przeciw panoszącym się „wašíčiu”, czyli obcym – bladym twarzom, którzy „zjadają mięso i zostawiają tylko kości”.
„Bezużyteczna suwerenność” – pisał Zucconi – zagwarantowana Siuksom XIX-wiecznymi traktatami, „kolejny raz zostaje pogwałcona w imię wielkich interesów ekonomicznych, które nie przyniosą żadnego zysku mieszkańcom sprofanowanych ziem. Złota kopalina, która już ściągnęła nowych osadników na pogranicze, popłynie arteriami Ropociągu Dakota i zgniecie lud Siuksów”. Tak jak żółte złoto zgniotło ich przodków 150 lat temu. Kiedyś „żelazny koń” przybył tu ze wschodu, by podbić tę krainę. Teraz, gdy jest dawno podbita, w odwrotną stronę popłynie ropa. A indiańscy wojownicy na koniach, jak ich przodkowie, podejmą jeszcze jedną czy dwie próby oporu, zanim przegrają. „Wiedzą, że nie mają szans wygrać, ale nie mogą się poddać” – kończył patetycznie Zucconi.
Włoski pisarz ma rację, a jego patos jest jak najbardziej na miejscu. Ani biali kapitaliści, ani Siuksowie od pokoleń nie mogą wyjść ze swoich ról: zdobywców i ofiar, wyzyskiwaczy i obrońców ziemi.
Standing Rock należy do najbiedniejszych miejsc w USA, z 86-procentowym bezrobociem, z niemal połową mieszkańców żyjących poniżej granicy ubóstwa. Bezdomność, brak prądu w domach, gangi młodzieżowe, alkoholizm, samobójstwa nastolatków – to tu codzienność. Podobnie jak w innych rezerwatach Siuksów w Dakocie: Cheyenne River, Pine Ridge, Rosebud. Indianie są bezradni: duże miasta, gdzie można znaleźć pracę, leżą zbyt daleko, a uprawa bydła czy praca w niewielkich plemiennych kasynach albo w plemiennej administracji dają utrzymanie niewielu.
Wielka gorączka złota w XIX wieku odebrała Siuksom ich święte Czarne Góry – na wydobyciu skorzystali wtedy biali osadnicy, nie Indianie. Jeśli Trump cofnie decyzję administracji Obamy, podobnie będzie teraz: ropociąg zostanie zbudowany pod ich nosem, zagrażając ich zdrowiu, a zyski będą ciągnąć wielcy biali kapitaliści.
Podczas gdy skrajna prawica opowiada swoją legendę o „tyranii” rządu federalnego i oporze biednych białych ludzi (złączonych osobliwym sojuszem z bogatymi rasistami jak Trump), Siuksowie, Pajuci, Mohawkowie, Tohono O’odham i parę setek innych grup tubylczych w USA niezłomnie walczą o zachowanie resztek suwerenności, gwarantowanej traktatami z rządem USA.
Kruchej suwerenności, bo indiańska ziemia przecież nie należy w pełni do Indian – Kongres USA przyznał sobie prawo zerwania każdego traktatu z Indianami. A władzę w kraju przejmują właśnie ci, którzy uważają, iż Ameryka to nie jest kraj dla słabych ludzi. ©
źródło: https://www.tygodnikpowszechny.pl/w-kraju-indian-wrze-146242
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2012.09.21 15:37 tobsn [Hiring] [Krakow, Poland] Rapid Web Developer (PHP/JS) [PL]

Nie musisz mieć dużego doświadczenia aby dołączyć do naszego zespołu, najważniejsza dla nas jest pasja do programowania, umiejętność kreatywnego i twórczego myślenia oraz chęć rozwijania swojej wiedzy i umiejętności. Jeżeli spełniasz tylko część powyższych wymagań prześlij swoją kandydaturę, może właśnie szukamy kogoś takiego jak Ty!
O nas - Coleadium Inc:
Coleadium jest firmą działającą w zakresie promocji online, wyspecjalizowaną w pozyskiwaniu zainteresowania i w akwizycji klientów, mającą siedzibę w Carlsbad, w Kalifornii. Coleadium wykorzystuje zasięg Internetu do tego, by zapewnić reklamującym się klientom wiarygodne dane potencjalnych zainteresowanych. W dążeniu do odkrywania nieskończonych możliwości rynku internetowego, Coleadium zostało utworzone w roku 2005. Aby móc lepiej sprostać potrzebom swoich klientów, przedsiębiorstwo posiada obecnie trzy międzynarodowe oddziały w Carlsbad, w Nowym Jorku i w Krakowie.
Opis stanowiska pracy:
Dla wzmocnienia naszego zespołu zatrudnimy w pełnym wymiarze czasu pracy mid lub senior developera aplikacji internetowych. Idealny kandydat dysponuje długoletnim doświadczeniem w szybkim projektowaniu skalowalnych aplikacji internetowych przy pomocy PHP, nie odstraszają go nowoczesne technologie, takie jak MongoDB lub node.js oraz zna się na jQuery, CSS no i oczywiście HTML.
Umiejętności fachowe:
Szczególne kompetencje zawodowe:
Środowisko pracy:
Nasz będący na miejscu manager mówi płynnie po angielsku i niemiecku, nie zna jednak języka polskiego. Chcielibyśmy zatrudnić programistów, którzy mówią płynnie w jednym z tych języków lub przynajmniej są w stanie skutecznie się w jednym z nich porozumiewać. Utrzymujemy również aktywną wymianę z naszymi oddziałami w Stanach Zjednoczonych oraz z innymi partnerami, zatem chcielibyśmy by nasi koledzy uczestniczyli w tej komunikacji najlepiej, jak to będzie możliwe. Oprócz oferowanej szansy gwarantujemy również dosyć solidne wynagrodzenie dla ciała i ducha: konkurencyjną płacę, atrakcyjne świadczenia dodatkowe, nie wspominając już o swobodnej, a mimo wszystko dynamicznej atmosferze środowiska pracy, elastycznym czasie pracy, wybitnych projektach, innowacyjnych technologiach, piwie i napojach energetyzujących Red Bull, przekąskach, hackatonach po godzinach pracy i w weekendy, pogodnych kolegach oraz o możliwości współpracy z ludźmi, którzy są takimi samymi zapaleńcami i są równie bystrzy. Wynagrodzenie: w zależności od kompetencji - 3500 PLN i więcej!
Kompetencje socjalne:
Jesteśmy przedsiębiorstwem zaangażowanym w ideę równości szans. Równość rozumiemy w takim znaczeniu, iż my wszyscy otrzymujemy taką samą szansę wykazania się naszą błyskotliwością i również sami myjemy nasze filiżanki po kawie. Preferujemy współpracę z ludźmi, którzy regularnie robią jedno i drugie. Szansa oznacza, że Państwa głos może być skutecznie brany pod uwagę. Dajemy szansę, by się uczyć. Dajemy szansę, by nauczać. Nadzwyczajność stanie się jednak faktem, dla tych, którzy będą robić jednocześnie te wszystkie trzy rzeczy. Specjalnie podkreślany to w szczególny sposób, gdyż nie bylibyśmy tym, czym jesteśmy, gdybyśmy nie wierzyli w ogromny potencjał naszych pracowników. Naszym pracownikom pomagamy także w ich czasie wolnym: jeśli sądzicie Państwo, że macie właśnie TEN pomysł na kolejnej generacji web 2.0, to proszę dać nam znać, a my zrobimy wszystko, aby pomóc Państwu w realizacji swojej wizji.
Lokalizacja:
W Krakowie odkryliśmy nie tylko potencjał ekonomiczny, ale także licznych utalentowanych ludzi i chcielibyśmy poszerzyć nasz zespół o tak wielu błyskotliwych programistów i projektantów, ilu tylko uda nam się znaleźć. Nasze nowe biura mieszczą się w Krakowskim Parku Technologicznym. Krakowski Park Technologiczny oddalony jest od centrum miasta o 15 minut jazdy jedną, bezpośrednią linią tramwajową (linia numer 10). W bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się również inne młode firmy oraz przedsiębiorstwa bazujące na działalności internetowej, tak więc można mieć nadzieję, że w przyszłości na tym obszarze powstanie silna wspólnota developerska.
Translator forgot to mention:
PM for more infos!
submitted by tobsn to forhire [link] [comments]


2012.09.21 15:26 tobsn [Hiring] [Krakow, Poland] Interaction Designer / UX Designer [PL]

O nas - Coleadium Inc:
Coleadium jest firmą działającą w zakresie promocji online, wyspecjalizowaną w pozyskiwaniu zainteresowania i w akwizycji klientów, mającą siedzibę w Carlsbad, w Kalifornii. Coleadium wykorzystuje zasięg Internetu do tego, by zapewnić reklamującym się klientom wiarygodne dane potencjalnych zainteresowanych. W dążeniu do odkrywania nieskończonych możliwości rynku internetowego, Coleadium zostało utworzone w roku 2005. Aby móc lepiej sprostać potrzebom swoich klientów, przedsiębiorstwo posiada obecnie trzy międzynarodowe oddziały w Carlsbad, w Nowym Jorku i w Krakowie.
Opis stanowiska pracy:
Poszukujemy zmotywowanego pracownika w celu zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy, który charakteryzowałby się ogromną dozą własnej inicjatywy, gotowością i chęcią rozwiązywania kompleksowych problemów oraz projektowania wysokiej jakości rozwiązań na bazie procesów użytkowników end-to-end dla klientów on-line i odczuwałby niedopartą potrzebę wykonywania rewolucyjnych stron internetowych. Osoba ta powinna posiadać doświadczenie jako Interaction DesigneUX Designer i wesprzeć nasz zespół projektowaniem wysoce kreatywnych design dla interfejsów, charakteryzujących się prostotą w obsłudze, a także powinna posiadać umiejętność wcielania w życie ambitnych pomysłów w formie funkcjonalnych produktów poprzez umiejętność wdrażania technologii informacyjnych sieci Web kolejnej generacji w dynamicznym środowisku.
Umiejętności fachowe:
Szczególne kompetencje zawodowe:
Środowisko pracy:
Nasz będący na miejscu manager mówi płynnie po angielsku i niemiecku, nie zna jednak języka polskiego. Chcielibyśmy zatrudnić projektantów, którzy mówią płynnie w jednym z tych języków lub przynajmniej są w stanie skutecznie się w jednym z nich porozumiewać. Utrzymujemy również aktywną wymianę z naszymi oddziałami w Stanach Zjednoczonych oraz z innymi partnerami, zatem chcielibyśmy by nasi koledzy uczestniczyli w tej komunikacji najlepiej, jak to będzie możliwe. Oprócz oferowanej szansy gwarantujemy również dosyć solidne wynagrodzenie dla ciała i ducha: konkurencyjną płacę, atrakcyjne świadczenia dodatkowe, nie wspominając już o swobodnej, a mimo wszystko dynamicznej atmosferze środowiska pracy, elastycznym czasie pracy, wybitnych projektach, innowacyjnych technologiach, piwie i napojach energetyzujących Red Bull, przekąskach, hackatonach po godzinach pracy i w weekendy, pogodnych kolegach oraz o możliwości współpracy z ludźmi, którzy są takimi samymi zapaleńcami i są równie bystrzy. Wynagrodzenie: w zależności od kompetencji - 3000 PLN i więcej!
Kompetencje socjalne:
Jesteśmy przedsiębiorstwem zaangażowanym w ideę równości szans. Równość rozumiemy w takim znaczeniu, iż my wszyscy otrzymujemy taką samą szansę wykazania się naszą błyskotliwością i również sami myjemy nasze filiżanki po kawie. Preferujemy współpracę z ludźmi, którzy regularnie robią jedno i drugie. Szansa oznacza, że Państwa głos może być skutecznie brany pod uwagę. Dajemy szansę, by się uczyć. Dajemy szansę, by nauczać. Nadzwyczajność stanie się jednak faktem, dla tych, którzy będą robić jednocześnie te wszystkie trzy rzeczy. Specjalnie podkreślany to w szczególny sposób, gdyż nie bylibyśmy tym, czym jesteśmy, gdybyśmy nie wierzyli w ogromny potencjał naszych pracowników. Naszym pracownikom pomagamy także w ich czasie wolnym: jeśli sądzicie Państwo, że macie właśnie TEN pomysł na kolejnej generacji web 2.0, to proszę dać nam znać, a my zrobimy wszystko, aby pomóc Państwu w realizacji swojej wizji.
Lokalizacja:
W Krakowie odkryliśmy nie tylko potencjał ekonomiczny, ale także licznych utalentowanych ludzi i chcielibyśmy poszerzyć nasz zespół o tak wielu błyskotliwych programistów i projektantów, ilu tylko uda nam się znaleźć. Nasze nowe biura mieszczą się w Krakowskim Parku Technologicznym. Krakowski Park Technologiczny oddalony jest od centrum miasta o 15 minut jazdy jedną, bezpośrednią linią tramwajową (linia numer 10). W bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się również inne młode firmy oraz przedsiębiorstwa bazujące na działalności internetowej, tak więc można mieć nadzieję, że w przyszłości na tym obszarze powstanie silna wspólnota developerska.
PM for more infos!
submitted by tobsn to DesignJobs [link] [comments]


2012.09.21 12:49 tobsn [Hiring] [Krakow, Poland] Interaction Designer / UX Designer [PL]

O nas - Coleadium Inc:
Coleadium jest firmą działającą w zakresie promocji online, wyspecjalizowaną w pozyskiwaniu zainteresowania i w akwizycji klientów, mającą siedzibę w Carlsbad, w Kalifornii. Coleadium wykorzystuje zasięg Internetu do tego, by zapewnić reklamującym się klientom wiarygodne dane potencjalnych zainteresowanych. W dążeniu do odkrywania nieskończonych możliwości rynku internetowego, Coleadium zostało utworzone w roku 2005. Aby móc lepiej sprostać potrzebom swoich klientów, przedsiębiorstwo posiada obecnie trzy międzynarodowe oddziały w Carlsbad, w Nowym Jorku i w Krakowie.
Opis stanowiska pracy:
Poszukujemy zmotywowanego pracownika w celu zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy, który charakteryzowałby się ogromną dozą własnej inicjatywy, gotowością i chęcią rozwiązywania kompleksowych problemów oraz projektowania wysokiej jakości rozwiązań na bazie procesów użytkowników end-to-end dla klientów on-line i odczuwałby niedopartą potrzebę wykonywania rewolucyjnych stron internetowych. Osoba ta powinna posiadać doświadczenie jako Interaction DesigneUX Designer i wesprzeć nasz zespół projektowaniem wysoce kreatywnych design dla interfejsów, charakteryzujących się prostotą w obsłudze, a także powinna posiadać umiejętność wcielania w życie ambitnych pomysłów w formie funkcjonalnych produktów poprzez umiejętność wdrażania technologii informacyjnych sieci Web kolejnej generacji w dynamicznym środowisku.
Umiejętności fachowe:
Szczególne kompetencje zawodowe:
Środowisko pracy:
Nasz będący na miejscu manager mówi płynnie po angielsku i niemiecku, nie zna jednak języka polskiego. Chcielibyśmy zatrudnić programistów, którzy mówią płynnie w jednym z tych języków lub przynajmniej są w stanie skutecznie się w jednym z nich porozumiewać. Utrzymujemy również aktywną wymianę z naszymi oddziałami w Stanach Zjednoczonych oraz z innymi partnerami, zatem chcielibyśmy by nasi koledzy uczestniczyli w tej komunikacji najlepiej, jak to będzie możliwe. Oprócz oferowanej szansy gwarantujemy również dosyć solidne wynagrodzenie dla ciała i ducha: konkurencyjną płacę, atrakcyjne świadczenia dodatkowe, nie wspominając już o swobodnej, a mimo wszystko dynamicznej atmosferze środowiska pracy, elastycznym czasie pracy, wybitnych projektach, innowacyjnych technologiach, piwie i napojach energetyzujących Red Bull, przekąskach, hackatonach po godzinach pracy i w weekendy, pogodnych kolegach oraz o możliwości współpracy z ludźmi, którzy są takimi samymi zapaleńcami i są równie bystrzy. Wynagrodzenie: w zależności od kompetencji - 3000 PLN i więcej!
Kompetencje socjalne:
Jesteśmy przedsiębiorstwem zaangażowanym w ideę równości szans. Równość rozumiemy w takim znaczeniu, iż my wszyscy otrzymujemy taką samą szansę wykazania się naszą błyskotliwością i również sami myjemy nasze filiżanki po kawie. Preferujemy współpracę z ludźmi, którzy regularnie robią jedno i drugie. Szansa oznacza, że Państwa głos może być skutecznie brany pod uwagę. Dajemy szansę, by się uczyć. Dajemy szansę, by nauczać. Nadzwyczajność stanie się jednak faktem, dla tych, którzy będą robić jednocześnie te wszystkie trzy rzeczy. Specjalnie podkreślany to w szczególny sposób, gdyż nie bylibyśmy tym, czym jesteśmy, gdybyśmy nie wierzyli w ogromny potencjał naszych pracowników. Naszym pracownikom pomagamy także w ich czasie wolnym: jeśli sądzicie Państwo, że macie właśnie TEN pomysł na kolejnej generacji web 2.0, to proszę dać nam znać, a my zrobimy wszystko, aby pomóc Państwu w realizacji swojej wizji.
Lokalizacja:
W Krakowie odkryliśmy nie tylko potencjał ekonomiczny, ale także licznych utalentowanych ludzi i chcielibyśmy poszerzyć nasz zespół o tak wielu błyskotliwych programistów i projektantów, ilu tylko uda nam się znaleźć. Nasze nowe biura mieszczą się w Krakowskim Parku Technologicznym. Krakowski Park Technologiczny oddalony jest od centrum miasta o 15 minut jazdy jedną, bezpośrednią linią tramwajową (linia numer 10). W bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się również inne młode firmy oraz przedsiębiorstwa bazujące na działalności internetowej, tak więc można mieć nadzieję, że w przyszłości na tym obszarze powstanie silna wspólnota developerska.
Translator forgot to mention:
PM for more infos!
submitted by tobsn to forhire [link] [comments]


JAK ZNALEŹĆ LUDZI DO GRY w CS:GO/FORTNITE? - YouTube Pożar strawił ponad 20 samochodów na autostradzie w Kalifornii Human cages found in California / Klatki dla ludzi ... Kalifornia w ogniu przerażające nagranie Amerykański pastor  OSTRZEŻENIE  Pod żadnym pozorem nie dajcie się szczepić! Lektor PL. Kalifornia znowu nas zaskoczyła. Co można znaleźć w lesie? Gdzie i jak znaleźć ludzi?

Gruszki w Hrabstwie Pomarańczy

  1. JAK ZNALEŹĆ LUDZI DO GRY w CS:GO/FORTNITE? - YouTube
  2. Pożar strawił ponad 20 samochodów na autostradzie w Kalifornii
  3. Human cages found in California / Klatki dla ludzi ...
  4. Kalifornia w ogniu przerażające nagranie
  5. Amerykański pastor OSTRZEŻENIE Pod żadnym pozorem nie dajcie się szczepić! Lektor PL.
  6. Kalifornia znowu nas zaskoczyła. Co można znaleźć w lesie?
  7. Gdzie i jak znaleźć ludzi?

Szybko rozprzestrzeniający się pożar zmusił dziesiątki ludzi do pozostawienia ich samochodów na autostradzie prowadzącej z Południowej Kalifornii do Las Vegas w zeszły piątek. W tym filmie poruszam zagadnienie, które spędza sen z powiek wielu ludzi (nie tylko początkujących) w branży MLM. Gdzie i jak znaleźć ludzi? W Internecie! Tylko jak? Jak do nich dotrzeć ... Minusy życia w Kalifornii. Nasza opinia po 2 latach mieszkania w USA - Duration: 20:46. Kamil Knapczyk 158,438 views. 20:46. XXIV Ryjek- Kabaret Młodych Panów - Gej na kopalni - Duration: 18:24. Pastor Sandy z Kościoła Wspólnotowy Żołnierzy Chrystusa z miasta Long Beach w Kalifornii przekazuje OSTRZEŻENIE dla wszystkich ludzi na ŚWIECIE! Pod żadnym pozorem nie dajcie się ... 2020 Klatki z toaletami w środku znalezione na dużym pustkowiu w Kalifornii. 💥 Dołącz do wersji beta już dziś! https://goo.gl/UPbm11 (więcej gier jak PUBG czy FORTNITE już niedługo!) 💥 POMOŻESZ MI ZDOBYĆ 310,000 SUBÓW? 💥 🔥 KLIKNIJ CZE... Tym razem pora na wodospady, których w Kalifornii nie brakuje. Wiadomo, że te największe są w parkach narodowych, ale niedaleko od Los Angeles też można spotkać perełki:) Instagram ...