Co koleżanki

Jeśli zastanawiasz się, co kupić koleżance na urodziny, a wiesz, że jest ona prawdziwą mistrzynią kuchni, świetnym pomysłem będzie ładny fartuch. Wiele z nas często o nim zapomina i efekt bywa opłakany – plama z sosu pomidorowego czy tłuszczu na bluzce lub sukience może skutecznie odebrać przyjemność z gotowania. To naprawdę wyjątkowy pomysł na prezent ślubny dla koleżanki z pracy. Piękne sztućce – pomysł na prezent ślubny dla koleżanki z pracy Sztućce to bardzo bezpieczny prezent, ale również taki, co do którego masz dużą pewność, że zostanie w domu koleżanki na długo i będzie w użyciu. Magazyn dla kobiet Kolezanka.com – najlepszy internetowy magazyn o prawdziwym życiu, w którym wszystkie ważne obszary są ze sobą powiązane: showbiznes, plakat, moda, uroda, miłość i seks, macierzyństwo, rozrywka i gotowanie, programy telewizyjne i podróże. Co wybrać na prezent dla koleżanki – oryginalne propozycje. Zawsze warto zaskoczyć! Oczywiście pozytywnie, zabawnie i z klasą. Od zawsze uważałaś, że Twoja koleżanka stylem, urodą i charyzmą mogłaby spokojnie zostać jedną z największych gwiazd i żadna celebrytka nie miałaby do niej startu. Co zrobić ? (koleżanki) Co zrobić z koleżankami ? Bo już mnie to denerwuje chodzi o takie 2 koleżanki z klasy , 1 .Ta jedna nikt jej z klasy nie lubi bo jest otyła przezywają ją świnia przyczepiła się do mnie no fakt poprosiłam ją miesiąc temu żeby mi załatwiła gazete bo jej babcia pracuje w kiosku no i od tamtej chwili chodzi za mną , siada obok mnie cały czas ! Informacje o rzeczowniku „koleżanka” w słownikach zewnętrznych. Poniżej znajdziesz odnośniki do zewnętrznych słowników, w których znaleziono informacje związane z rzeczownikiem koleżanka: » Definicja rzeczownika koleżanka. » Synonimy rzeczownika koleżanka. » Antonimy rzeczownika koleżanka. » Szukaj informacji o rzeczowniku koleżanka w wyszukiwarce Google.

"Rock me tonite" - krótka historia "najgorszego teledysku w historii"

2020.08.28 13:17 TerminatorsEvilTwin "Rock me tonite" - krótka historia "najgorszego teledysku w historii"

Drodzy Koledzy oraz Drogie Koleżanki z Polska, pozwólcie że opowiem Wam krótką historię teledysku do piosenki "Rock me tonite" oraz jej autora.
Billy Squier w teledysku \"Rock me tonite\"
Billy Squier był odnoszącym sukcesy w początku lat osiemdziesiątych muzykiem rockowym. Miał on serię hitów, uznanie krytyków chwalących eklektyzm jego muzyki. Album "Don't Say No" sprzedał się w nakładzie ponad 3 milionów egzemplarzy, za co muzyk otrzymał w przyszłości tzw. potrójną platynę (w przyszłości ponieważ nagrody te powstały dopiero kilka lat po premierze albumu). Muzyk był w drodze na szczyt. Dlaczego więc (jak mniemam) spora część z Was, być może tak jak ja - fanów muzyki rockowej, nawet o nim nie słyszała? Ponieważ kariera Billy'ego została zniszczona... przez jeden teledysk. Teledysk do piosenki "Rock me tonite".
Jako, że często "jedno zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów" - nie będę opisywał samego teledysku - po prostu go sobie obejrzycie klikając poniżej. Z góry ostrzegam - cringe mocno.
Billy Squier - Rock me tonite
Teledysk ten wymieniany jest w książce "I Want My MTV: The Uncensored Story of the Music Video Revolution" jako jeden z najgorszych teledysków wszech czasów. Sama książka powstała jako podsumowanie wywiadów jakie autor przeprowadził z setkami osób z branży muzycznej, od muzyków, przez managerów, radio DJ'ów po pracowników MTV. Według autora ciężko na podstawie tych wywiadów wskazać na najlepszy teledysk, ale podobno w pytaniu o najgorszy - "Rock me tonite" pojawiało się wielokrotnie częściej niż jakikolwiek inny.
Sam Billy nie ma wątpliwości, że to właśnie to wideo zabiło jego karierę, opowiadając jak w przeciągu kilku dni od jego premiery pełne do tej pory sali koncertowe zaczęły świecić pustkami. Muzyk wydał jeszcze kilka albumów, ostatni to "Happy Blue" z 1998 (jeżeli nie liczyć wydanych później kompilacji), nigdy jednak nie udało mu się powrócić na drogę do sukcesu.
Część dygresyjna/prywatna opinia autora wpisu
Pete Burns z zespołu \"Dead or Alive\"
OK, można zapytać - co do &^wy - lata osiemdziesiąte, tapirowane włosy, kicz, zespoły typu Culture Club czy Dead Or Alive których wokaliści wyglądają jak drag queens z pirackimi opaskami na oczach - można by spytać - co niby było takiego złego w Billym pląsającym radośnie w różach i pastelach? Albo inaczej - co takiego gorszego było w nim w porównaniu z w/w? IMHO problemem był gatunek muzyki, którą wykonywał Billy - muzyka rockowa. Gatunek, który jeszcze przez długie lata pełen był homofobii, szowinizmu czy toksycznego postrzegania "prawdziwej męskości". Billy z tego teledysku wpisywał się w stereotypowy obraz geja widzianego oczami "prawdziwego rockera" - Axl Rose może i nosił tapirowane włosy i makijaż, ale śpiewał "faggots - they make no sense to me", więc nikt go o bycie "faggot" nie oskarżał. W przeciwieństwie do Billy'ego.
E: drobne redakcyjne
submitted by TerminatorsEvilTwin to Polska [link] [comments]


2020.08.01 12:41 braciakoala Gdzie obejrzeć film After z 2019 roku z polskim lektorem?

Film After jest już dostępny online dla każdego!

Jeśli lubisz oglądać filmy online to zdecydowanie polecamy obejrzenie tej produkcji! Zdaje sobie sprawę, że nie znajduję się w grupie docelowej filmu After 2019 online. Mam wrażenie, że ten film jest kierowany tylko do ściśle określonej grupy nastolatków, którzy nie mają dużych wymagań do filmów. Jeśli ktoś jest fanem książki, na której podstawie został nakręcony film to również może mocno się zawieść. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że książka jest zdecydowanie lepsza od filmu. Sprawa ma się podobnie, jak w przypadku filmu Lśnienie. Książka została obdarta ze zbędnych elementów a na podstawie tego, co zostało, został nakręcony film.
Główną bohaterką w filmie jest Tessa - zakończyła szkołę średnią i wybrała się na uczelnię wyższą. Tak jak w innych filmach dla nastolatków tak i tutaj główna bohaterka jest szarą myszką, która dobrze się uczy i stroni od imprez. Tessa (Josephine Langford) ma młodszego chłopaka, który został w rodzinnej miejscowości. Pierwszego dnia pobytu w nowej szkole okazuje się, że wszyscy są niegrzeczni, bo mają pofarbowane włosy, kolczyki i tatuaże.
Pierwszego dnia bohaterka przyjeżdża do akademika z chłopakiem i mamą. Mama Tessy jest wręcz przerażona tym, że współlokatorki jej córki mają kolczyki, tatuaże i pofarbowane włosy na neonowe kolory. Na domiar złego w pokoju nastolatek unosi się woń marihuany. Po kilku mniej ważnych zdarzeniach koleżanki namawiają Tessę na wzięcie udziału w imprezie. Bohaterka zgadza się i tam poznaje Hardina (Hero Fiennes-Tiffin). Hardin to typowy kozak, bad boy.

Gdzie oglądać film After 2019 online?

Co z takiej relacji szara myszka - bad boy może wyjść? Dokładnie to, czego wszyscy się spodziewają. Ten film to trochę takie Nowe Oblicze Greya dla nastolatek. Fabuła filmu After polega na tym, że przez jakiś czas są razem, robią różne fajne rzeczy by potem się pokłócić i rozstać. Następnie znów są razem i po czasie znów się kłócą. Następnie następuje załamanie i jest mały twist. W pierwszym akcie filmu nastolatkowie grają w słynną grę - prawda czy wyzwanie.
Nie mam tu za dużo do powiedzenia. Przede wszystkim ta gra to trochę taki fabularny wykręt w wielu filmach dla nastolatków. Jeśli coś musi się zdarzyć to dzieje się to podczas tej gry. Co trzeba by było zrobić, żeby taki zainteresował widza i żeby historia była porywająca? Przede wszystkim After film cda musiałby mieć dobrze napisane i mocne charaktery oraz bohaterów z charyzmą - tutaj zdecydowanie tego brakuje.
Główna bohaterka to szara myszka. Dokonuje pewnych wyborów w pierwszych aktach filmu, które przekreślają ją jako protagonistę tego filmu. Poznała Hardina a na noc zaprasza swojego chłopaka. Leżą w pokoju i oglądają głupie filmiki. W pewnym momencie Hardin przesyła jej wiadomość. Tessa ją czyta, wychodzi z pokoju i do niego jedzie. W tym momencie chłopak Tessy zostaje sam w pokoju akademickim.

Jak obejrzeć cały film After?

Przyjechał tutaj specjalnie dla niej, żeby spędzić z nią noc a ona zostawia go samego. Pomijając już nieracjonalne wybory bohaterów, ten film jest po prostu bardzo nudny a jeszcze bardziej przewidywalny. Głupie decyzje bohaterów pojawiały się już wiele razy we wszystkich filmach dla nastolatków. Pewne porównania z serią filmów o Greyu są tutaj bardzo na miejscu. Nie zrozumcie mnie źle. To nie jest najgorszy film na świecie. Dla pewnej, ściśle określonej grupy odbiorców może być naprawdę miłym seansem.
Sam film wywodzi się z fan fiction, czyli opowiadań stworzonych przez fanów, na temat Harry Styles. Tak naprawdę ten film ma tylko to. Jeśli wyobrazicie sobie, że bohater wcielający się w rolę Hardina, to jest Harry Styles i na przykład chciałybyście się spotkać z takim idolem, to możecie wyobrazić sobie jak takie spotkanie mogłoby wyglądać. Hardin to typowy bad boy, trochę niedostępny, ale również romantyczny. Jest bardzo wrażliwy, tylko tego nie pokazuje. To trochę jak ze słynnym porównaniem z filmu Shrek - cebula ma warstwy. Niestety ten film realizuje tylko te założenie. W After 2019 online nie ma żadnej interesującej postaci pobocznej. Bohaterowie drugoplanowi to trochę takie pionki, które mają wykonać jedną konkretną rzecz.

Czy film After jest dostępny na zalukaj?

Podobnie jak w przypadku filmów o Greyu - główna bohaterka to szara myszka, która poznaje kogoś, kto pozwala poszerzyć jej horyzonty, otwiera okno na świat i wiele ciekawych rzecz. Nie brakuje tutaj bardzo irracjonalnych elementów. W pewnym momencie bohaterowie trafiają do pięknego mieszkania, które spada im z nieba. Jak film to wyjaśnia? Koleżanka ojca Hardina ma mieszkanie i wyjechała do Włoch, więc oni mogą tam mieszkać, aby dbać o roślinność.
Tessa jest przedstawiona jako bardzo rozsądna, jak na swój wiek, dziewczyna. Generalnie idzie w stronę tego, aby dobrze się uczyć, zdobyć dobrą pracę itd. Bohaterka mówi też o tym, że poświęci swoje marzenia o pisaniu na rzecz studiowania ekonomii, bo to bardziej się przyda w jej życiu. W międzyczasie to też się rozwiązuje. Ojciec Hardina ma kolegę, który prowadzi wydawnictwo i na pewno ona dostanie tam pracę. Bohaterka jest inaczej budowana w stosunku do tego, jakie podejmuje wybory.

Dlaczego warto obejrzeć ten film?

After lektor pl to zlepek teledyskowych scen. Wydaje mi się, że ciężko to inaczej nazwać. Bohaterowie idą nad jezioro i się kąpią. W mieszkaniu są w wannie i również się kąpią. Jeśli komuś sprawa przyjemność oglądania teledysków, w których główną rolę odgrywają nastolatki i miłość to może być to pewna propozycja dla Was.
Co ciekawe, główną bohaterką jest siostra Hanny Baker z serialu 13 powodów. Uważam, że aktorzy nie są źli w tym, co robią. Niestety nie mają w tym filmie co grać. Główna bohaterka ma potencjał. Może gdyby trafiła na dobry scenariusz i dobrego reżysera to mogłaby naprawdę fajnie zagrać. Niestety w filmie After jest kompletnie beznadziejna.
submitted by braciakoala to u/braciakoala [link] [comments]


2020.07.27 14:55 howdoesilogin Przegląd Partii - Unia Pracy

Zostałem wywołany do rozpoczęcia (mam nadzieję) cyklu przybliżającego użytkownikom naszego subreddita partie polityczne. Na początek pójdzie partia, o której istnieniu znakomita większość wyborców nie ma zielonego pojęcia, prawdziwy plankton czyli Unia Pracy.
Rys historyczny
Starsi koledzy i koleżanki (lub historycy) mogą coś tam pamiętać ale dla ścisłości przybliżę pokrótce historię tej formacji. Unia Pracy powstała w roku 1992 w wyniku fuzji mniejszych ruchów lewicowych, celem było powołanie socjaldemokratycznej alternatywy dla spadkobiercy PZPR czyli SLD. W wyborach w roku 1993 UP była czarnym koniem i uzyskała ponad 7% poparcia wprowadzając 41 posłów. Pomimo takiej propozycji odmówiła wejścia w skład rządzącej koalicji SLD-PSL.
W wyborach w roku 1997, w wyniku silnej polaryzacji sceny politycznej (brzmi znajomo?) wg podziału AWS-SLD, Unia Pracy znalazła się pod progiem z wynikiem 4,74%. To skłoniło kierownictwo do zgody na współpracę i start z list SLD w roku 2001. Zerwanie z ideą założycielską bycia alternatywą dla SLD spowodowało rozłam w partii. Opuścili ją działacze np. współzałożyciele Ryszard Bugaj i Zbigniew Bujak nastąpił też rozłam jej młodzieżówki którą opuścił wtedy choćby Adrian Zandberg.
To co pewnie najbardziej zapadło w pamięć to koalicyjne rządy z SLD w latach 2001-05 pod wodzą Marka Pola. Od tamtej pory Unia Pracy z różnymi skutkami acz bez większych sukcesów startowała w różnych koalicyjnych lewicowych komitetach wyborczych z SLD, Razem czy SDPL stopniowo ulegając zapomnieniu. Szczerze przyznam, że gdy sprawdzałem kim jest Witkowski przy okazji jego startu w wyborach prezydenckich to się mocno zdziwiłem, że Unia Pracy nadal istnieje.
Ludzie
Co tu dużo kryć jedyną osobą którą ktokolwiek może kojarzyć, z racji debaty prezydenckiej, jest przewodniczący Waldemar Witkowski, tu znajdziecie krótki biogram a tu zarys poglądów w kwestionariuszu tokfm. Poza nim w partii są jeszcze niedobitki z wczesnych lat dwutysięcznych jak np. byli posłowie Jan Orkisz czy Ewa Kralkowska.
Z racji że program partii jest z roku 2014 to uznałem, że postulaty przewodniczącego z kampanii mogą tu funkcjonować jako swego rodzaju uaktualnienie/uzupełnienie programu partii, choć nie są oficjalnie w jej programie. Poniżej garść najciekawszych.
Program
Program choć jest z roku 2014 to nadal wisi na oficjalnej stronie wiec uznałem, że najwyraźniej jest aktualny. Unia Pracy określa się w nim jako partia socjaldemokratyczna i proeuropejska. W ramach unii partia deklaruje członkostwo w PES czyli Partii Europejskich Socjalistów obok między innymi SLD. Tu znajdziecie link do 50-stronicowej całości a poniżej garść moim zdaniem najbardziej interesujących postulatów
Stan partii
Obecnie partia 'cieszy się' znikomym poparciem, w wyborach jej kandydaci startują z list większych partii lewicowych lub Koalicji Obywatelskiej. Choć lokalnie jej członkowie znajdują się gdzieniegdzie w radach miast, gmin i powiatów UP nie posiada żadnych przedstawicieli wśród parlamentarzystów, eurodeputowanych czy radnych wojewódzkich. Ostatnim samodzielnym wynikiem wyborczym było nieco ponad 27 tysięcy głosów (0,14%) przewodniczącego Witkowskiego w tegorocznych wyborach prezydenckich. Wobec tego UP szans wyborczych musi upatrywać w dalszej współpracy z silniejszymi partiami lewicowymi lub centrowymi. Dziękuję za lekturę moich wypocin i zapraszam do dyskusji.
submitted by howdoesilogin to PolskaPolityka [link] [comments]


2020.07.15 11:37 Deso2121 Wesele w tym tygodniu - iść czy nie iść? (koronawirus)

Obiecałem dziewczynie że w piątek pójdziemy razem na wesele jej dobrej koleżanki - jestem ciekaw czy uważacie że to jest w ogóle aktualnie rozsądne. Będzie tam 100 osób, zakładam że ludzie nie będą mieć masek. Województwo podkarpackie (jeśli to coś zmienia). Co byście zrobili?
submitted by Deso2121 to Polska [link] [comments]


2020.07.11 01:18 Arganin Hałasujące przewody

Wiem, że to nie jakaś elektroda, ale licze na waszą pomoc koledzy i koleżanki.
Wczoraj przestała mi działać żarówka w kuchnii i kontakty w pokojach, w łazience i kuchni kontakty działają. Światła wszedzie oprócz kuchnii.
Jest to mieszkanie w jakoś 40 letnim bloku, instalacja to głównie stare aluminium, niezmieniane
Dzisiaj od 14 słysze co jakiś czas trzaski, taki hałas jakby ktoś paralizatora używał, po prostu hałas prądu, i przyznam, ze o 1 w nocy gdy.jest cisza, to troche to straszy i boje się iść spać.
Totalnie sie nie znam na elektryce. elektryk dzisiaj był, wywnioskował, ze brak prądu to może byc wina obluzowanego przewodu w puszce, ale zrodla hałasu nie rozkminiliśmy.
Czy jest to bardzo niebezpieczne? Czy jak jakis taki przewód sie spali, to może wybuchnąć pożar? Jakieś tipy?
Sorry za.składnie, chce mi sie bardzo spać, ale za bardzo trzęsę dupskiem
submitted by Arganin to Polska [link] [comments]


2020.07.06 12:12 gingerowa pierwszy trip po 1/2 lsd

cześć, po niemal rocznym przygotowywaniu się, czytaniu i "dojrzewaniu" do tego tematu, postanowiłyśmy razem z przyjaciółką zjeść papierek na pół, bo tylko tyle miałyśmy. Piszę ten post dla niezdecydowanych, być może ktoś jest w podobnej sytuacji tzn. waha się. Set: sobota, wypoczynek, dać sobie czas, zobaczyć jak się zachowa nasz organizm, bez konkretnego planu Setting: polanka na skraju lasu, praktycznie bez ludzi, rowery, kocyk, słoneczko, wiaterek, hamak, muzyczka z głośnika, kredki, notes, długopis, jakaś szamka
opiekun: brak
start: 12:30 sobota koniec: ok 01:30 niedziela, w nocy
po przyjeździe na miejsce przyszykowałyśmy sobie miejscówkę, tzn hamak, koce, muzyczkę. Zarzuciłyśmy kwasa pod język i siedziałyśmy w oczekiwaniu na kocu, na trawce. Słońce świeciło, latały motylki, przez pierwsze 30 min praktycznie nic się nie działo. Po ok 40 minutach zauważyłyśmy na niebie proces powstawania chmur. Wtedy poczułam, że substancja zaczyna działać.
Leżałyśmy tak przez jakiś czas, zafascynowane jak wiele "widać". Potem poczułyśmy, że nam gorąco i schowałyśmy się w cieniu. Leżałyśmy i obserwowałyśmy las. Było to bardzo przyjemne i relaksujące. Zapach, wiatr, dźwięki lasu - były jeszcze bardziej wyraźne i dokładne. Można było odczuć wyostrzone zmysły.
objawy fizyczne: pocenie rąk, mimo że były chłodne; lekka gula "pod językiem" - ja tak odczuwam gdy mnie mdli, ale jest to znośne i można o tym zapomnieć.; ogólnie pocenie się, ale zauważyłam to dopiero po powrocie do domu. Znam to uczucie i wiem, że tak zachowuje się organizm gdy "trawi" toksynę, więc jeśli ktoś nie zna tego uczucia - to powinien się na nie przygotować. U mojej koleżanki było to "jakby jej się zaczynała infekcja gardła" Przeszło po ok 8 h.
przebieg "tripa":
Postanowiłam spróbować jedzenia, bo czułam że burczy mi w brzuchu, ale zmysł smaku był raczej otępiały. Połykanie było dziwnym procesem, a jeśli chodzi o jedzenie - faktura wydaje się być kluczowa. Dobrze sprawdzają się mokre rzeczy, smoothie, owoce. Suche ciastka czy kanapki - lipa. Ogólnie nie chce się jeść, chodzi o to, by zabić głód, który gdzieś tam jest stłumiony, ale jednak trzeba sobie dać jakieś paliwo.
Po okresie cziloutu i oswajania się z tym stanem postanowiłyśmy przejechać się rowerami po lesie. Siedzenie i patrzenie się w niebo było przyjemne, ale mózg chciał "coś porobić". Ruszyłyśmy na przejażdżkę, minęliśmy kilka osób na rowerach, bez większego strachu. Nagle zjawili się zmotoryzowani. Quady i motocykle, jechały jakby nie było końca. Przyjaciółkę normalnie taki widok wkurza, ale tym razem na sytuację zareagowałyśmy śmiechem. Byłyśmy ubłocone, więc pojechałyśmy się obmyć w rzeczce, kontakt z wodą był przyjemny. Las nagrzany słońcem jakby emanował zapachem i kolorem. Nie były to żadne halucynacje, tylko jakby podkręcone zmysły. Dźwięk piasku pod kołami był bardzo wyraźny.
Wróciłyśmy na polankę i dalej gapiłyśmy się w niebo - chmury były bardzo ciekawe. Dało się zauważyć, że rządzi nimi jakaś symetria, miałam wrażenie jakby to były fraktale. Wizualnie to oko widzi więcej, więcej na raz rzeczy trafia do mózgu. To jakby oglądać film z maksymalną liczba klatek na sekundę. Słuchałyśmy też muzyki, było słychać ją dużo wyraźniej. Jakby głośnik grał lepiej. Próbowałyśmy różne gatunki muzyki, nawet disco polo, żeby zobaczyć co o tym myślimy - ale nadal był to gniot. Najlepiej sprawdzały się nasze ulubione utwory.
Minęło ok 5h od spożycia i do mózgu zaczęły wracać myśli o przyszłości i przeszłości, włączyło się takie "planowanie" a co będzie dalej? co robimy?
Wtedy uświadomiłyśmy sobie, że przez ostatnie 5 h w ogóle o tym nie myślałyśmy. Bardzo nie chciałyśmy wracać do tego stanu :) Niemyślenie było fajne, dlatego dalej starałyśmy się relaksować na kocyku w słońcu.
Później nadjechały jakieś kobietki na rowerach i zagadnęły nas, ale na szczęście nie trwało to długo. Chwile pobyły na naszej miejscówce, ale w odległości takiej, że nie przeszkadzały nam, ani my im. Ich obecność też nie była dla nas problemem.
Czas płynął, ok 19:00 zaczęły nas atakować owady, a myślenie wracało do normy na tyle, by można było wrócić na chatę i się ogarnąć. Czułyśmy się nieświeżo, więc umówiłyśmy się, że ogarniemy się w domu (prysznic, przebranie, jedzonko) i wyjdziemy na miasto. W domu jedzenie nadal nie smakowało, czułam jakby lekko upośledzone kubki smakowe na języku, ale jadłam, no bo brzuch burczał. Po prysznicu spojrzałam w lustro i źrenice były naprawdę powiększone. Spotkałyśmy się ponownie, wzięłyśmy po kawie i poszłyśmy do parku. Siedziałyśmy, gapiłyśmy się na ludzi i spacerowałyśmy. Było już po 22:00. Normalnie o tej godzinie padam ze zmęczenia, ale po kwasie w ogóle nie czułam senności. Wróciłyśmy do mnie do domu, siedziałyśmy na balkonie. Ok północy poczułam już lekki głodek. Oczy wróciły do normy, ale nadal nie czułam senności. Postanowiłam odprowadzić koleżankę i położyć się spać po 1:00. Na początku bałam się, że nie zasnę. Długo leżałam, ale sen był raczej płytki. Czułam też trochę smutek, taki najnormalniejszy w świecie, na który często sobie nie pozwalam, ale on tam był gdzieś, więc przyjęłam, że muszę się trochę posmucić, dla równowagi. Na szczęście zasnęłam.
Następnego dnia: Rano byłam jakaś nieswoja, jakby smutna i przybita. Nie chciało mi się nic robić. Z resztą - nie miałam nawet co robić. Na pewno byłam niewyspana, dopiero drzemka w ciągu dnia przywróciła mi apetyt i można powiedzieć że wróciłam do siebie.
WNIOSKI : na pewno czuję zmianę, troszkę inaczej patrzę na rzeczywistość. Potrafię się na długo na coś zapatrzeć, poświęcić temu uwagę i nie gonić myślami gdzieś indziej. Taki trip jakby przyśpieszona lekcja medytacji dla mózgu. Zobaczymy, co będzie dalej.
PYTANIE DO DOŚWIADCZONYCH: Czy objaw "zatrucia" tzn to pocenie, lekkie mdłości - są mocniejsze przy większej dawce?
Mam nadzieję, że dla kogoś z was ta historia będzie przydatna. Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało - chętnie odpowiem.
submitted by gingerowa to CzasNaKwas [link] [comments]


2020.06.21 20:16 Nessidy Chyba udało nam się z bratem przekonać jedną osobę z rodziny, żeby nie głosowała na PiS

Wiem, że to zabrzmi jak content z thathappened, ale rozmawialiśmy dzisiaj z siostrą dziadka, która w 1 turze chce głosować na Hołownię, a w drugiej na Dudę. Jak powiedzieliśmy, że w drugiej turze chcemy na Trzaskowskiego zagłosować, to od razu była afera, że czego to Trzaskowski nie zrobił, czego to Platforma nie zrobiła. Było nam bardzo miło, że jednak zechciała wysłuchać naszych argumentów, czemu głosujemy na Trzaskowskiego, a nie Dudę - zrobiło się z tego większe wyliczanie, ile razy Duda złamał Konstytucję, w jaki sposób złamał i jak to wpłynęło np. na zmiany w sądownictwie, i powstała naprawdę długa dyskusja na temat tego, jak wyglądają teraz rządy PiSu w Polsce i jakie były afery i co TVP przemilczało, i co się dziś Trzaskowskiemu stało, i czemu Hołownia, Lewica i część Konfederacji chcą głosować na mniejsze zło. Ciocia to ostatecznie była straszne zniesmaczona PiSem, i tematami, z jakimi PiS był powiązany, czyli szczuciem na wszystkich, na LGBT, na aborcję i łożenie się partii z Kościołem, i powiedziała, że teraz to musi się zastanowić, ale też nam podziękowała i powiedziała, że miło się jej nas słuchało i że dzisiaj będzie musiała Polsat News posłuchać, a nie Jedynki.
Nie wiem, czy ostatecznie zagłosuje na Dudę w drugiej turze, czy nie, bo może koleżanki z sanatorium jeszcze zmienią jej zdanie, ale po tym, jak piękny wywód jej mój brat zrobił (też wybiliśmy z jej głowy możliwość zagłosowania na Bosaka i powiedzieliśmy, dlaczego uważamy, że jest kim jest :)), to jednak czuję się osobiście dumna, że udało nam się, albo chociaż spróbowaliśmy, odebrać Dudzie ten jeden głos z elektoratu Hołowni mniej, no i odebrać ten jeden głos PiSowi mniej, i czuję się jakbym spełniła obywatelski obowiązek. Jednak się da, mimo wszystko, tylko trzeba mieć szczęście i trafić na w miarę otwartą osobę, która będzie chciała Cię wysłuchać, oraz mieć przygotowane rozbudowane argumenty w głowie. Nie wszyscy wyborcy PiSu to stracony chamski beton.
submitted by Nessidy to Polska [link] [comments]


2020.06.20 10:17 PizzerinoItaliano Gwint: polityczna gra karciana

Witam kolegów i koleżanki z Polska.
Ostatnio kilku użytkowników zaczęło komentować pomysły na karty z Gwinta z Polskimi politykami. Spodobało mi się, więc poniżej zaprezentuję kilka moich propozycji. Miłego czytania!
Ciemny lud:
Rozmieszczenie: stwórz w tym rzędzie egzemplarz bazowy tej karty
TVP Info:
Karta specjalna: wzmocnij wszystkie sojusznicze jednostki o 1. Jeśli wśród wzmocnionych jednostek był Ciemny Lud daj mu witalność na 2 tury.
Duda:
Rozmieszczenie: utwórz i zagraj Ostry Cień Mgły Rozkaz: zniszcz wybraną jednostkę w rzędzie w którym jest Ostry Cień Mgły
Ostry Cień Mgły:
zastosuj ten efekt rzędu: na koniec każdej wrogiej tury zadaj 3 losowym jednostkom w tym rzędzie 2 pkt obrażeń.
Ruchadło leśne
Rozmieszczenie: daj sojuszniczej jednostce witalność na 3 tury. Jeśli to Duda- wzmocnij go o 5.
Nitras
Rozmieszczenie: zniszcz wrogiego barda
Debata prezydencka
Karta specjalna: zadaj 2 losowym jednostkom 1 punkt obrażeń a następnie wzmocnij 2 losowe jednostki o 1
Celna Riposta:
Karta specjalna: zadaj wrogiej jednostce 6 punktów obrażeń
Bosak:
Rozmieszczenie: zadaj lewej połowie kart w przeciwnym rzędzie 2 punkty obrażeń. Jeśli jakaś została zniszczona stwórz i wezwij Korwina do losowego sojuszniczego rzędu.
Korwin:
Rozmieszczenie: wzmocnij sojusznika o 2. Ładunki: 1 Zyskaj ładunki (1) co 10 tur.
Kosiniak- Kamysz
Rozmieszczenie: stwórz Rolnika (2) z lewej strony tej karty a następnie stwórz Rolnika (2) z prawej strony tej karty. Rozkaz: wzmocnij sojuszniczych Rolników o 2
Rolnik:
brak umiejętności
Kukiz
Rozkaz (daleki zasięg): stwórz i zagraj Inspirującą balladę
Inspirująca ballada:
Daj sojuszniczej jesnosce witalność na 6 tur.
Rachoń
Rozmieszczenie: stocz pojedynek z wrogą jednostką
Kolenda- Zaleska
Rozkaz: wygnaj wrogą jednostkę
Grodzki
Zysk: 2
Haracz: 3: uzdrów sojuszniczą jednostkę
Trzaskowski:
Rozmieszczenie: stocz pojedynek z wrogą jednostką. Jeśli pojedynek został wygrany wzmocnij wszystkie sojusznicze jednostki o 1 i daj im witalność na 2 tury.
Pan Prezes:
Rozkaz: stwórz i zagraj Partyjniaków w wybranym sojuszniczym rzędzie w liczbie 5.
Ksiądz
Rozmieszczenie: stwórz i zagraj Dobre Kazanie lub Cytat z Papieża.
Dobre Kazanie: karta specjalna.
Wzmocnij wszystkie jednostki w wybranym rzędzie o 2.
Cytat z Papieża:
Daj 4 sojuszniczym jednostkom witalność na 2 tury. Jeśli wśród tych jednostek znalazł się Ciemny Lud daj mu witalność na 4 tury.
Piotrowski:
Rozmieszczenie: stwórz i zagraj Cytat z Papieża
Holecka:
Rozmieszczenie: zadaj 2 losowym wrogim jednostkom 2 punkty obrażeń
Kiełbasa wyborcza:
Karta specjalna: przechwyć wrogą jednostkę
Narodowiec:
Rozmieszczenie: zadaj wrogiej jednostce 1 punkt obrażeń. Ładunki: 1 Zyskaj ładunki za każdym razem gdy zagrywasz kartę Konfederacji
Kidawa- Błońska
Rozmieszczenie: wycofaj swoją jednostkę z planszy do swojej ręki a następnie zagraj mocniejszą kartę.
Dżem:
Karta specjalna: Wzmocnij sojuszniczą jednostkę o 3. Jeśli to Trzaskowski wzmocnij go o 6 i daj mu tarczę.
Biedroń:
Rozmieszczenie (bliski zasięg): wzmocnij sojuszniczą jednostkę o 4 Rozmieszczenie (daleki zasięg): wzmocnij 4 sojusznicze jednostki o 1
Koronawirus:
Karta specjalna: daj 2 losowym jednostkom truciznę. Jednostki z trucizną przekazują truciznę sąsiadującym z nimi jednostkom.
Kampania DUDA 2020
Scenariusz: Przejdź o krok dalej za każdym razem gdy zagrasz kartę Wyborcy.
Prolog: stwórz i zagraj Ciemny Lud w sojuszniczym rzędzie
Rozdział 1: stwórz i zagraj Księdza
Rozdział 2: stwórz i zagraj Holecką
Rozdział 3: stwórz i zagraj TVP Info
IPN:
Karta specjalna: zagraj jednostkę ze swojego cmentarza.
Szumowski:
Zysk: 3
Zoltek
Rozmieszczenie: stwórz w tym rzędzie meneli w liczbie 3 Rozkaz: stwórz i zagraj Menelowe+
Menelowe+:
Karta specjalna Wzmocnij sąsiadujących Meneli (3) o 3
Witkiewicz:
Rozmieszczenie: stwórz i zagraj Muchę w tym rzędzie
Mucha
Obrońca, tarcza, fatum
submitted by PizzerinoItaliano to Polska [link] [comments]


2020.05.31 11:30 Freeform_ Czy ktoś z was przestał bądź planuje przestać nosić maseczki?

Z tego, co zauważam na swoim osiedlu, w Polsce nie odbyła się pandemia wirusa, była tylko przejściowa moda na maseczki. Zaczęła się już jednak wiosna i w tym sezonie te odeszły z mody. Moje koleżanki przewidują, że na jesień może być nawrót, bo to tak z modą na ciuszki bywa. Nie polecają jednak trzymać starych maseczek, bo pewnie inne kolory będą trendy.
Niby półżartem, ale tak to jednak wygląda. Dużo osób w innych miastach skarżyło się na nadgorliwych policjantów, tymczasem u mnie gdzie nikt tego nie pilnował w ogóle, ludzie wytrzymali może miesiąc z zasłoniętymi twarzami. Sklepy też już skończyły z byciem sanitarnym, pierwszy miesiąc pod blokiem odkażano koszyki i dawano rękawiczki, po dwóch tygodniach z rękawiczek zostały woreczki plastikowe, potem już tylko czyszczono koszyczki, teraz nic się nie robi. Przecież wirus sobie poszedł albo ktoś go wyleczył, już nie pamiętam, co sobie wymyślili.
Zastanawia mnie, co obserwujecie u siebie, a jeżeli ktoś też już przestał albo nigdy nie nosił masek, to ciekawi mnie dlaczego? Założenie maski to pięć sekund, wcale nie utrudnia ona oddychania, a nawet przeciwnie, jakoś przyjemniej wchłania się powietrze, które przechodzi przez dobrą, filtrującą maskę. Jak trzeba zapalić czy się napić, to można odejść na bok i zsunąć maskę na pięć minut, świat się nie kończy. Dla mnie to teraz trochę jak drugie majtki, taka bielizna na twarz. Cały ten teatrzyk wirusowy wydaje mi się strasznie abstrakcyjny. Wszyscy wiedzieli, że szczepionka albo leki pojawią się gdzieś dopiero za rok, od samego początku o tym trąbiono, nikt nie miał jednak zamiaru zabezpieczać się przez chociaż pół.
submitted by Freeform_ to Polska [link] [comments]


2020.04.28 13:48 leotheabys Obiecana historia ratowania kotów ze Słowacji - z wstępem i prawie happy endem

O tym, jak to się życie dziwnie plecie
Mój tata w 2005 lub 2004 roku wraz z uczniami jego szkoły postanowił posprzątać i odrestauraować zapomniany cmentarz w Wilczych Kątach w lesie blisko naszej miejscowości w województwie kujawsko-pomorskim. Udało im się doprowadzić tablice do względnej czytelności i ustawić je tak, aby wszystko naprawdę przypominało niewielki cmentarzyk. W 2018 roku w marcu odezwała się do taty na mail osoba z zagranicy, która jakimś cudem otrzymała ten kontakt przez Facebooka. Jako, że tata nie zna tego języka, a ja jestem jego tłumaczką, poprosił mnie o przetłumaczenie. Pokrótce – pani podejrzewała, że na tym cmentarzu leżą jej rodzice. Chciała się tam udać, ale jako że nie ma tam wytyczonej żadnej oficjalnej trasy – poprosiła o oprowadzenie. Tata więc zapytał się mnie, czy będę robić za tłumacza i tak poznałam Johna i Ellen, którzy mieszkają na Słowacji blisko Tatralandii. Dość powiedzieć, że wszyscy znaleźli na cmentarzu swoich krewnych i byli niezwykle wzruszeni. Nagle John zaproponował mi i mojemu ówczesnemu partnerowi, abyśmy przyjechali do nich zaopiekować się ich psiakami podczas ich wyjazdu do Azji. Pracowałam wówczas zdalnie, więc niewiele myśląc, zgodziłam się.
Cud nad Marą
Majówka za granicą, w dodatku niedaleko – wydawałoby się zwyczajny wyjazd wypoczynkowy. Pojechałam petsittować psiaka, a wróciłam z kocią mamusią i jej synkiem. Koty „prześladują” mnie, gdziekolwiek się nie udam. Chyba zaczynam wierzyć w przeznaczenie.
Liptowski Mikułasz to miasto bardzo dobrze znane Polakom. Liptowska Mara i pobliska Tatralandia to atrakcje przyciągające tysiące naszych rodaków, zwłaszcza podczas majówki, czy sezonu wakacyjnego. Mnie w turystycznym okresie przyszło opiekować się pieskiem znajomych, którzy mieszkają w pobliskiej wsi, Liptowskim Trnovcu. Chacha, suczka rasy hawańskiej, przywitała mnie merdaniem ogonka i przyjaźnie wywieszonym jęzorkiem jeszcze w Krakowie, skąd John i Ellen, moi znajomi, odebrali mnie i towarzyszącą mi osobę. Jeszcze w drodze dowiedziałam się, że na pewno spodoba mi się okolica, bo w pobliskich rolniczych gospodarstwach bytują koty.
Smutna prawda o… ludziach
Nie byłam zbyt pozytywnie nastawiona do widywania kotów gospodarskich. To nie żadna tajemnica, że często są zaniedbane – nikt nie dba o ich regularne odrobaczanie, szczepienia czy nawet zwykłą sterylizację. Ludzie w Trnovcu, jak się później okazało, uważają kastrację i sterylizację za coś nienaturalnego, więc koty mogą sobie zachodzić w ciążę do woli, aż umrą z wycieńczenia, przez choroby, czy podczas niebezpiecznego porodu.
Był 1 maja, święto, w razie czego wszystkie instytucje, w tym gabinet weterynaryjny, są pozamykane. Zwłaszcza na wsi, ale i w okolicznym miasteczku. Na wszelki wypadek lepiej byłoby akurat tego dnia nie znajdować żadnych kotów potrzebujących pomocy. W tej kwestii jednak nie miałam nic do gadania – los wybrał za mnie.
Opalony właściciel kosi trawę na działce, przy której zatrzymuje się niewielka biało-czarna kotka. Kiciam na nią, jak to mam w zwyczaju, choć zwykle rezultaty kiciania są marne. Ta kotka przychodzi od razu, odrobinę wolniejszym krokiem, ale bardzo spragniona kontaktu. Kiedy już zbliża się do mnie, zaczynam wyczuwać potencjalny problem: mała gwiżdże i rzęzi jak traktor! Głaszczę ją i tulę, bo garnie się do człowieka całym swoim zmizerniałym ciałkiem. Właściciel wyłącza kosiarkę – oho! – myślę, będzie problem. Rozmowa między nami toczy się po polsko-słowacku, więc możliwe, że jakieś tłumaczenia stanowiące okoliczności łagodzące po prostu ominęły moje uszy. Pokrótce: kotka jest „jakby jego”, przypałętała się parę lat temu, w sumie to jest chora, ale kiedyś też już była i jakoś nie zdechła (sic!), więc teraz też sobie poradzi; aha, i ma młode.
Tutaj mój słuch na pewno nie zawiódł. Pytam, czy weterynarz nie wchodzi w grę, skoro matka jest wychudzona i chora, a ma kocięta. Pan macha tylko ręką. Dla mnie to oznacza jedno: teraz moje ręce zaczną działać. Proszę go, żeby poczekał, a ja tylko pójdę po coś do domu, w którym mieszkam (czyli jakieś 100 metrów dalej). Przynoszę ze sobą transporter suczki Chachy i postanowienie, że nie odpuszczę, dopóki nie dostanę wszystkich kotów.
Jak zwykle przeceniam chęci przeciętnego człowieka. Kiedy mówię, że wezmę koty na leczenie i mieszkam: o, tu (wskazując na dom na wzgórzu), od razu pozwala mi spakować chorą kocią mamusię i prowadzi mnie do szopki, gdzie powiła kocięta. Nadal nie wiem ile. Okazuje się, że miała dwa kocięta, ale po wręczeniu mi pierwszego małego, wykręcającego się szczurokotka, pan zaczyna machać rękami i mówić „to ne je dobre”. Nalegam jednak i dostaję do rąk sztywnego, zimnego malucha, który wręcz chrupał właścicielowi pod palcami silnych rąk. I już wiem, że teraz kotka będzie mamusią z jedynakiem. A ja będę ich tymczasową opiekunką.
Małymi kroczkami
W pięknym domu z drewnianych bali, Ellen ma swój pokój do ćwiczenia jogi. Decyduję, że tam będzie najlepiej umościć kocią mamę z jej maleństwem. W piwnicy, która nadal cierpi na bycie składzikiem remontowych szmatek, narzędzi i opakowań, mój towarzysz znajduje poplamione farbą prześcieradła i koce, a także brudny misowaty kawał plastiku, który nada się idealnie na kuwetę. Przycupnięta przy domu górka piasku, także składowana jeszcze od remontu, zachęca do wykorzystania materiału na wypełnienie kuwety. Pożyczam jedną z misek Chachy i biorę co bardziej obtłuczone miseczki na wodę i robię wychudzonej, chorej kociej mamie i jej szczurokotkowi ich własny nursery room. Po skończonej pracy rozglądam się, kiwam głową aprobująco i ulokowuję mamusię w podkradzionym Chachy legowisku, kładąc jej maleństwo tuż przy niej. A potem wybucham płaczem.
Czy to, co robię, jest potrzebne? Tak. Czy to, co robię, jest dobre? Oczywiście! Więc skąd ten płacz? Chyba z wyczerpania emocjonalnego, poczucia niesprawiedliwości i strachu; strachu że odpowiedzialność, jaką na siebie wzięłam może mnie przytłoczyć. Za dobrze znam świat fundacji kocich, żeby nie wiedzieć, jakim ryzykiem obarczone są takie działania. Nie zawsze wszystko kończy się happy endem.
Następne dwa tygodnie działam małymi kroczkami: idę do weterynarza pierwszego dnia, przez dziesięć dni robię mamusi podskórne zastrzyki, dzień w dzień tuląc ją po ukłuciu; wynoszę kocie bobki, zmieniam wodę w miseczce, mieszam mokrą psią karmę z suchą kocią i dokupuję kocie puszki z pieniędzy, które miałam przeznaczyć na ludzkie jedzenie. Suczka Chacha jest bardziej niż chętna, by poznać nowych rezydentów, ale rezygnuje po jednej nieudanej próbie zaprzyjaźnienia się, która skończyła się szybkim naszpikowanym pazurkami ciosem w nos. Z mamusiami się nie zadziera, nawet jeśli są w trakcie rekonwalescencji.
Pomoc na miejscu
Podczas pobytu w Trnovcu kontaktowałam się z wieloma lokalnymi organizacjami pomagającymi kotom, w tym jedną, która miała mackę interwencyjną. SOS Mačky i Zvierací ombudsman udzielały mi porad przez telefon i czaty na mediach społecznościowych. Nie istnieje jednak bezpośrednie narzędzie instytucjonalne, przy którego pomocy mogłabym odebrać kotki teoretycznemu właścicielowi. Na szczęście absolutny brak zainteresowania z jego strony, niechęć do kontynuowania leczenia i generalny brak poszanowania dla istot żywych pomógł mi podjąć decyzję: przeprowadzam rozmowę z hostami po ich powrocie i próbuję przeforsować zabranie kotów ze sobą.
Niestety prawo dotyczące ochrony zwierząt, zwłaszcza dziko bytujących czy o nieokreślonym statusie, ma się gorzej niż źle na Słowacji. Policja musiałaby złapać właściciela czy gospodarza nieruchomości, gdzie bytują zwierzęta, na gorącym uczynku, jak je bije, wlewa im trutkę do miski czy wyrywa paznokcie obcęgami, żeby w ogóle zareagować. Nieleczenie i niekarmienie kotki, która niby-jest, niby-nie-jest własnością się nie liczy. Na szczęście prawo to ma się zmienić: weterynarze będą w końcu wyposażeni w kompetencje swego rodzaju ambulansu antyprzemocowego i to oni będą decydować, co wystarczająco obciąża opiekuna, aby interweniować i ewentualnie odebrać zwierzęta.
Sąd dnia ostatniego
Tuż po przyjeździe naszych gospodarzy postanowiłam poinformować ich o całej sytuacji. Wiedziałam, że raczej nie będą mieli nic przeciwko, ale na zapas martwiłam się najbardziej, jak umiałam. Ellen była zachwycona mamusią i jej młodym, a John nawet usadowił malucha na swoim pokaźnym brzuchu i zagadywał do niego po słowacku. Zielone światło do wyruszenia w drogę załatwiłam parę dni wcześniej w odpowiednim gabinecie w miasteczku. Musiało paść w końcu pytanie: przewieziecie nas z kotami do Polski? Plany były takie, że zostaniemy odstawieni do Krakowa, ale zależało mi na jak najbardziej bezpośredniej podróży do Torunia. Przez serwis BlaBlaCar umówiłam się na podróż z okolic Jastrzębia-Zdroju autostradą prosto do Torunia, licząc na to, że z postojami na toaletę Mamenia i jej mały Groszek (taki przydomek z powodu jego szczurokotkowego rozmiaru otrzymało ode mnie kocię-jedynak) jakoś w miarę wygodnie i bezpiecznie pokonają tę trasę. Nie wiem jakim cudem, ale wszystko udało się, mama i maleństwo przeżyli, ja i towarzysz również. Na granicy nikt nas nie zatrzymywał ani nie prosił o żadną dokumentację, na szczęście.
Cud nad Wisłą
W domu rodzinnym, do którego udałam się zaraz po przyjeździe, wszyscy wzruszali ramionami w najlepszym wypadku, a w najgorszym wyrażali zdecydowane niezadowolenie moimi nowymi kompanami ze Słowacji. Nie dało się przekonać ich, że znalazłam im już wspaniały dom tymczasowy u znajomej z czasów licealnych. Samo to, że znów wplątałam się w pomaganie kotom, wywołuje u moich krewnych dreszcze i wysypkę. Trudno, nie o to chodzi w pomaganiu, żeby wszyscy ci gratulowali.
Na wizycie kontrolnej w klinice, w której pracuje moja przyjaciółka technik weterynarii, wszystko wydawało się być już w porządku, załatwione, a za kilka dni kotki miały trafić do znajomej do domu tymczasowego. Los bywa jednak przekorny na tak wiele sposobów, że trudno jest to sobie nawet wyobrazić.
Okazuje się, że następnego dnia, tym razem w mieście nad Wisłą i już w Polsce, przyjaciółka z kliniki znalazła na drodze małą, całą zaropiałą i zasmarkaną maleńką koteczkę. Trzytygodniowe biedactwo nie wiedziało, co się wokół niego dzieje i nie chciało przyjąć butelki z formułą dla kociąt. Maleńka słabła z godziny na godzinę. Wieczorem otrzymałam od koleżanki telefon: „Słuchaj, ta twoja mamusia to jeszcze karmi? Bo mam taką sprawę...”; takie słowa od kogoś z kociej społeczności mogą znaczyć tylko jedno – chce ci wcisnąć kotka.
Kochanej Mameni, jak to zwykłam na nią mówić, wystarczyło pół godziny niuchania z prychaniem, aby przyjąć maleńkie białe nieszczęście pod swoje skrzydła. Straciła przecież jedno kocię jeszcze zanim zdążyłam ją poznać. Zatrzymała więc to miejsce dla potrzebującej kociej sierotki z sąsiedniego, ale przecież zupełnie obcego kraju. I choć śmierć jej maluszka była niewątpliwie tragiczna, to życie znalazło inny sposób, aby nadal miała dwa kocięta do kochania.
Happy ending... prawie
Historia patchworkowej kociej rodziny kończy się największym happy endem na jaki kotki mogły sobie zapracować – ich dom tymczasowy u mojej wspaniałej koleżanki Elizy przekształcił się w dom stały. Już samo to, że zgodziła się przygarnąć trzy, zamiast umówionych dwóch kotków, zdawało mi się być absolutnie cudowne. Kiedy jednak ostatecznie, po wielu przejściach zdrowotnych z gromadką, zdecydowała się stworzyć im dom na całe ich życie – wtedy moje serce, umysł i całe ciało wypełniło się bezgraniczną wdzięcznością. Bez niej cała ta przygoda mogłaby wcale nie mieć szczęśliwego zakończenia. Stało się jednak inaczej. I jestem za to niezmiernie wdzięczna wszystkim, którzy pomogli patchworkowej słowacko-polskiej kociej rodzince.
Niestety, nie jest to koniec historii Mamenia Kala(repka), synek Groszek i córeczka Sojka nie mogli się długo cieszyć swoim szczęściem. Po niecałych czterech miesiącach maleńka zapadła na panleukopenię. Jeśli ktokolwiek mierzył się z tą okrutną chorobą, dobrze wie, że nie daje ona prawie żadnych szans maluchom. Mimo szczepienia w odpowiednim terminie Sojka odchodzi w ramionach swojej opiekunki. Została pochowana na cmentarzu dla zwierząt pod Warszawą.
Kala i Groszek urośli, podtuczyli się i stali największymi przytulakami, jakie można sobie wyobrazić. A ja mogę co kilka dni cieszyć się wideo z ich mordkami i słodkimi zdjęciami, jak się przytulają.
submitted by leotheabys to Polska [link] [comments]


2020.02.17 15:39 BlackDevil13 Bliska relacja dziennikarza Polskiego Radia z groźnym przestępcą i narkomanem oraz seryjnym oszustem. Co łączy Piotra Nisztora z Rafałem Witkowskim i Jackiem Pieńczakiem? [DOKUMENTY I ZDJĘCIA]

Bliska relacja dziennikarza Polskiego Radia z groźnym przestępcą i narkomanem oraz seryjnym oszustem. Co łączy Piotra Nisztora z Rafałem Witkowskim i Jackiem Pieńczakiem? [DOKUMENTY I ZDJĘCIA]

Bliska relacja dziennikarza Polskiego Radia z groźnym przestępcą i narkomanem oraz seryjnym oszustem. Co łączy Piotra Nisztora z Rafałem Witkowskim i Jackiem Pieńczakiem? [DOKUMENTY I ZDJĘCIA]

Bliska relacja dziennikarza Polskiego Radia z groźnym przestępcą oraz seryjnym oszustem.
Co łączy Piotra Nisztora z Rafałem Witkowskim i Jackiem Pieńczakiem?
O tym, jak sprzedajny pseudodziennikarz godzi w Państwo Polskie.
Opisywaliśmy przestępcę Jacka Pieńczaka, a przede wszystkim rozpracowywaliśmy go od paru lat, kiedy to doprowadził wraz ze skorumpowanymi funkcjonariuszami CBA do pokazowego zatrzymania i pomówienia naszego przyjaciela Andrzeja K. Kisiela za rzekome przyjęcie łapówki.
Po naszym ostatnim artykule, przestępca Jacek Pieńczak pisał oświadczenia na swoich profilach. Pisała też także jego żona Anita Karcz, która za paznokciami ma nie tylko układowy związek małżeński z Pieńczakiem, ale też na nią zarejestrowane są firmy, którymi zarządza Pieńczak, jak i ekskluzywne samochody, które były rozbijane, aby wyłudzić pieniądze z ubezpieczenia AutoCasco.
Jeśli chodzi o Rafała Miałkińskiego vel Witkowskiego to Bogdan Węgrzynek starał się pomóc – „schorowanemu na raka”, jak się później okazało – seryjnemu naciągaczowi, który naciągnął na przygotowane na bardzo niskim poziomie, lub niewykonane wcale realizacje telewizyjne kilkanaście osób oraz poważne instytucje państwowe.
W tej chwili dostajemy dziesiątki maili w związku z przekrętami zarówno Jacka Pieńczaka, jak i Rafała Witkowskiego.
Witkowski się nie spodziewał, że Węgrzynek ma tak wiele osób, które będą walczyć o jego dobre imię.
W pewnej chwili i sami myśleliśmy, że Witkowski będzie sprzedawał produkcje TV do Polsatu, ale i to okazało się oszustwem producenckim Witkowski Team.
Co łączy ich z Piotrem Nisztorem – Samozwańczym dziennikarzem śledczym?
Ano łączy ich między innymi opłacane przez przestępców audycje radiowe w publicznym radiu, prowadzone właśnie przez Piotra Nisztora.
Czy w Polsce dziennikarz, wykorzystując publiczne radio, może przestawiać zmanipulowane informacje?
Czy może manipulować informacją, czy wprost kłamać tak, aby oczernić, czy wyśmiewać osoby, które dla Rzeczypospolitej Polskiej społecznie pracowały przez wiele lat?
Czy dziennikarz publicznego radia może nie sprawdzać informacji, które pojawiają się w tak szanowanej polskiej instytucji, na której dobre imię solidnie pracowały przez dziesiątki lat pokolenia polskich dziennikarzy, w tym wiele znakomitych osobistości?
Piotr Nisztor wpisał się tym w propagandę, jaką uprawia dziś Telewizja Polska, która raz za razem przeprasza na swojej antenie zaszczutych polityków opozycji.
Chcemy przytoczyć kolejne fakty z życia zarówno Jacka Pieńczaka jak i Rafała Witkowskiego.
Rafał Witkowski, działając z byłym tajnym współpracownikiem i donosicielem Urzędu Ochrony Państwa jak i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Jackiem Łęskim, posługiwał się kłamstwami w systemie dokładnie takim, jak to dawniej robiły komunistyczne służby.
Jacek Łęski był szeroko opisywany przez rzetelnych dziennikarzy, jak i oficerów operacyjnych dla których pracował. Oszukiwał też Skarb Państwa, gdy prowadził agencję PRową współpracując przy tym z gangsterami ze wschody w tym Rosji. Dziś prowadzi programy telewizyjne w TVP, które starają się wykończyć czy też zniszczyć inaczej myślących niż Jarosław Kaczyński czy Jacek Kurski.
Jest o nim i teraz głośno, ponieważ ostatnio wyrzucił ze studia Telewizji Polskiej przedstawiciela opozycji, który stwierdził fakt, iż Jacek Łęski wykorzystując „program TVP szczuje na Polaków”.
W związku z tym, iż przekazaliśmy do Prokuratury Krajowej i Ministra Sprawiedliwości oraz innych służb zajmujących się bezpieczeństwem Państwa informacje i zdjęcia dotyczące zarówno działalności Jacka Pieńczaka jak i Rafała Witkowskiego, przekazujemy tylko parę zdjęć na dowód wiarygodności przedstawianych faktów, w którym uczestniczą również funkcjonariusze służb.
Jacek Pieńczak na co dzień przemieszcza się po ulicach z ostrą bronią zastraszając niewygodnych świadków.
Warto dodać, że Jacek Pieńczak jest narkomanem i alkoholikiem. Przyjmuje heroinę.
Toczą się właśnie kolejne postępowania, mówiące o tym, iż Jacek Pieńczak poprzez swoje stowarzyszenie wyłudza dotacje z Ministerstwa Obrony Narodowej na rzekome szkolenia przeprowadzane przez nieuprawnione do tego osoby.
Dlaczego dziennikarz Polskiego Radia zaprasza do czasu antenowego seryjnego naciągacza?
Czy chodzi tylko o pieniądze?

Zdj: Akty oskarżenia wobec Jacka Pieńczaka
Zdj: Aresztowanie Jacka Pieńczaka. Pomimo że aresztowany był kilkanaście razy, m.in. 5 kwietnia, nie przeszkadzało to Piotrowi Nisztorowi aby zapraszać go jako gościa głównego na antenę Polskiego Radia.
Zdj: Radosław Wajs – pracownik firmy CampX Jacka Pieńczaka. Na polecenie Jacka Pieńczaka rozbijał samochody. Woził również pieniądze dla skorumpowanych funkcjonariuszy CBA.
Zdj: Samochód marki Machindra, załatwiony przez Dowódcę GROMU Piotra Gąstała dla Jacka Pieńczaka za kwotę 12 000 zł.
Zdj: Radosław Wajs i Dawid Matusiak prowadzą szkolenia bez wymaganych dokumentów jako instruktorzy.
Wracając do Rafała Witkowskiego, w audycji Piotra Nisztora Witkowski opowiada, jak to poznał Bogdana Węgrzynka i jak przebiegała współpraca z nim.
Interesującym jest, iż na antenie Polskiego Radia poświęca się tak wiele cennego czasu rzekomo nic nieznaczącemu przedsiębiorcy, jakim jest Bogdan Węgrzynek.
To jednak ma wielkie znaczenie. Piotr Nisztor i Rafał Witkowski mają w tym cel.
Jak łatwo sprawdzić i o czym mówią dostępne dowody, Witkowski od początku z premedytacją kłamał we współpracy z Węgrzynkiem.
Wieloletnie działanie Rafała Witkowskiego, które opisują oszukane przez niego osoby, to naciąganie przedsiębiorców na zakup rzekomych realizacji telewizyjnych. Część osób nigdy tych realizacji nie otrzymała (Jak Pan Radosław Pyffel, Bogdan Węgrzynek, Rafał Zborowski), część otrzymała materiał na tak niskim poziomie, że domagała się reklamacji i zwrotu pieniędzy.
Nowa Tożsamość
To nie wszystkie „osiągnięcia” Rafała Witkowskiego.
Witkowski do klubu POLONIA przyprowadził rzekomych inwestorów z Afryki. Mało tego, to posługiwał się wtedy (czyli w 2012 roku) zmyślonym nazwiskiem, przedstawiając się jako Rafał Małkiński.
Zdradza to między innymi także profil na Goldenline.
Wtedy Rafał Witkowski chodził z koszulką Mistrzostw Świata w Kick-boxingu i wszystkim rozpowiadał, że to właśnie było uwieńczenie jego kariery sportowej, że dla Polski zdobył srebrny medal na Mistrzostwach Świata, które odbywały się w Budapeszcie.
Myślał, że wszyscy wierzyli w te bajki, tyle tylko, że Marian Scyborowski, który zadawał mu pytania na Polonii odnośnie kick-boxingu, zauważył, że Witkowski nie umiał odpowiedzieć na pytania, kto to jest Marek Piotrowski, czy w jakiej sekcji trenował.
Z klubu POLONIA pogonili go zarówno działacze jak i kibice…
Przekręt antenowej gwiazdy Piotra Nisztora w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej
Podobno kłamca mówi prawdę tylko wtedy, kiedy się pomyli.
Rafał Witkowski na antenie Polskiego Radia mówił także o realizacji telewizyjnej z Kongresu Klastrów w Sejmie RP, którą podobno przeprowadził.
Kolejne kłamstwo. Ponieważ choć przyjął pieniądze od wiceprezesa zarządu Związku Pracodawców Klastry Polskie Jarosława Bulandy, to nigdy wykonywana przez oszusta realizacja nie ujrzała światła dziennego (co swoją drogą było typowym modus operandi Witkowskiego).
Co więcej, nikt kto żyw nie miał okazji zobaczyć zrealizowanego przez Witkowskiego materiału, choć ten wymienił kilka swoich domen, na których oglądalność była fenomenalna. Tam miały pojawić się materiały. Miały, ale się nie pojawiły.
Wtedy też Rafał Witkowski przepraszał za swoja pracownicę Ewę Adamus, która wydzwaniała do Węgrzynka i Sobieraja, ostrzegając przed swym pracodawcą i mówiąc, że i ją oszukał.
Rafał Witkowski – Nikodem Dyzma Szklanego Ekranu
Rafał Witkowski wiedział dokładnie jak robić, by się nie narobić\*
*i jak wykorzystać do tego Sejm RP.
Na żywo relacja z kongresu była prowadzona za pośrednictwem umieszczonej na stałe sejmowej kamery w Sali Kolumnowej, a nie – jak twierdził Witkowski – za jego pośrednictwem.
Ba – Witkowski nie umiał się wpiąć w kabel techników pracujących w Sejmie.
Natomiast realizację z Kongresu Klastrów zrobiła inna firma, współpracująca z rzeszowskim klastrem pod przewodnictwem Dariusza Tworzydło, który zajmował się public relations kongresu.
Rafał Witkowski aka Dyzma znów chciał wyciągnąć łatwe pieniądze od organizatorów, ale Ci zwyczajnie go pogonili.
Dariusz Tworzydło odpowiedzialny z public relations nawet nie odpisał Witkowskiemu na propozycję współpracy. Choć w materiałach, które rozsyła do potencjalnych klientów Witkowski chwali się stałą współpracą z Kongresem Klastrów od 2012 roku, to należy wyraźnie zauważyć, że tak naprawdę nigdy jej nie było.
W ten sposób Rafał Witkowski przedstawia współpracę z ministerstwami czy Kancelarią Premiera, pomimo, że nawet nie chciano go wpuścić ze sprzętem nagraniowym do Sejmu RP.

Zdj: Kłamstwa w portfolio Rafała Witkowskiego vel Małkińskiego.

Zdj: Kłamstwa Rafała Witkowskiego w portfolio ciąg dalszy.
Musiał interweniować Bartłomiej Bodio, który w tym czasie był przewodniczącym Parlamentarnego Zespołu ds. Polityki Klastrowej.
Zresztą sprawdziliśmy i w kancelarii premiera i ministerstwach, także w instytucjach państwowych, jak wyglądała współpraca z producentem TV Rafałem Witkowskim vel Małkińskim.
Jerzy Buzek
Kolejną realizacją miało być nagranie wypowiedzi profesora Jerzego Buzka w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej dla Bogdana Węgrzynka i współtworzonego przez niego klastrowego programu Polska 3.0.
Rafał Witkowski lub jak kto woli – Rafał Małkiński znów znalazł sposób.
Udało się tylko dzięki realizatorowi z Polsatu.
To właśnie on ustawił Witkowskiemu odpowiednie światło, przygotował kamery, by później w końcu samemu stanąć za kamerą i nakręcić cenną dla programu Polska 3.0 wypowiedz Premiera.
Kamerzysta ze śmiechem parsknął „-chłopie kogo ty udajesz? do pługa, a nie do kamery” , co stało się znaną do dziś anegdotą, powtarzaną w kontekście oceny profesjonalizmu Rafała Witkowskiego w branży.
Witkowski za to nagranie oczywiście zainkasował pieniądze.
W tym samym dniu porzuciła Witkowskiego inna pracownica, która miała przeprowadzać profesjonalne wywiady w Sejmie. Witkowski wtedy stwierdził, że się do tej pracy w ogóle nie nadawała…
Kolejnymi realizacjami było nakręcenie wywiadów z cenionymi ekspertami programu Polska 3.0.
Rafał Witkowski zaprosił sporą grupę ludzi związanych z programem Polska 3.0 do rzekomego „studia” na Ulicy Madalińskiego. Było to po jednej z konferencji w Sejmie RP.
Okazało się, iż rzekome studio to kawalerka wynajmowana przez Witkowskiego, z niedziałającą toaletą w małym pomieszczeniu ze stęchniętym powietrzem i obskurnym wnętrzem.
– Taki obraz ukazał się osobom, które przyjechały do Rafała Witkowskiego specjalnie na rzekomo profesjonalne przygotowane przez niego nagranie dotyczące programu POLSKA 3.0.
Oczywiście Witkowski, przed realizacją, zażądał z góry zapłaty. Było to 5 000 zł.
Jednak wstyd, którego trzeba było się najeść, zespół programu Polska 3.0 wycenił na znacznie więcej. Wszystkich doświadczonych i profesjonalnych ekspertów trzeba było przemieścić do restauracji, aby w klimatyzowanym pomieszczeniu mogli się przygotować do wywiadów, które nota bene przeprowadzała Angelika Jarosławska-Sapieha.
Witkowski Vel Dyzma i Przemysław Saleta
Wracając do rzekomego studia Rafała Witkowskiego – okazało się, że musiał od sąsiadów pożyczać stół i krzesła.
Były tak obskurne, że eksperci programu Polska 3.0 wątpili we wszystko co mówił do nich zapewniający o sukcesie przygotowywanego nagranie producent Rafał Witkowski.
Witkowski, aby podnieść morale zniesmaczonych klientów, zaczął pokazywać nagranie studia, w którym był Przemysław Saleta. Podobno był nagrywany właśnie w tej samej kawalerce, na tych samych krzesłach. Jak się później okazało, było to kolejne kłamstwo Witkowskiego, mające podziałać na wyobraźnię i morale zebranych.
Kiedy specjalista od wizerunku (jak siebie również określał) Rafał Witkowski zmontował i opublikował pierwsze nagrania, eksperci programu Polska 3.0 żądali natychmiastowego zdjęcia wszystkich materiałów, które wychodziły z tej realizacji. Wizualnie wszystko to wyglądało naprawdę bardzo źle. Angelika Jarosławska wielokrotnie pisała do Rafała Witkowskiego, aby ten ściągnął te materiały ze swojego profilu na youtube.com.
Nigdy tego nie zrobił.
Materiałów potrzebował, aby naciągać potencjalnych kolejnych nieszczęśników.
Witkowski chciał się zrehabilitować i zrobić nowe, dużo lepsze materiały. Znów za parę tysięcy złotych miał zrobić realizację w Toruniu na Welconomy Forum. Tym razem miał być pełen profesjonalizm.
Zespół programu Polska 3.0 pokrył noclegi w hotelu dla osób związanych z realizacją. Choć miał być tam tylko zespół realizacyjny, sam Witkowski zabrał ze sobą kochankę o imieniu Anita, z produkcją nie mającą nic wspólnego.
Również za to realizację dostał wynagrodzenie, ale cóż – kolejna również była nie do zaakceptowania a standard utrzymał na dotychczasowym poziomie.
Potem Rafał Witkowski pojawił się na Kongresie Klastrów, organizowanych przez Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, której właścicielem jest Iwona Gaweł.
Iwona Gaweł od razu poznała się na Witkowskim, której również Witkowski, zgodnie ze swoim standardowym modelem działania – nigdy nie pokazał żadnej realizacji.
Choć faktycznie z ekipą przyjechał.
Wtedy do organizatorów kongresu wydzwaniali ludzie, że podobno Witkowski nie rozliczył się z jakiegoś sprzętu, a dwie kamery zostały uszkodzone, chodziło o kwotę prawie 800 000 zł
Za realizację kongresu wtedy zażądał ponad 20 tysięcy zł.
Co ciekawe, realizacja ta nigdy nie pojawiła się w internecie, choć Witkowski przysięgał, że oglądalność była niesamowita.
Wtedy też Rafał Witkowski przyjechał z inną kochanką, tym razem Ukrainką.
Tak jak w poprzednim przypadku Witkowski zajmuje jeden pokój, za który tym razem to Iwona Gaweł pokrywa koszty.
I Światowy Kongres Klastrów
Organizatorzy I Światowego Kongresu Klastrów w Dąbrowie Górniczej. Wtedy okazało się, że Rafał Witkowski jest chory na białaczkę – tak przynajmniej mówił, i że te pieniądze, które jest mu winna Iwona Gaweł były przeznaczone na chemię, która akurat w jego przypadku jest jedynym wyjściem, aby mógł przeżyć.
Bogdanowi Węgrzynkowi zrobiło się Rafała Witkowskiego po prostu żal. Przyjaciółka Witkowskiego, Małgorzata Ligas przekonywała go, aby znów skorzystać z usług Rafała Witkowskiego i pomóc człowiekowi w potrzebie, dając mu zlecenie.
Rafał Witkowski obiecał wtedy, że wszystkie jego błędy zostaną naprawione i nie tylko przekaże zaległy materiał z pierwszego kongresu klastrów, ale także na najwyższym poziomie zrealizuje materiał z II Kongresu Klastrów.
Witkowski i Ligas czyli perfekcyjny Duet Krętaczy
Dyrektorem zarówno pierwszego i drugiego kongresu klastrów była Małgorzata Ligas, która miała dostęp do maili organizatorów i jak się później okazało – na prośbę Rafała Witkowskiego podrabiała podpisy osób decyzyjnych na kongresowych zleceniach.
Za to też została skazana.
To właśnie Małgorzata Ligas zaprzyjaźnia się z Witkowskim i jego żoną. Witkowski przeprowadza wszystko bardzo sprytnie.
Mami wielkimi sukcesami dwudziestoparoletnią, mieszkającą w małej wsi pod Zakopanem Małgorzatę Ligas. Dziewczyna ma marzenia, która właśnie zaczął spełniać Rafał Witkowski.
Rafał Witkowski, pomimo niewywiązywania się z umów i niezrealizowania zamówienia, wygrywa procesy sądowe.
Dziwi to organizatorów, ponieważ nigdy ani jeden, ani drugi kongres nie został przez Witkowskiego zrealizowany.
Nie dostarczył – tak jak obiecywał – żadnej realizacji nagrania na twardym dysku, ani do dnia dzisiejszego nie można znaleźć nagrań internecie (choć Witkowski zarzekał się, że nagrania tam się znajdą).
Tylko dzięki Telewizji Polskiej – profesjonalnemu nadawcy, można było oglądać I i II Kongres Klastrów, który był pokazywany na TVP Info, w wiadomościach i panoramie TVP.
Wszystkie realizacje zostały sumiennie i o czasie rozliczone z Telewizją Polską – zarówno z pierwszego, jak i z drugiego Kongresu Klastrów. Węgrzynek płaci zobowiązania chociaż na zleceniach Małgorzata Ligas podrabiała podpisy Bogdana Węgrzynka.
Kiedy Węgrzynek skierował sprawę do sądu, okazało się, iż Małgorzata Ligas nie tylko podrobiła setki podpisów pod szkoleniami i innymi dokumentami, ale także wyłudziła od Iwony Gaweł 70 000 zł.
I za ten preceder Małgorzata Ligas zostaje skazana.
Nie ma już nic do stracenia.
W tej chwili Małgorzata Ligas wraz z Rafałem Witkowskim pomawiają osoby, a Witkowski manipulując faktami, przypisuje długi Iwony Gaweł i Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości zupełnie niezależnej osobie – Bogdanowi Węgrzynkowi.
O co chodzi?
O to, aby zaatakować Bogdana Węgrzynka (który wie, jakich przekrętów dopuszcza się Rafał Witkowski) medialnie, zanim ktokolwiek zdąży sprawdzić, że są to tylko pomówienia i kłamstwa.
Witkowski nie ma problemu, aby kłamać wprost do kamery naciąga tym razem kolejne osoby dając zlecenia swojej żonie, która jest prawnikiem.
Jak nam powiedział oszukany przez Rafała Witkowskiego Norbert Pyffel – nigdy nie spotkał takiej gnidy i notorycznego kłamcy, który wprowadza w problemy finansowe i wizerunkowe przedsiębiorców i poważne organizacje.
Bogdan Węgrzynek, poprzez Rafała Witkowskiego stracił nie tylko pieniądze, ale też niektórych partnerów.
Okazało się, że poszkodowanych osób i instytucji na jego tzw. produkcji telewizyjnej jest dużo więcej…
Kolejna Tożsamość
Marzena Chołydyńska to osoba, która miała również nieprzyjemność współpracować z Witkowskim Vel Miałkińskim:
-„Ten człowiek najpierw proponował mi pracę, a potem próbował proponować mi sex. Byłam w trudnej sytuacji finansowej, a Witkowski obiecywał mi pracę w TV Polsat. Mówił, że za jego pośrednictwem na profilach facebook’owych prowadzone są transmisje premiera rządu Donalda Tuska.
Pojechaliśmy nad zalew Zegrzyński, gdzie miał mnie przygotowywać do wywiadów. Opowiadał, że administruje portal Prawy.pl i pomaga osobom w trudnych sytuacjach – zwłaszcza poszkodowanych przez wymiar sprawiedliwości.
Mówił, że osobiście zna się ze Zbigniewem Ziobro i ma zostać jego najbliższym doradcą, kiedy PiS dojdzie do władzy.
Świetnie nam się rozmawiało – do czasu, kiedy z samochodu Witkowski wyjął koc i mocniejsze trunki.
Powiedział, że muszę się rozluźnić, że jutro jest mój wielki dzień. Nagle zaczął się do mnie dobierać i mówić, że od pierwszego wejrzenia się we mnie zakochał. Byłam sparaliżowana. Dostał ode mnie w twarz i zaczęłam krzyczeć. Potem próbował przepraszać, a potem mnie straszyć. Mój partner podjechał pod jego studio, ale Witkowski z przerażenia nawet nie otworzył bramki.”
Krzysztof Tobisz twierdzi, iż „dobrze, że Bogdan Węgrzynek nie zapłacił Witkowskiemu za rzekomą realizację telewizyjną.
Przynajmniej on jeden, nie dał się naciągnąć. Choć i tak zapłacił Witkowskiemu za inne realizacje, z których wypłynęła amatorszczyzna.
Przy mnie Witkowski grał profesjonalistę, choć później się okazało, że wynajmował amatorów, którzy z filmowaniem nie mieli nic wspólnego, lub też sam szkolił osoby – nie mając żadnego doświadczenia.
Mnie naciągnął na produkcję telewizyjną, która miała promować sportowe wakacje. Wyszło jak wyszło…”
Sam Rafał Witkowski – powołując się iż jest dziennikarzem Onetu, wydzwaniał do osób, które rzekomo miał oszukać Bogdan Węgrzynek. – Tak Witkowski zadzwonił do mnie 21 sierpnia i przekazywał, że Węgrzynek oszukał wiele osób i zbiera informacje, kogo jeszcze mógł naciągnąć. Witkowski dostał telefon do mnie od mojej koleżanki, pracującej w Akademii Piłki Ręcznej, z którą Bogdan Węgrzynek organizował event kończący karierę Artura Siódmiaka.
To było wspaniałe przedsięwzięcie. W wypełnionej hali w Gdańsku ponad 10 000 widzów oglądało pokaz polskich piłkarzy ręcznych z najlepszymi na świecie zawodnikami tej dyscypliny. Była drużyna VIP-ów, w której zagrali w niej najlepsi sportowcy; medaliści olimpijscy i mistrzowie świata. Był także koncert nowosądeckiego zespołu. To było głośne wydarzenie, które relacjonowała Telewizja Polsat.
Sam Węgrzynek za organizację tego wydarzenia dostał wyróżnienie od ówczesnego Ministra Sportu.
Witkowski zaczął mnie straszyć, że i ja będę miała kłopoty. Zadzwoniłam wtedy do Onetu i okazało się, że Rafał Witkowski nigdy nie pracował w Onecie i nie ma z tym portalem nic wspólnego.
Widziano potem Rafał Witkowskiego kilkakrotnie z Jackiem Łęskim, w tym na konferencji prasowej, gdzie Łęski pojawił się z Witkowskim by zaatakować Angelika Jarosławską-Sapiehę.
Jak powiedział nam dziennikarz śledczy rozpracowujący Witkowskiego, Jacek Łęski wraz z Witkowskim przygotowali atak, który miał spowodować pogrążenie Jarosławskiej-Sapiehy.
Atakowano ją oczywiście bezpodstawnymi zarzutami – kłamstwami, ale nie o to chodziło. Zgodnie z dawnymi, komunistycznymi praktykami, chodzi o to, aby kłamstwo powtarzać wiele razy. Aby ludzie pomyśleli, że „coś musi być na rzeczy”.
Okazało się, że ten wytatuowany goguś, tak nazywają Witkowskiego nawet dobrze gęby nie umiał otworzyć. Wymachiwał jak to w jego stylu jakimiś wydrukowanymi papierami i mailami. Dziennikarze newsowi, zaproszeni na konferencję Angeliki Jarosławskiej-Sapiehy określili go mianem mitomana współpracującego z bandą agentów Łęskiego.
Nikt o nim nie napisał. Cel nie został osiągnięty.
Kolejna manipulacja Rafała Witkowskiego Vel Dyzmy
Rafał Kamiński, który oczekiwał obrobionego materiału z I i II Kongresów Klastrów w Dąbrowie Górniczej miał zapłacić za relacje zrealizowane przez Witkowskiego. Nigdy ich nie zobaczył i już na II Kongresie Klastrów, widząc jak Witkowski realizuje zadania, powiedział, że z tego nic nie będzie.
To właśnie w rozmowie z Bogdanem Węgrzynkiem usłyszał: – „jeżeli nie dostaniesz zrealizowanego materiału Kongresu na twardym dysku lub innym nośniku nie wypłacaj Witkowskiemu ani centa. Bo nigdy tego materiału nie zobaczysz. Na pierwszy rzut oka to ściemniacz.”
Materiał z II Kongresu Klastrów w Dąbrowie Górniczej miał być tłumaczony na język angielski.
Niestety Witkowski nie podpiął kamer do tłumaczeń symultanicznych, choć miał wszystko z firmą zajmującą się tłumaczeniami ustalić. Dlatego zarówno Witkowski jak i firma od tłumaczeń nie zostały rozliczone.
Jak powiedział Bogdan Węgrzynek:
„Rafałowi Witkowskiemu za II Kongres Klastrów w Dąbrowie Górniczej nie wypłacę ani jednej złotówki. Nie wypłacę, ponieważ na żadnym nośniku nie dostałem materiału. Ba – jak mnie informowała Małgorzata Ligas, Witkowski nawet nie miał zamiaru wywiązać się z danej umowy.
Jest oczywiście stuprocentowym kłamstwem, że Witkowskiemu zalegam 100 000 zł. Zresztą -może Rafał Witkowski, który pojawiał się na różnych realizacjach z kochankami nie jest chory na raka, ale ma po prostu coś z głową. „
Zastanawiamy się też jak wielka przyjaźń łączy Rafała Witkowskiego z Jackiem Pieńczakiem. Czy może obaj panowie robili między sobą także tzw. Biznesy na samochodach. Jak pisaliśmy we wcześniejszym artykule, Jackowi Pieńczakowi ginęły zatowarowane tiry, zarejestrowane na Marka Pieńczaka. A może Witkowski pomagał Pieńczakowi rozbijać kolejne samochody, aby wyłudzić ubezpieczenie z Auto Casco?
Bo przecież na produkcji telewizyjnej to chyba Rafał Witkowski kariery nie zrobi, no chyba że taką w stylu Nikodema Dyzmy…
Krzysztof Magiera krótko skwitował znajomość Rafała Witkowskiego i Jacka Pieńczaka: „Powinni oni wystąpić w drugiej części popularnej komedii „Głupi i Głupszy”. Zresztą – to zdjęcie profilowe faktycznie mówi o wszystkim…”
Za to podsumowanie bardzo dziękujemy….
Bogdan Węgrzynek, Damian Michalski, Radosław Janik
ZDJĘCIA:
Zdj: Akty oskarżenia wobec Jacka Pieńczaka
Zdj: Oto kilka dokumentów z istniejących kilkudziesięciu przeciwko oszustowi Jackowi Pieńczakowi. Co ma z tym wspólnego Rafał Witkowski pokaże śledztwo…

Zdj: Oto kilka dokumentów z istniejących kilkudziesięciu przeciwko oszustowi Jackowi Pieńczakowi. Co ma z tym wspólnego Rafał Witkowski pokaże śledztwo.
Zdj: Oto kilka dokumentów z istniejących kilkudziesięciu przeciwko oszustowi Jackowi Pieńczakowi
Zdj: Radosław Wajs i Dawid Matusiak prowadzą szkolenia na obiekcie Jacka Pieńczaka bez wymaganych dokumentów jako instruktorzy.
Zdj: Radosław Wajs i Dawid Matusiak prowadzą szkolenia bez wymaganych dokumentów jako instruktorzy.
Zdj: Kradzione samochody Jacka Pieńczaka na CampX. Wśród nich jest też skradziony autobus, który został zdewastowany na strzelnicy CampX.

Zdj: Auto należące do Anity Karcz, drugiej żony Jacka Pieńczaka. Na ten samochód Pieńczak podrabiał dokumenty jak również akcyzę.
Zdj: Radosław Wajs i Dawid Matusiak prowadzą szkolenia na obiekcie Jacka Pieńczaka bez wymaganych dokumentów jako instruktorzy.
Zdj: Wyłudzane dotacje z Ministerstwa Obrony Narodowej.
Zdj: Jacek Pieńczak ma też sprawę korupcyjną z dowódcą jednej z Jednostek Specjalnych.

Zdj: Porshe należące do małżonki Jacka Pieńczaka. Jacek Pieńczak wraz z przyjaciółmi rozbił ten samochód aby wyłudzić AutoCasco.

Zdj: Porshe należące do Anity Karcz, małżonki Jacka Pieńczaka. Jacek Pieńczak wraz z przyjaciółmi rozbił ten samochód aby wyłudzić AutoCasco
submitted by BlackDevil13 to u/BlackDevil13 [link] [comments]


2019.12.22 22:37 Florgy Nareszcie zacznę zarabiać. Z kim w tym kraju rozmawiać?

To mój pierwszy post na Polska więc witam koleżanki i kolegów. Od stycznia zaczynam pracę, która da mi wystarczająco dużo, żeby mieć pieniądze a nie je tylko zarabiać. Zacząłem szukać jakiegoś sensownego doradztwa co z tymi pieniędzmi zrobić ale ku mojemu zdziwieniu nie mam z kim rozmawiać. Po przeanalizowaniu propozycji trzech znanych firm wyszło mi na to, że chcą dostać 10% za to co sam mogę zrobić przez jakąkolwiek platformę tradingową i jeszcze jak z jakiegoś powodu stracę pracę albo będę miał niespodziewane wydatki to cały wysiłek pójdzie psu w du... Jak zaczynałem pytać o bezpośrednie doradztwo, instrumenty, inwestycje dywidendowe to ludzie na mnie patrzą jakbym spadł z księżyca. Większość informacji w internecie jest bardzo pomocna w zakresie planowania i organizacji ale narzędzia wykorzystywane przez te osoby do inwestycji nie istnieją w Polsce albo są nieadekwatne przez różnice prawne i podatkowe. W związku z powyższym zwracam się do was: czy ktoś zna dobrych doradców? Jakieś środowisko/subreddit/forum które faktycznie może pomóc zacząć oszczędzać w Polsce? Może sami macie jakieś doświadczenia z platformami do osobistych inwestycji i może polecić?
submitted by Florgy to Polska [link] [comments]


2019.07.03 14:18 stephen_dedalus91 Dobre polskie podcasty

Jak wyżej, koleżanki i koledzy. Czego dobrego słuchacie? Co polecacie? Tematycznie jestem otwarty.
submitted by stephen_dedalus91 to Polska [link] [comments]


2019.05.31 03:07 Sheeana407 Czy ktoś też miał nieszczęście natknąć się na ten manifest na facebooku?

https://www.facebook.com/magdalena.filiks.3/posts/2223069931119369 (nie polecam, szczerze powiedziawszy)
Znajomy to udostępnił, i cóż, nie co dzień człowiek tyle się o sobie dowiaduję. Że to, iż zażartuję sobie w jakimś zacisznym kącie internetu z PiS-u, czyni mnie wykształciuchem i księżniczką wychowaną na pączkach w maśle. Co tam, że wychowałam się na małej wsi, mój ojciec doił krowy i wywoził gnój, a ja może mu nie pomagałam na cały etat, zwłaszcza, że byłam dość chorowita i siedziałam w książkach, ale pomagałam mu zbierać wiśnie czy przycinać drzewka, deptać siano w kurzu i spiekocie, i inne takie rozrywki wyższej sfery, a nawet nie dostawałam za to wynagrodzenia, chociaż rodzice mi specjalnie nie żałowali. Sama poza studniówką pierwszy raz poszłam do fryzjera dopiero na studiach, za pieniądze zarobione w zawodzie, który studiowałam (taaa, za 2000 zł, mimo lat studiów, wcale nie typu politologia), ale co tam, mam skakać z radości, że za 500+ Halinka sobie może farbę do włosów kupić. Nie chcę tego odbierać osobiście, ale skoro ktoś zarzuca takie "nieznanie życia" to mnie to wkurza. O tak, może moja rodzina i tak nie była typowa, i może dlatego te problemy nie są mi tak bliskie, ale ta cała cudowna, prosta wieś dla mnie nie jest osobiście jakimś azylem normalności.
Dziwne, nigdy nikomu nie sugerowałam, żeby zamykać kościoły, ani nawet nie słyszałam, żeby ktoś to robił. Za to, jak byłam w podstawówce, i po pierwsze dużo chorowałam, a po drugie, moi rodzice nie byli bardzo religijni, i pracowali cały tydzień, i nie chciało im się za często jeździć na msze, to zdarzyło mi się być wytykanym (może to za mocno słowo, nikt mi za bardzo nie dokuczał, ale przykry docinek zdarzył się) za to, że mało chodzę do kościoła. Wstydziłam się tego. Mimo, że nie byłam za bardzo religijna, miałam czasem poczucie winy. Mimo że pewnie więcej biblii przeczytałam niż wszystkie koleżanki z klasy razem wzięte. Najbardziej podobała mi się księga Judyty (polecam).
Nie wiem, jak trudno to zrozumieć, że nikt nie chce zamykać kościołów czy zabraniać ludziom chodzenia do nich, tylko po prostu miło by było, gdyby kościół nie mieszał się do polityki państwa. I może nie wydawało kupy pieniędzy na świątynie, które nawet ładne nie są. Strach pomyśleć, ile Halinek by mogło dzieciom trampki kupić za równowartość Świątyni Opatrzności Bożej. Już nie mówiąc o całej fałszywej kulturze kościoła w naszym społeczeństwie. Tłumie "katolików", którzy na mszę chodzą tak w kratkę i olewają niektóre zasady swojej religii, ale dziecko to komunię musi mieć i na religię chodzić, no bo jak to, będzie czuło się jak wyrzutek i zazdrościło kolegom prezentów.
No tak, biedni tacy, boją się gejów i uchodźców. No bo geje to pedofile i zboczeńcy. Uważam to za niesmaczne, niskie i bezwstydne, jak kościół swoje problemy zwala na homoseksualizm. Nawet nie są w stanie po tylu latach i po tym wszystkim przyznać się do błędu, tylko szukają, kogo innego by tu obwinić. Nieeee, to na pewno nie ma żadnego znaczenia, że chłopcy pełnią większą rolę w kościele, mają więcej okazji do bycia sam na sam i spędzają więcej czasu z księżmi, jako np. ministranci.
I przy całym tym użalaniu się nad gorzej usytuowaną materialnie częścią społeczeństwa, usprawiedliwiać nienawiść do uchodźców, którzy nie dość, że pochodzą z krajów biedniejszych, to uciekają przed wojną i śmiercią.
Pani w ogóle chyba pierwszy raz na internetach, jakby nie wiedziała, że druga strona też hejtuje, i to myślę, że nieraz w bardziej zjadliwy sposób niż kilka memów. Przecież nieraz słyszałam że jak ktoś głosuje na PO, to się zaprzedał Niemcom czy coś w tym stylu. Ja nie wiem, w ogóle czemu to tu piszę, tam nie mogłam skomentować, chyba bo nie jestem znajomą. Przez chwilę, z uwagi na karykaturalną wręcz pompatyczność tego posta, myślałam, że to może satyra czy cuś a ja nie załapałam. Ciągle mam po cichu taką nadzieję, późno jest i nie myślę. Bo trochę mnie przeraża z drugiej strony, że osoba wykształcona, z taką piękną polszczyzną i niewątpliwą umiejętnością pisania grających na emocjach przemów, coś takiego produkuje. Trąci mi to też taką literacką sielanką, uwielbieniem prostoty, natury, wsi itp.
Z jedną rzeczą co prawda się zgadzam. Że tak, trzeba postarać się inicjować dialog, a nie się dzielić. Tylko, że sądzę, że raczej żaden autor memów nie traktuje tego poważnie. Przynajmniej ja tak mam, że wejdę na reddita i pośmieję się z memów, ale to nie znaczy, że nie szanuję koleżanki, która jest wierząca. Wiem, że ludzie wychowują się w różnych środowiskach, i nie winię ich za to - choć może trochę winię za bezrefleksyjność i skłonność do ślepego podążania za wpojonymi w przeszłości poglądami. Co nie znaczy, że "w swoim" gronie nie mogę sobie pozwolić na większą szczerość odnośnie własnego osądu niektórych poglądów. Raczej wątpię, żeby większość tych osób, które zostały opisane w tej wypowiedzi, siedzi na internecie i ogląda memy. A jak tak, to chyba znaczy, że nie są tak bardzo przytłoczeni tymi problemami codzienności i są w stanie poszerzać swój światopogląd i się doedukowywać. Za to ta Pani raczej pisze poważnie, co jest w sumie całkiem groteskowe, bo sama staje się tą, która etykietuje i pogardza jakąś "grupą społeczną", choć właśnie od tego chciała odciąć.

EDIT: A i jeszcze jedno. Ja osobiście, i myślę, że jest wiele takich osób, nie jestem przeciwko pomaganiu rodzinom z dziećmi, tylko bardziej formie i wysokości 500+. Chwytliwym haśle i dodatkowej biurokracji, nie lepiej mniej zabierać, zamiast zabierać więcej i potem część oddawać z powrotem? Państwo nic nie ma, więc nic nikomu nie oddaje, tylko manipuluje środkami, a im więcej manipuluje, tym więcej gubi. Albo inwestować bardziej w same dzieci, ich edukację, wyprawki do szkoły, książki, wycieczki.
submitted by Sheeana407 to Polska [link] [comments]


2019.05.27 01:43 jdutch44 Zagłosowałem na PiS. Chce usłyszeć co tak naprawdę nie lubicie w PIS. Osobiście mam podzielone zdanie, pisze dalej w komentarzu. Changemyopinion anonki

Trochę o mnie, jestem studentem i teraz dobrze zarabiającym korpo śmieciem. Mam 21 lat i jestem nie wierzący.Mam dziewczynę, kolegów i koleżanki. Są oni różni rasowo,wyznaniowo i maja różne preferencje.
Na kogo głosowaliście ? Jakie są plusy i minusy tej partii ?
Teraz na kogo głosowałem i dlaczego. Trochę o PiS, mogę się mylić.
Co mi się podoba: - socjal (500+ mozna by było jakoś ogarnąć lepiej) - brak podatków dla studentów i wspieranie seniorów - fundusz emerytalny wspierany przez rząd i pracodawcę - tweakowanie pomocy dla startujących firm małych
Co mi się nie podoba: - walenie kościoła wszędzie - nienawiść do homoseksualistów - zła polityka wobec unii, dobrze ze walczymy o wszystko ale czasami się trzeba poddać żeby zyskać więcej . -pranie mózgi patriotyzmem i smolenskiem - ustawy o aborcjii
PiS nie jest typowa partia prawicową. Można by ją miejscami nazwać lewicową poprzez Socjal (lekko rozdawniczy nie socjalny)
Moja osobiste zdanie na temat PO. Nie zagłosuje na nich bo mam takie uczucie że tylko marudzili podczas kadencji na temat PiS. Ze nic nie robią bo ratują Polskę po partii Jarosława. Będą się klepać po plecach i się cieszyć oraz z łupić nas. Jechać po PiS-ie i robić kolejne ogromne afery które tez robi PiS ale po nich coś poczułem jakieś pozytywne zmiany.
A wy na kogo głosowaliście ? Chce kulturalnej rozmowy, czemu nie lubicie PiS ? W czym się mylę ?
Czuje, że trudno jest wielu osobom określić swoje własne wartości . Lecz za tym za czym się jest do Anty PiS , kukiz troll albo do turbo lewaków którzy wiara jest w poglądy razem i wiosny. Niektóre osoby walczą o prawa dla wszystkich ludzi i grup i jest to piękne . Ale czuje że wszytko się robi się relatywne ; tematy płci i ról społecznych dla tego sam w to nie idę . Jest to mega trudne i nie zrozumiałe dla mnie . Jestem za gejami całym sercem ale zatrzymuje się na tym. Jestem po imigracji po uk ale nie jestem za totalnym wpuszczaniem do Pl. Tylko żeby były kontrolowane bardziej . A te partie chcą otwartych granic.
Ale jest inne spektrum partii lewicowy moim zdaniem . Są osoby co wyłącznie dla własnego dobrego poczucia i idealności poglądów są za razem i wiosną. Czuje jak niekorzy moi znajomi zawsze się afiszują zaczynajac mam lewicowe poglądu bądź albo jestem lewicowa/lewicowy. Noszą to jak herb na piersi jakby to bylo dla nich zbawieniem. Dla mnie to jest mój nowy mem ala jestem weganinem i studiuje prawo.
submitted by jdutch44 to Polska [link] [comments]


2019.04.24 17:43 Lilarded Do tych do byli na turnieju rycerskim w Czersku rok temu.

Drodzy koledzy i koleżanki mam do was sprawę odnośnie muzyki średniowiecznej, pisze już tego posta zdecydowanie za długo więc po prostu napiszę co i jak. Poszukuję zespołu który grał podczas turnieju rycerskiego w Czersku w 2018 oraz ogólnie szukam roznych utworów takich jak Vox Vulgaris - Rokatanc. Dzięki wielkie za pomoc.
submitted by Lilarded to Polska [link] [comments]


2019.04.03 09:43 Daddy_Yondu Jak wspominacie swoją edukację szkolną?

Zainspirowany tym wątkiem chciałbym rozpocząć dysuksję:
No i pytanie bonusowe - czy w waszej podstawówce na dźwięk dzwonka kończącego przerwę też podnosił się ogromny krzyk i pisk? U mnie tak było, ale nigdy nie widziałem żadnej koleżanki czy kolegi, którzy by faktycznie darli japę. Ten dźwięk zawsze dochodził zza rogu.
submitted by Daddy_Yondu to Polska [link] [comments]


2018.12.30 00:42 schizoafekt Słownik psychoprawicy: "H jak homokomando"

Pierwszy raz o homokomandach przeczytałem w 2007 roku w komentarzu na jakimś portalu typu WP, Onet, czy czymś takim. Sztab lewaków w Berlinie rzekomo miał wyszukiwać komentarze na polskich portalach i siać pod nimi homopropagandę. Nie uwierzyłem. Wrzesień 2007 rok. Zamknięte forum Schizofrenia.info założyłem konto specjalnie by zadać pytanie "czy istnieją urojenia, co do których chory jest świadomy, że są urojeniami" tyle mógł zobaczyć niezalogowany uczestnik. Zalogowany mógł przeczytać dokładniejszy opis przypadku, mężczyzna w trakcie rozwoju choroby stwierdził, że jest gejem, ale jednocześnie wie, że nim nie jest. Parę odpowiedzi merytorycznych, trochę homofobicznych ataków w stronę OPa i wtedy pojawia się on. Użytkownik, który stworzył konto specjalnie w celu napisania "Jesteś homofobem i dlatego nie podoba ci się perspektywa bycia gejem. Homofobia to choroba psychiczna". O jak pięknie i merytorycznie - męczy cię coś, czego jeszcze nie potrafisz gatunkowo nazwać (a będzie nazwane przez lekarza ambitendencją jako podstawa błędnej diagnozy spier###li ci życie), a dowiadujesz się, że nienawidzisz gejów. To nie koniec, bo inny użytkownik stwierdza, że homoseksualizm to choroba. Na to odpowiada lesbijka, że homofobia to choroba, ona jest chora bo ma urojenia prześladowcze. Ktoś wrażliwy pochyliłby się, czy antyhomoseksualna propaganda tamtych czasów (ten gorszy kaczyński - bo jaro uchodził za bardziej gayfriendly od brata - wygłosił to popaprane orędzie o zagrożeniu dla cywilizacji ze strony gejów), nie miała wpływu na rozwój lęków u tej dziewczyny, że ktoś chce ją skrzywdzić. Nie lewak z homokomanda - bo oto pojawił się drugi nowy użytkownik po to, by napisać, że chorzy psychicznie nie zasługują na tolerancję, bo jeden chory napisał, że homoseksualizm to choroba. Jestem na polska, więc upośledzonym lewakom wyjaśnię co się odje#ało: lewak broniąc rzekomo homoseksualistów stwierdził, że lesbijka nie zasługuje na żadną tolerancję, bo ktoś ją obraził za to, że jest lesbijką. Piękne prawda? Ja już porzuciłem nadzieję, że uda mi się poznać nazwę objawu, który mnie niepokoi, więc tylko drążyłem temat tolerancji, więc pierwszy przedstawiciel homokomanda widząc co się właśnie stało (m.in. że skrzywdzili już i tak skrzywdzoną przez chorobę dziewczynę) przyznał że nie jestem homofobem i mam prawo obawiać się i czuć źle z powodu moich objawów. Więcej tematu tego niby homoseksualnego czegoś nie poruszyłem do 2010 (wtedy to już bardziej przypominało zwykłe lekkie skłonności, więc przestałem się tym przejmować bardziej niż zaburzeniami tożsamości płciowej, ot były bo były, tylko że te drugie pojawiły się "naturalnie" i stopniowo narastały, podejrzenia o homoseksualizm pojawiły się nagle w jednym momencie razem z resztą syfu). Ok, raz jeszcze poruszyłem wątek na forum dotyczącym depresji. Facet miał problem. Poważna depresja, ale i kochana i kochająca dziewczyna i pojawiły się sny erotyczne z kolegą. Co robić? Powiedzieć jej i rozstać się? Nim napisałem mu, że nic, że mam tak samo, że przecież nic złego dziewczynie którą kocha nie zrobił, a jak ją kocha to ją kocha i ch##j mają do tego sny - pojawiło się homokomando w ilości trzech osób, przekonujących go że jest gejem, musi to zaakceptować, że krzywdzi swoją dziewczynę i siebie. Uspokoiłem go, żeby ich nie słuchał i chłop odczuł prawdziwą ulgę.
A jak to wygląda dzisiaj? Lesbijka dostaje rolę lesbijki w amerykańskim serialu. Banda popieprzonych lewaków postanawia ją zniszczyć, bo jest za mało homoseksualna cokolwiek to oznacza. Ja krytykuję tę postawęna polska i też lewacy wylewają na mnie wiadro pomyj dokładnie za obronę lesbijki przed atakami z powodu jej orientancji. A potem wsiadam w kajak i chillując czytam żale homoseksualnej koleżanki, że jej powieść jest według jakiejś lewackiej recenzentki "gównem niegodnym lesbijki, skierowanym w stronę śliniących się podstarzałych samców". Odpisałem jej tylko "p##l lewacką zdzirę". Przyznała mi rację :) Śmieszne jest to, że pomimo iż w życiu gorzej oberwało mi się od prawaków to jednak lewakami bardziej gardzę - dokładnie z powodu ich realnej homofobii :*
submitted by schizoafekt to Polska [link] [comments]


2018.11.28 08:14 Scypio [Plaża 2019] Studium Przypadku, czyli o Dupie Maryni

Wstęp

Dziś nieco inaczej, zamiast polecać ćwiczenia i przyrządy, przyjrzymy się procesowi.

Analiza przypadku

- Scypio - zagadnęła była - ratuj, dupa nie mieści mi się w żadne stare spodnie.
Zajmiemy się dziś przypadkiem damy lat hrmmm...ść...hmm i parę. No zdecydowanie nie podlotek, dzieci dwoje, brak czasu i życiowa galopada spowodowały, że - no, że dupa nie mieści się w żadne stare spodnie. Zrobiło się jej smutno, zagadnęła więc do ostatniej swej nadziei, czyli do mnie. Znany jestem z bycia raczej szczupłej sylwetki, a to dzięki diecie złożonej ze stresu i niewyspania. A bardziej serio: z umiarkowanie aktywnego stylu zycia i braku skłonności do fitnesowego fanatyzmu. Wyznaczyliśmy więc sobie podówczas datę "do wakacji" (ponad 6 mcy), cel (mieszczenie dupy w spodnie od dziś ad calendas graecas) i można zaczynać. Trochę bawił mnie strach w oczach, że "trener" wszystkiego zabroni, będzie budził na zaprawę o 4:30 i skaże na dietę złożoną z rukoli, wody źródlanej i wspomnień o smaku.
Nic z tych rzeczy. Nie będzie bez wyrzeczeń, ale żadnej katorgi. Jestem zdania, że zmiana stylu życia ma być na lepsze i zdrowsze, a nie celem torturowania kogoś.
Pierwsze co dama miała za zadanie zrobić to rozpisać swój dzień (dzieci, praca, dom, obowiązki, mąż, pies, inne takie) i przez tydzień notować wszystko co konsumuje (je i pije). Z lękiem i trwogą zapytała, czy trzeba rzucać palenie. Trzeba, owszem, ale dla zdrowia, a nie celem chudnięcia, więc może sobie palić, jeśli nie martwi się tym, że będzie miała niższą wydolność tlenową. Ostatecznie nie rzuciła, ale to temat na zupełnie inną połajankę. ;)
Wszystko ładnie spisane, a potem - posługując się tabelkami z internetu - oszacowaliśmy ile kcal konsumuje średnio dziennie. Takie obliczenia są szacunkowe, jeśli nie ważysz każdej porcji i nie masz dokładnych danych o składzie produktu, dlatego nie ma się co spinać o +/- 50 w tą, czy w tą. Kiedy celem jest zrzucenie paru kg preferuję zaokrąglanie w górę do pełnych setek. Ale to moja metoda, nie każdemu odpowiada. Wynik wyszedł nienajgorszy, nie ma obżerania się nad miarę, ale było trochę rzeczy, które należało poprawić odżywianiu.
Wypisywanie cudzego jadłospisu mija się z celem, każdy z nas je inaczej, wypiszę więc rzeczy, które postanowiliśmy wyeliminować: * Brak regularności w posiłkach * Fastfoody "łapane na szybko" * Podjadanie * Słodzone napoje (+ inne dosładzane produkty spożywcze) * Okazjonalny alkohol
Alkohol to tzw. "puste kalorie" (nie białka, nie węglowodany, nie tłuszcze, a zatem "puste"), które jednak wciąż liczą się do targetu, a na dodatek oszukują, bo trawione są jako pierwsze, co zjemy dodatkowo jest więc odkładane (i tyjemy!). Temat jest złożony, warto samemu poczytać o tym, bo sporo mitów narosło dookoła alkoholu w diecie i sporcie. Mnie zwłaszcza drażni "jedno piwo nie szkodzi" po siłowni. Szkodzi, do diabła, bo upośledza nam metabolizację białek, zatem odbudowanie mięśnia. A dla dla nas, maluczkich, każda proteinka idąca na odbudowę mięśnia (regenerację organizmu, rrwa!) jest na wagę złota, bo pozwala bez zbędnego bólu podjąć walkę dnia kolejnego. Alkohol wypadł więc z diety bez zbędnych protestów i bez żalu.
I tak, jak fastfoody i brak regularności można jakoś zwalczyć, tak podjadanie i wszechobecny cukier wydawały się wrogiem nie do pokonana. Czyżby nasza Drużyna ...eee... "pierścienia" nie pasuje, niech więc będzie "Paska od Spodni", przegrała już na starcie? Czytajcie dalej, a się dowiecie - już w następnym odcinku. To znaczy akapicie.

Podjęte działania

"Cel kaloryczny", czyli ile tych potforków musimy dziennie spalić ustalamy posiłkując się tym: http://scoobysworkshop.com/accurate-calorie-calculato - znam tą stronkę, pewnie są lepsze, ale tą mogę polecić. Szybko ustawiamy płeć, wiek, wzrost, wagę ("Ale nie patrz!"). Wybieramy sobie, że mamy 1-3 godziny intensywnego kardio w tygodniu (upraszczając wszystkie opisane wcześniej czynności), 3 posiłki dziennie, oszacowanie tłuszczyku (tu było trochę targowania i użycie argumentu "ad mężum", któren to jednak mąż uznał, że nie bierze udziału w tej batalii i wycofał się na z góry upatrzone "jadę po dzieci") i przewidywanego przyrostu masy mięśniowej. Wybraliśmy zerowy, bo nie spodziewamy się przyrostu masy mięśniowej (najniższa opcja powyżej zera to 5kg/rok, a to wbrew pozorom sporo). Najważniejsza dla nas opcja to cel: redukcja tłuszczu przy 10% redukcji kalorycznej. Jest to mało drastyczna restrykcja, a daje nam jakieś ~9kg rocznie mniej na wadze - co w naszym przypadku jest aż nadto by obwód zadniej części osobowości zredukować do rozmiaru "starych spodni". To ważne by mieć cały czas na uwadze wcześniej wyznaczony cel.
Na początek przedyskutowaliśmy sprawę "fitnesu", czyli co może zmieścić w swoim grafiku by te kalorie jakoś się dodatkowo spalały. Zajęcia dwa razy w tygodniu wydawały się przyzwoitą opcją, ale po bliższym zapoznaniu się z tym, co i gdzie ćwiczy jednak chciałem oznaczyć jako 'poszło do kosza'. Dlaczego? Nie napiszę co dokładnie ćwiczyła, ale nie są to zajęcia znane z braku intensywności i raczej nie zrobi się tam naszego celu. Może to i dla zdrowia-rekreacji dobre, ale tu jednak cel konkretny. No i klub znam z nastawienia na towarzyskie ploty, a nie treningu. Smutne oczka, niechęć do rezygnacji z zajęć, bo tam koleżanki, oraz solenna obietnica dołożenia po zajęciach 45 minut na bieżni, rowerku stacjonarnym, albo innym spinnerze (orbitreku?) zrobiły swoje.
...co tylko pokazuje ile warte były te zajęcia - jeśli masz po czymś takim siłę by 45 minut zapierdalać ze średnią intensywnością jakieś kardio, to raczej nie pomoże w osiągnięciu celu samo w sobie. To znaczy się co? To znaczy się, że każdy dodatkowy ruch to dodatkowo spalone kalorie, a pomęczenie się trochę w miłym towarzystwie jest zdrowe dla głowy, odstresowuje, etc. Jeśli nie jesteśmy więc w sytuacji albo/albo, to proponuję coś dołożyć, a nie rezygnować. Jeśli nie mamy tyle czasu by dołożyć, to jest mi przykro, ale zmiany są niezbędne. Można też "kolanem dopchnąć" trochę ruchu w różnych innych miejscach naszego grafika dziennego, ale o tym za moment.
Bo najpierw dygresja. Parę mcy po rozpoczęciu walki o wolność obwodu dupy w spodniach pojawiło się ułatwienie - a mianowicie prezent w postaci jednego z tych zegarków/opasek fitnesowych, co to przez bt z telefonem gadają. W pakiecie był aplikacja, która liczyła kroki, ruch i inne takie, na podstawie tego "zliczała kalorie" (cudzysłów, bo wszyscy wiemy jakie to umowne) i pozwalała na ustalenie dziennego celu kroków/kalorii, po spełnieniu którego gasiła lampki na wyświetlaczu (cyferblacie?) i pipczyła radośnie. Wizualizowanie sobie w ten sposób dziennego celu pomogło bardzo, bo stało się łatwo osiągalnym szybkim celem - zapipczyć opaską i zgasić te całe lampki. Jeśli kogoś więc stać i ma ochotę zrobić solidny research co mu będzie najbardziej pasować, to taki zakup się opłaca. Na co mamy dowody w postaci czyjejś dupy wciśniętej w spodnie. ;)
Wracając. Co to znaczy, że "upychamy kolanem" ruch? W tym przypadku było to zabieranie rano psa na 15 minut biegania (5 minut rozgrzewka truchtem, 5 minut biegania, 5 minut odpoczynku truchtem - pies szaleje ze szczęścia tak btw), co dotąd robił nie wspominany jak dotąd małżonek (o jego wkładzie w odchudzanie będzie dalej, bo jest istotny i wart wspomnienia), rezygnacja w pracy ze schodów ruchomych i windy, oraz wieczorne "pajacykowanie" z dziećmi (tabata oparta o robienie wszystkim znanych pajacyków, wespół w zespół z dzieciakami, które miały z tego solidny ubaw tak przy okazji) kiedy tylko się fizycznie dało. Bo trzeba wam, kochani czytelnicy, wiedzieć, że dzieci to fatalni partnerzy fitnesowi, niekonsekwentni, niesystematyczni, a na dodatek dziecinni i wymagający uwagi, nadzoru, a czasem wręcz chorują, przynosząc z przedszkola jakąś zarazę, a wtedy to już nie poćwiczą i jeszcze trzeba się nimi opiekować. Na psie można bardziej polegać. No i na mężu, który błyskawicznie zrozumiał, że jego pomoc jest nieodzowna, oddał wyprowadzanie psa na rzecz przejęcia innych obowiązków.
Czym są "inne obowiązki" w przypadku naszego fitnesowego celu? Przygotowanie posiłków w domu jest wtedy niezwykle istotne, zatem podskakuje kilka pozycji na liście priorytetów. Kto nie próbował jednocześnie być matką, kucharką, pracownicą korpo i fitness królową, ten nie wie co to znaczy zapierdalać na 128% obrotów. Nie da się. Zazdroszczę, jak ktoś tak potrafi, ale nie znam takich przykładów. I tyle. Tu potrzebna jest pomoc. Jeśli kogoś stać na fit katering, to ok, czemu nie, takie usługi są na naszym rynku dostepne, ale są drogie i IMHO nieopłacalne. Ale to IMHO, innych doświadczenia mogą być zupełnie odmienne. Tu zatem pojawia się wyżej wspomniany mąż, cichy bohater tej opowieści. Przejął na siebie robienie zakupów wg. listy (nie ma się co czarować - facet posłany na zakupy bez listy będzie błądził jak Argonauci i wróci po 40 latach) i częściowe przygotowanie zakupionych produktów tak, by łatwo potem sięgnąć po takie komponenty celem skonstruowania posiłku. Niezależnie kto ów posiłek przygotowuje.
Tu płynnie przechodzimy do układania sobie diety. Skoro już jedno narzędzie by pan Scooby, to spróbujmy drugiego: https://www.custommealplanner.com/ - wymaga założenia konta, ale darmowe jest na nasze potrzeby wystarczające. Jest milion i trochę takich wynalazków (np. polecany czasem na reddicie www.eatthismuch.com), rożne potrzeby dietetyczne (co innego dla wegetarian, co innego dla cukrzyka, etc. ) dlatego jadłospisu nie będę przedstawiał. Może innym razem, jak będzie zainteresowanie. Ogólnie nie było tu przebojów, rodzinę i tak trzeba wyżywić, a mając a priori wymyślone posiłki i zrobione zakupy sprawa nie zajmuje wiele czasu.
Eliminacja podjadania. Temat bolesny i nie obyło się bez jednego focha, bo ciasteczka, czipsy i "podgryzajki" (do dziś nie wiem co to, podejrzewam, że inny rodzaj ciastek) wyleciały z listy z hukiem. Pozostają dwie rzeczy: przyzwyczajenie i 'mały głód'. Małego głoda można wyeliminować poprawną dietą, jedząc produkty, które dobrze wypełniają. Z przyzywczajeniem jednak trudniej, bo jak się człowiek przyzwyczai, to zupełnie jakby się od heroiny uzależnił. No prawie. Tutaj z pomocą przyszły nam "ujemne kalorie", a konkretniej to świeże marchewki i ogórek. Muszę nadmienić, że nie są to prawdziwie ujemne kalorie (stąd cudzysłów), a nazywa się tak, bo zjadane produkty bogate są w wodę i błonnik. Zaspokajają naszego głoda, a nie dorzucają dużo do kalorycznego bilansu. Nie dajcie się jednak złapać w pułapkę diety bazującej na tych "ujemnych kaloriach". To nie jest aż tak proste i tylko sobie krzywdę zrobicie. Za to jako rzeczy do podjadania są idealne. A jak połączymy to z popijaniem wodą niegazowaną, albo zieloną herbatą, to takie małe głody eliminujemy jak ręką odjął.
Cukier i cukroprodukty - czyli wyrzucenie wszystkiego co słodzone. Słodzone gazowane napoje to szatan i zło, pierwsza rzecz, która powinna zniknąć z diety zaraz po alkoholu. Jeśli już musicie pić gazowane, bo nic innego nie smakuje, to rozglądajcie się za niesłodzonymi dodatkowo produktami i patrzcie na skład. Tak prosta rzecz jak dżem może mieć różną zawartość cukru. Jak się z tym walczy? Dokładnie czytamy opis na etykiecie. Powtarzam: dokładnie czytamy opis na etykiecie. I wybieramy ten produkt, który ma najmniej cukru (zazwyczaj pozycja "w tym cukry") na 100 gram produktu. W ten sposób oszczędzamy sobie trochę kcal z węglowodanów i minimalizujemy zachciewajki cukrowe.

Analiza efektu

Smutna wiadomość - pierwsze efekty były mierzalne dopiero po 3 miesiącach od wprowadzenia zmian. Dlaczego? Może wiek, może hormony, może konieczność przestawienia się na nowy styl bycia, może unaocznienie celu za pomocą zegarka-aplikacji pozwoliło się mocniej przyłożyć? W efekcie cel został osiągnięty z małym naddatkiem, dupa weszła w spodnie i jeszcze można było pokazać, że "o tyle" więcej w obwodzie ubyło.
Nie otrzymałem pozwolenia na zdjęcia ani przed, ani po. Pod groźbą mordobicia.

Wnioski

Systematyczność i dyscyplina. Plus pomoce naukowe (tabele kalorii, te całe planery posiłków, aplikacja fitnesowa na telefon, etc.) i wsparcie środowiska. Praworządny charakter (a konkretnie: przestrzeganie praw termodynamiki). To są czynniki, które dają sukces. Narzędzia pozwalają nam ocenić jakie robimy postępy (np. w.w. kalkulator pokazuje ile statystycznie powinniśmy gubić na miesiąc) i za ich pomocą sterować własnym wysiłkiem.
Ale nic nie jest bez ceny. Ćwiczenie, zmiany nawyków żywieniowych, czytanie etykiet przy zakupach, to są rzeczy, które niejednemu staną na drodze jako przeszkoda zdająca się być niemożliwą do pokonania.

FAQ

Pytajcie. I jeszcze mi powiedzcie co byście chcieli przeczytać następnym razem (któregoś grudnia, znowu zapomniałem którego, ale jakoś w święta).
submitted by Scypio to Polska [link] [comments]


2018.08.03 19:17 Gazetawarszawska Ostrzeżenie przed prowokacją żydowską podczas Święta Niepodległości.

OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE
03 AUGUST 2018
+++
Laudetur Iesus Christus
https://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/1633-ostrzezenie-przed-prowokacja-zydowska-podczas-swieta-niepodleglosci
Ostrzeżenie przed prowokacją żydowską podczas Święta Niepodległości.
Nadchodzący 11 listopada 2016, a nawet następne dwa dni świętowania przynoszą ze sobą określone, zwiększone ryzyko prowokacji żydowskich wymierzonych w Polaków.
Zmiany zachodzące w Polsce, mimo masowych akcji wypędzeń Polaków z Polski, mimo masowych akcji z zażydzeń wszelkich już sfer życia kulturalnego, politycznego, a mówiąc o Kościele rzymsko-katolickim, który istnieje w Polsce już jako instytucja materialna a nie duchowa, wywołają w żydach głębokie zaniepokojenie. Duch inspiracji katolickiej i narodowej na nowo wstępuje w resztki Narodu i tak ożywiony Naród zdolny jest do pokonania każdego wroga. Żydzi to dobrze wiedzą.
Nienawiść żydów do Polski i niepodległości są faktem historycznym zapomnianym jednak w tym kołchozie zażydzania wszystkiego co polskie i piętnowania wszystkiego żydzizmem: kościoła, rzeźby, muzyki czy literatury.
Polacy tego jednak nie widzą i nie potrafią tego problemu wyartykułować. Stąd haniebne judaistyczne formy Panteonu na Łączce, haniebne potraktowanie pamięci dzieci Ulmow w Markowej, czy satanistyczna ornamentyka jako już standard estetyczny we wszystkich katolickich świątyniach w Polsce, a czego swoistą kulminacją było niedawne zbezczeszczenie Monstrancji podczas ostatniego spędu na Jasnej Górze, w którym główny egzorcysta x. Glas żydowskie zbrodnie komunizmu w Polsce uznał za polskie. A co jest teologicznie zakazane i jako fałsz przed Bogiem uznane za ciężki grzech.
Polacy tego nie widzą, więc i nie artykułują i niejako są swoiście antysemitami bez żydów. Bez żydów nie dlatego, że ich nie ma, ale dlatego, że naród zatracił zdolność do ich zauważania, piętnowania i niezbędnego dla chrześcijanina rugowania żyda z własnej przestrzeni. Polacy tego nie widzą i w swej naiwności starają się żyć niejako obok żyda, ale „po polsku i katolicku” co jest przecież antysemityzmem. Widać to wyraźnie w adwencie, gdzie społeczeństwo jest zdziwione i zaskoczone iluminacjami chanuki, która wyniszcza Święto Bożego Narodzenia – a te diabelskie iluminacje kosztują w Warszawie miliony. Święty Mikołaj jest już skutecznie zabity, a teraz kolej na zabicie Dzieciątka Jezus będącego jeszcze w Żłobku, a więc Hanna Gronkiewicz-Waltz nawet od Heroda jest szybsza.
Żyd jest wrogiem Pana Jezusa Chrystusa i jako taki jest przeszkodą w zbawieniu Narodu, który zamiast Chrystusa ma w sercu żyda. Ta prosta prawda jest bezsporna nawet dla tych antychrystów w Episkopacie. Ta oczywista oczywistość może być zanegowana jedynie przez milczenie – zamilczenie na śmierć! Zamilczenie Boga i Narodu. I ta prosta prawda jest źródłem cenzury, agresji w sztuce, czy zakazu marszu jako wolnej expersji narodowej.
A w Polsce żydzi mają ku temu warunki idealne. Polacy pozwalają żydom, na mieszanie się z nimi na wszystkich właściwe poziomach życia społecznego w Polsce i nie ma już dziedziny w naszej wspólnocie, która byłaby wolna od żyda. Pomaga to żydom w łatwym sianiu dywersji w naszym społeczeństwie, gdzie oni sami przebrani za Polaków dopuszczają się najprzewrotniejszych prowokacji po to tylko, aby to Polaka pomówić o zło lub głupotę.
Żydowska akcja dywersyjna na Facebook`u ujawniła wszystkim prostą rzeczywistość ukazującą prawdę mówiącą o tym, że jak tylko żyd ma władzę to ma też rację, rację uniwersalną we wszystkim.
Faktycznie to ujawnienie wycinania stron aktywistów marszu Niepodległości na FB było jakimś aktem głupoty lub nieuwagi, bo żydowski terror i cenzura na tych gigantycznych portalach jest chlebem powszednim, a bez tej akcji pozostawał mniej zauważalny. I niewątpliwe jako cicho postępujący byłby dużo skuteczniejszą formą raka zjadającą nasz zniewolony organizm. FB i podobne po cichu wycinają linki do różnych niebezpiecznych stron np. do http://zamach.eu/ lub Gazetawarszawska.com – jest ciche zalecenie praktykowane nawet na małych prywatnych forach.
I to, że FB to ujawnił, czy też przez nieuwagę odsłonił, wskazywać może na to, że portal ten całkowicie zgłupiał w swej bezczelności, albo też wszedł na znacznie wyższy poziom rozwoju: tworzenia wirtualnej rzeczywistości, która miesza się z rzeczywistością rzeczywistą. I ma być już niewiadome, co jest w realu, a co w urojeniu. A co szczególnie ważne, aby w tym wymieszaniu iluzyjnym dodatkowo stworzyć ośrodki fasadowe podające się za nie takie jakimi faktycznie są. Tworzy się określone stany emocjonalne, które umożliwiają proste sterowanie myślami i ocenami wydarzeń. Np. propaganda nt. filmu Wołyń całkowicie przysłoniła rozsądnym i opanowanym nawet ludziom prostą konkluzję, że ten film jest antypolskim paszkwilem, spreparowanym przez żydów. A odbyło się to na bazie dobrze przygotowanej atmosfery teatralnej, w której brał udział nie tylko twórca filmu, ale cały szereg polityków, którzy swymi zachowaniami wobec banderowców wytworzyli atmosferę utrudniając rzeczową ocenę Wołynia.
W końcu, u żydów zawsze tak było, że ich organizacje szkoły, synagogi, czy ośrodki „kulturowe” nagle w jednej nocy przekształcały się w organizacje terrorystyczne, ludobójcze. Tak było 17 września 1939 roku, gdzie nagle „dobrzy żydzi” popadali - zdumiałym liberalnym, lub niewykształconym ludziom - w amok mordowania Polaków i nie dotyczyło to środowisk paramilitarnych sensu strickte, ale „spolszczonych” środowisk żydowskich rzekomo zasymilowanych z Polską kulturą i społeczeństwem.
17 września rankiem dobrzy żydzi objawili się polskim sąsiadom miast i wsi jako gorliwi kaci komunistycznego terroru, z lubością zanurzający swe ręce we krwi bezbronnych rezerwistów WP, czy szturchający bolszewickimi karabinami całe rodziny polskich kmieci pędzonych do wagonów bydlęcych, które swój pierwszy przystanek miały już na pustkowiach Kazachstanu. Żydowscy koledzy od kopania piłki na podwórku - przez jedną noc uzbrojeni w bolszewickie mauzery - śmiejący się cyniczne do polskich Janków proszących o wypuszczenie ich z powrotem na wolność, „Icek puść nas, przecież my są sąsiedzi, ty trzymasz z bolszewikami?” – tak było. Żydowskie koleżanki różnych ośrodków kultury, szkół czy pensjonatów, które nagle przestały być dobrymi przyjaciółkami zaskoczonych Polek, a stały się zimnymi wyrafinowanymi bestiami a´la Brystygierowa.
Rozumni Polacy pamiętają i wyciągnęli wnioski z tego, jak zachowywali się żydzi przechowywani i karmieni jedzeniem z kartek podczas okupacji, gdzie tak szybko jak pojawili się pierwsi towarzysze na stanowiskach rządu PKWN, to wszyscy ci biedni żydzi porzucili swoich wybawców, przyjaciół i znajomych, aby gorliwie budować socjalizm. A nie kończyło się to jedynie na pochodach pierwszomajowych, ale na morderstwach i katowniach. Gdzie często katami ofiar byli uratowani przez te ofiary żydzi – tak było dosłownie pod względem personalnym, nie jest to jakieś uogólnienie, alegoria. Tak było rzeczywiście w tysiącach przypadków – była to reguła, że żyd uratowany przez polskiego wybawcę katował go w mordowni, a nawet go mordował z całą rodziną.
Ale nie tylko wtedy.
Kiedy my już wszystko zapomnieliśmy i świat socjalizmu PRL – Gierka zjednoczył Polaków z żydami - faktycznie nierozpoznawalnymi, bo „spolszczonymi”, - to okres powstania Solidarności, już kilka tygodni po jej zarejestrowaniu, ukazał nam zdziwionym: Żydów i gojów. A jak już doszło dalej do stanu wojennego to podział miał charakter otwartej nienawiści, a nawet starć fizycznych.
Szybko okazjo się, że żydzi z Solidarności byli specjalnie traktowani przez SB, i podobne organizacje PRL-wskie, a Polacy gdzie tylko można dostawali czerwone kartki i to bez najmniejszego pardonu.
Przyniosło to masowe emigracje najlepszych warstw naszego narodu, ludzi ideowych wykształconych i żywotnych.
Później nastąpiła druga fala emigracji - okresu przystąpienia do EU, gdzie kolejny już raz spuszczono krew z milinów Polaków, a IIIRP stała się wręcz miejscem sciągania żydów do Polski z całego świata, kiedy właśnie to Polacy musieli z niej wyjeżdżać. Ten proces odwrotności widać nie tylko w gospodarce, czy w kościołach, ale nawet na cmentarzach: polskie groby są po 25 latach bezpardonowo likwidowane, a żydowskie groby odbudowywane poprzez nawet archeologiczne poszukiwania starych macew i ustawiania w miejscach od dziesiątków lat nieistniejących cmentarzy od dawna bez takiego statusu. Żydzi w Polsce wzrastają nawet na cmentarzach, których nie ma, a Polacy są wyniszczani jako organizm żywy - to jest Polska 2016!
Ale w tej atmosferze zabijania Polski, zaorywania śladów naszej pamięci w naszej Ojczynie, nastąpiło coś nieoczekiwanego w proporcjach sił polskich i żydowskich: zmiana warunków pola walki – Internet. Internet, czyli wolny głos jednostki wyrywającej się z tłumu zniewolonego motłochu, a jest to nieprzewidziane i niebezpieczne żydom, którzy nie tylko kneblują narody, ale co istotne, podszywają się - w różnych mistyfikacjach - pod te narody, aby mówić w ich imieniu.
Ostanie 10 -15 lat to postępująca klęska wizerunku żydowskiego etosu w środkach masowego przekazu - Internecie. Internet całego świata – nie tylko w Polsce - to jedno wielkie antysemitysko. Ten antysemityzm Internetu jest absolutnie żywiołowy, oddolny i przekraczający wszelkie granice terytorialne i kulturowe.
Dla żydów Jest to zjawisko niezrozumiałe, bo nie tak miało być: Facebook, Youtube, Twitter, Google plus, to organizacje żydowskiej inwigilacji i terroru. Miały one służyć ostatecznemu już zniewoleniu narodów, a tu nagle ten miecz okazał się obosieczny. Tak nagle i wbrew wszelkim planom.
Niemniej jednak te wielkie portale społecznościowe to miejsca nie tylko walki słowa przeciw zniewoleniu i kłamstwu, ale też dobrze zaplanowane narzędzie terroru i nawet likwidacji niewygodnych forumowiczów.
I niekoniecznie o Facebooki tu chodzi. Nawet taki liliput jak Salon 24 wdał się w grę smoleńską i był kotłem blogerów informacji środowisk blogowo-smoleńskich, którzy przez dłuższy czas byli ściągani przez służby do tych for dyskusyjnych, gdzie najlepszym z nich było środowisko FYM.
Kiedy jednak nadszedł czas, to FYM, jak i administracja S24, podjęli wspólną akcję zamknięcia kont i rozpędzenia wszystkich tam skupionych dyskutantów.
Akacja ta, pierwotnie była faktycznym, planowanym zarzuceniem sieci na osoby fizyczne, ujawniajcie poprzez parę lat swoje dane ID, oraz ewentualną, niebezpieczną dla władz w Warszawie, wiedzę o określonych faktach nt. zamachu na Delegację do Katynia.
Po tym spektakularnym zamknięciu konta FYM Blogerzy ci w dużej części już nigdy nie wrócili do tego portalu, kiedy to środowisko FYM otworzyło ponownie swoje fora. I nie dlatego, że blogerzey ci poczuli się oszukani – obrazili się.
Mamy przesłanki do snucia przypuszczeń, że ci blogerzy, którzy już więcej nie wrócili, zostali w dość dużej części wymordowani przez służby mające dostęp do danych osobowych Salon 24.
Samo zaś zamknięcie konta FYM było sprytnym zabiegiem obejścia nakazu prawnego nakazującego obowiązek przechowywyana danych o internautach, który to okres może wynosić parę lat. Tamto zamknięcie pomogło zamknąć stare konto i przerwać ciągłość z nowym. Minęło już od 10 kwietnia 2016 roku 6 lat i te dane, które zostały złożone na S24, a na pierwotnie zlikwidowanym blogu FYM mogą być skasowane, co uniemożliwia połączenie – skojarzenie związków - śladów zaginionego blogera z jego publikacjami na Salonie.
Znamy bezpośrednio może nawet trzy przypadki korespondentów blogu FYM, którzy z chwilą wyłączenia tego blogu przepadli bez wieści.
A i Smoleńsk, i FYM i Salon to jakaś logistyczna bagatela w porównaniu z Facebook ´iem.
Trzeba mieć bezustannie na uwadze to, że Internet ujawniający niekontrolowaną siłę spontanicznych oddolnych organizacji internetowych, zaniepokoił bardzo poważnie wielkie centra żydowskie w świecie, które nie przywykły do zaniedbywania czegokolwiek.
To szczególnie obecnie w Polsce, gdzie sytuacja w Ojczyźnie znowu nabrzmiała do poziomu wielkiego napięcia, nastąpiła mobilizacja narodowa na tym etapie naszej walki, gdy znów podstawiono fałszywych patriotów PIS, jako alternatywę dla kosmopolityzmu PO
Dywersyjna, nieudolna odpowiedz PIS na tę presję społeczną, rzuca się wszystkim w oczy. PIS gorączkowo chce przejść do opozycji lub celowo umniejszyć swą władzę, a ponownie aby jawić się Polakom jako ten, który chce, ale nie może, bo mu nie dają. I w tym celu tworzy liczne tematy zastępcze i rozdmuchuje opozycję sztucznie kreując problemy TK, aborcji... PIS toleruje przestępcze środowiska KOD, czy Palikota- Petru – posiadających faktyczny immunitet na swą antypaństwową działalność, bo to kreacja bezpośrednich animatorów samego Jarosława, a więc są te KOD ´y i Petry drugą stroną tej samej monety.
Facebook dzisiaj może nie tylko służyć Mossadowi i CIA jako sieć informacyjna, ale może odegrać rolę znacznie bardziej czynną, bo kreatywną nawet. Może kreować „Polaków” oraz ich zachowania a to tak, aby to potem skutecznie i głośno przed światem zwalczać.
FB to idealny środek dla prowokatorów, a nawet właśnie idealne środowisko do tworzenia „faktów medialnych”, które mogą być narzędziem a to prowokacji, a to siania fałszywych informacji na poziomie fałszywych flag, typu zamachy w Paryżu Charlie Hebdo albo w Nicei.
A powodów do obaw, że coś podobnego może się wydarzyć w Polsce jest wiele, a sam Marsz Niepodległości jest prowadzony przez osobników wysoce niewłaściwych.
Sama trasa przejścia marszu od śródmieścia na peryferie i to na Pragę ..„ na Pragie panie na Pragie, …zmiennik na mnie czeka”… jest wśród warszawiaków źle postrzegana. Dodatkowo – logistycznie - uczestnicy są przepędzani przez most, a i faktycznie pod osłoną nocy.
Jest to faktycznie scenariusz Wildsteina i żydów z Gazety Polskiej http://gazetawarszawska.com/pugnae/517-bezczelnosc-zydowska-zyd-bedzie-prowadzil-marsz , którzy po marszu w Śródmieściu 2011 przepędzili go z Centrum Warszawy na te nieciekawe przedmieścia, bo Warszawa to „Nasze miasto” – Warszawa ma być żydowska.
Do redakcji drogą poczty wewnętrznej przychodzi na ten temat dość sporo uwag, które możliwe też są i wysyłane do organizatorów marszu.
A nasze skromne kontakty z organizatorami - poprzez Twitter - w tej sprawie nie są zbyt ciekawe, a nawet nasuwające nam określone podejrzenia sugerujące, że przemarsz z centrum ma właśnie charakter ideologiczno-logistyczny zaplanowany przez wrogów Polski.
W końcu wszystkie marsze w świecie, które różne grupy czy społeczności prowadzą mają charakter triumfalny i wiodą do jakiego celu w sensie symbolu. I tak samo tu w Warszawie. Warszawa jest szczególnym miastem symbolem dla Polaków, i nie jest ona tylko stolicą, gdzie załatwia się interesy ze skorumpowanymi urzędnikami centralnymi, czy jeździ do roboty.
Warszawa jest miastem Narodu, symbolem upadku, ale i podniesienia się, miastem wypędzania mieszkańców na rubieże tego świata, ale miastem walki o powrót i zmartwychwstanie. Warszawa to miasto Niezwyciężone i symbolika wyjścia, opuszczenia miasta przez marsz jest faktycznie zbrodnicza wobec faktycznego etosu Stolicy.
I wiemy.
Car wypędzał Warszawiaków: była to kara za powstania, Niemcy wypędzili Warszawiaków za Powstanie Warszawskie, żydzi PRL`u wypędzali rodowitych Warszawiaków, a to na Śląsk, a to na Ziemie Zachodnie, a były to kary za wrogie postawy lub podobne. Tak! o wpędzeniach Warszawiaków ze Stolicy teraz nikt nie pamięta! Trwało to przez dziesięciolecia. W wersji brutalnej okres ten rozciągał się do roku 1956, a w wersji biurokratycznej do lat 80-tych. I pamiętać: Warszawa z ogromnym brakiem mieszkań miała liczne pustostany, które trzymane były jako rezerwa dla żydów z ZSRR, którzy przez ten cały okres powojenny sączyli się do Polski i w Warszawie zawsze znalazło się dla nich gotowe gniazdko. Takim żydem jest przecież Święcicki, którego żydowska matka przybyła z ZSRR i potem jako żydówka dała przywileje mieszkaniowe w Warszawie dla swego całego miotu.
Z wielu powodów to wyprowadzanie Marszu z Warszawy wywołuje w nas nie tylko niesmak, ale i gniew. Zauważmy, kiedy Marsz jest wypędzany z Warszawy jak Polacy za Cara, jak za Hitlera, jak za żyda Bermana, to swołocz Antify, KOD, u i innych zostaje w Centrum i tam będzie się panoszyć prze te dni.
Polacy z całej Polski, Warszawiacy zostaną symbolicznie – a co ma charakter duchowo-antropologiczny – wypędzani i rozproszeni w czeluściach praskich ulic z budkami z piwem i podobne. Jest to haniebne! Goście Marszu na przedpokojach Stolicy!
+
Jest to niestety świadectwo całego elementu szemranego, który przejmuje czołowe pozycje, wśród „narodowców”, „ONR-u”, „prawicy” etc. Jest to przemyślany proces sterowany odgórnie przez żydów i trwa to od lat. Np. „Stronnictwo Narodowe” od lat 90-tych jest przejęte przez element antynarodowy, nazwa SN jest zarezerwowana sądownie i ci „endecy” pilnują, aby nic się nie wydarzyło. Pomyślmy, jakie to przebiegłe, tyle złego dzieje się w Polsce, a „Endecy” siedzą cicho!
To wszystko razem jest bardzo niebezpiecznie i w ostatnich dniach kumuluje się w jakiś koszmar, horror, sytuacje nieprzewidywalną. Efekt zaś nieoczekiwanej kontrrewolucji wyborów w USA potęguje ryzyko odruchu bezwarunkowego u tej zagrożonej bestii, która boi się utraty kontroli nad Polską, a gwałtowne zamieszki przelew krwi jest dla niej dobrym pretekstem do pacyfikacji dzikich Polaków.
Pamiętamy dwa lata temu jak w trakcie marszu czoła pochodu – na wysokości Muzeum Wojska Polskiego” zamaskowani chuligani wypadali do przodu, robili burdy i z powrotem wskakiwali w szeregi kolumny marszu. Tamtymi awanturnikami byli ludzie sterowani przez kierownictwo marszu. A czy w tym roku ten Marsz jest organizowany przez innych? – to są ci sami!
Jakoś tak dziwnie się składa, że w tym roku mamy wysyp organizacji tradycji „polskiej ekstermy”, ale są to niestety fałszywcy: fałszywi ONR owcy, fałszywi narodowcy, fałszywi Endecy.
Ludzie zauważają to coraz wyraźniej, że są to fasadowe organizacje osobników nie mających nic wspólnego, ani z narodowcami, ani z ONR`em. Ten ostatni zaś to jakieś oszalałe kuriozum, które propaguje w świecie ideowych sabotażystów, albo idiotów jako „ONR-owców”, którzy w trakcie IIWS pomagali żydom. W ten sposób fałszują oni historię i narzucają młodym ludziom niewłaściwe wzorce. Młody Polak ma wierzyć, że ONR przedwojenny był przyjazny żydom i np. propagował jidysz, a jak nastała okupacja, to ONR-wiec narażał życie swoich dzieci i ciężarnej żony po to, aby uratować żyda. Który później - tak uratowany - jak tylko zobaczył czerwonoarmistę to od razu był gotowy z listą polskich burżujów, których należy rozstrzelać, a ich rodziny zesłać na Sybir. I takie właśnie umysłowe horrory propagują ci obecni „ONR-owcy”.
Tych wszystkich zobaczymy na pochodach i oby tylko na tym niesmacznym widoku się skończyło. Może bowiem dojść do tego, że pod znakami ONR, Falangi, SN etc. pojawi się ta szumowina, która dopomoże dokonać różnorakich prowokacji, a które Facebook przerobi na wielkie zbrodnie polskich faszystów, antysemitów i ksenofobów, podpalających miasto i szarpiących żydów za brody.
Niewątpliwie coś się szykuje, PIS będzie świętował poza Warszawą – ucieknie wzorem bandyty i dezertera Piłsudskiego, który też uciekł z Warszawy, Duda Chanukowy chyba też długo nie zabawi, wyjedzie do jakiejś wioski.
Nasza Ukochana Stolica będzie wystawiana na pastwę Kijowskich, Zandbergów, Palikotów Petru i podobnych.
Jak trzeba będzie to pojawią się majdaniarze ze wschodu i żydolewacy z Niemiec. Będą wszczynać burdy, dokonają podpaleń, a nie jest wykluczone, że zaatakują tyły Marszu po jednej stronie mostu, a przy zamkniętym zejściu z tego mostu na Pradze. Może dojść do masakry.
Musimy być uważni i wszystko filmować i materiały anonimowo ładować do sieci.
To ostani taki marsz.
+++
Marsz 2017 ma iść gwiaździście do Centrum pod Grób Nieznanego Żołnierza. Po drodze marsz od wschodu, od zachodu, północy i południa:
Przejdą koło Sejmu i tam zostawią swe straże,
Przejdą koło Pałacu Prezydenta i tam zostawią swe straże,
Przejdą koło Katedry Świętego Jana i tam zostawią swe straże,
Przejdą koło Urzędu Rady Ministrów i tam zostawią swe straże,
Przejdą koło Sądu Najwyższego i tam zostawią swe straże,
I o godzinie 12.00 Marsz Narodu odczyta Deklarację Wolności i wyłącznej Suwerenności narodów Lechickich w Polsce, Lechii.
- Od Ziemi Smoleńskiej, po ziemie Berlińskie, których nigdy nie zrzekliśmy się.
I Marsz ogłosi urzędnikom państwowym, że albo będąc sprawować wolę Narodu, albo zostaną surowo ukarani za zdradę. A straże stojące pod siedzibami władz, Katedry i Sądu pokażą doraźnie, że droga od trybunału do kary może być krótka.
To muszą te Dudy, Nycze, Szydły i inne podrzutki zrozumieć.
Marsz 2017 musi zdobyć Centrum i tam zapanować, a tolerancji dla obcych nie będzie!
In Christo
(-)Krzysztof Cierpisz
11-11-2016
+++
cor jezyk godz 16.10
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.06.23 17:47 Arald98 Polki to roszczeniowe suki

Wiecie co jest w Polkach najgorsze? Ich podejście do mężczyzn. Kontrast pomiędzy butnymi i roszczeniowymi Polkami a np. Azjatkami czy Arabkami jest szokujący. Opiszę wam pokrótce te subtelne różnice bo oprócz wielu Polek miałem też kilka Azjatek (Filipiny, Tajlandia, Wietnam) oraz kilka Arabek (Maroko, Tunezja, Egipt). Przeciętna Polka ma takie podejście - 'wystarczy to, że jestem, nie muszę nic robić ani się starać, Ty się wszystkim zajmiesz, a jak nie to inni czekają w kolejce aby Cię zastąpić'. Wychowani wśród takich kobiet uważamy to za normę i dopiero obcowanie z niewiastami z innych kręgów kulturowych otwiera nam szeroko oczy. Wg Polki to mężczyzna ma wszystko robić, organizować wolny czas, wymyślać randki, starać się, a ona ma prawo go kompletnie olać, wyśmiać lub wyszydzić. To normalne, że można odrzucić czyjeś zaloty, ale Polki bywają bardzo przykre, gdyż przywykły do bycia podrywanymi i gdy podejdzie do nich przeciętny stulejarz to nie mają skrupułów aby zmieszać go z błotem. U Azjatek czy Arabek to nie do pomyślenia - tam jeśli mężczyzna interesuje się kobietą to nie zostanie przez nią wyśmiany i nie zostanie mu postawiona lista niemożliwych do zrealizowania oczekiwań. Jeśli jej się nie spodobasz to i tak porozmawia z Tobą długi czas w milutki sposób po czym powie, że jednak nie, przykro mi. I rozumiesz, takie jest życie. Arabki czy Azjatki są bardzo otwarte, uważają, że mężczyzna może zaraz zmienić zdanie i zainteresować się inną więc same będą prowadziły rozmowę, zapraszały w ciekawe miejsca, zalotnie się uśmiechały, zabiegały o Twoje względy, bo w tych kulturach kobiety szanują mężczyzn.
Największe różnice widać jednak w bliższej relacji - czułość, seks, wspólne życie. Polka nie powie wprost, że chce uprawiać seks, bo wychodzi z założenia, że to Ty masz się domyślić, że tego pragnie dając jakieś dziwaczne sygnały. Ok, to nawet nie jest wielki kłopot, bo co bardziej kumaty gość wie kiedy atakować, ale problem pojawia się chwilę później. Większość Polek w łóżku po prostu leży jak kłoda i uznaje, że to powinno mężczyźnie wystarczyć, bo to on ma się wszystkim zająć. Co gorsza, Polki nie są wyuzdane, często nawet nie rozbierają się do końca przy mężczyźnie, nie akceptują seksu oralnego, analnego lub pozycji górnych. Seks z Polką wygląda zatem tak, że całujecie się, ona zdejmie tylko spodnie i powie 'wejdź we mnie' a Ty oczywiście to robisz, bo Twoje ciało tego pragnie, jednak od strony psychicznej nie jesteś w 100% usatysfakcjonowany. Ona leży jak kłoda, a Ty pracujesz w pocie czoła, ona ma zaciętą minę i ledwo co jęczy bo przecież nie wypada by sąsiedzi słyszeli, a Ty masz ją jeszcze trzymać za cycki, ona myśli tylko o sobie po czym kończysz i to tyle - krótki pocałunek, przytulenie, można iść spać. Jeśli Polka obudzi się pierwsza to będzie bawiła się telefonem, telewizorem albo po prostu Cię obudzi abyś wstawał bo się nudzi i spyta 'co mi zrobisz na śniadanie?' tak jakby to był Twój obowiązek, śniadanie do łóżka dla księżniczki. A wierność? Polki zdradzają jak popadnie, uważając, że to normalne. Ciężko im zaufać. Arabki czy Azjatki nigdy nie zdradzają swoich mężczyzn, są wierne jak owieczki. Mój pierwszy kontakt z Arabką był dla mnie szokujący.
Wiedziałem, że one chodzą w tych swoich tunikach tylko po mieście a w domu po kobiecemu, ale nie przypuszczałem, że są aż tak liberalne seksualnie i takie kochane. Arabka potrafi sama rozpocząć seks, zawsze rozbiera się do naga, dla niej seks oralny czy pozycje górne to coś zupełnie normalnego, bierze też w pupę, podczas seksu jęczy tak głośno ile decybeli dał jej Allah. No i te nastawienie. Arabka ciągle patrzy Ci w oczy z pożądaniem, bawi się seksem, jest czuła, mówi Ci miłe rzeczy, dba o to by było Ci dobrze, a po wszystkim całuje Cię, przytula i mówi jak było super. Jeśli z rana Arabka obudzi się pierwsza to będzie leżała nieruchomo i czekała aż się obudzisz, przywita Cię soczystym buziakiem i spyta 'co książę życzy sobie na śniadanie :) ?', po czym podajesz jej jadłospis, a ona pójdzie do kuchni i.. nie, nie, nic bardziej mylnego, zanim pójdzie to jeszcze zrobi Ci pieniężnego loda połykając Twe nasienie i dopiero uśmiechając się pomknie w stronę kuchni aby przygotować jajecznicę czy co tam sobie życzysz. I tego właśnie pragnie każdy mężczyzna, nie wiecznych wymagań i roszczeń, a właśnie takiego podejścia, po którym od razu chce się żyć, chce się starać, dać jej szczęście, następnym razem zrobić śniadanie. Azjatki są takie same, zwłaszcza w Wietnamie obsługiwały mnie jak białego boga. Żeby nie było, że generalizuję - oczywiście, że są Polki, które są 'normalne' w tych kwestiach, miałem kilka takich i to są złote kobiety, narodowy skarb, ale one same często mi mówiły, że gdy rozmawiają z koleżankami na te tematy to koleżanki mówią, że nigdy nie robią loda, nie skaczą, nie robią śniadania, że 'facet' ma się o wszystko starać, inicjować tematy rozmów i atrakcje bo ona jest księżniczką. Większość Polek to porażka w tych kwestiach. I tak, zdarzają się też 'świętojebliwe' Azjatki czy Arabki, ale jeśli wszystko uśrednimy to Polki się do nich nie umywają. Roszczeniowe suki to zbyt mocne słowa, ale naprawdę rozumiem Polaków, którzy biorą sobie za żony wschodnie kobiety.
submitted by Arald98 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2018.05.16 01:28 koops6 Satanista

SATANISTA
Kilka lat temu poszliśmy ze znajomymi do klubu. Było nas dość sporo, każdy miał wolne bo to dzień po świętach bodajże, mieszana grupa. Zabalowaliśmy hardkorowo, było już pewnie koło 3 w nocy, każdy ostro nawalony i w zasadzie to mieliśmy już kończyć ten jakże uroczy wieczór i rozchodzić się do domów.
Jednak wtedy mój dobry ziomek oznajmił że spotkał w klubie swojego kumpla, mega kolesia którego musimy poznać bo jest zajebisty i chce nas zabrać do siebie na domówkę. No git, przedni pomysł.
Jednak nim powiem coś więcej to muszę Wam wytłumaczyć w paru zdaniach jakim człowiekiem jest tenże mój kolega (którego na rzecz tego fanpage będziemy tutaj zwać DŻONY SNAJPER, bo tak ;d). Otóż Dżony jest całkiem inteligenty, możesz z nim pogadać na wiele tematów, może nie jest super ekspertem ale w każdy zna chociaż powierzchownie, ma własne zdanie itd.
Ale ... jest też patosem w chuj ;D Może nie takim co biega po ulicy, wali typów z bara, zaczepia kobiety itd ale jest takim konkretnym, specyficznym patosem że nawet wszystkie "mordeczki" w naszym mieście go na swój sposób respektują - bo nie ma to jak biegać po mieście nago po naćpaniu się koki, co nie ? xD Albo nachlać się absyntu i udawać wężosmoka w centrum handlowym.
No i ogólnie kolo jest dość znany i lubiany czy to w środowisku niedorozwiniętych uśmiechających się szkorbutem i parujących fetą zwierząt, czy też normalnych ludzi - z każdym znajdzie wspólny język i temat - czy to z nerdem, czy ze studentką filozofii czy z typem co wyszedł z paki w ktorej siedział 20 lat za zajebanie swej rodziny - i co więcej każda z tych osób zapała do niego sympatią.
Dżony Snajper ma niestety pewne dwa minusy - po pierwsze nie zna słowa "dość" gdy chodzi o imprezowanie, a po dwa ... cóż, ciężko to wyjaśnić ale on gloryfikuje patologię. Sam z niej nie pochodzi ale lubi z takimi przebywać, wydaje mi się że naoglądał się za małolata filmów w stylu Trainspotting i zakochał się w zyciu żyjących poza system samobójców.
Tylko że w filmach tacy ludzie mają ideologię, są inteligentni, mają zasady - a w prawdziwym zyciu są oni często ścierwem najgorszego sortu - co z tego, Dżony po pijaku bawi się z takimi, zaprosi takich do domu, wpuści na imprezę przy ogólnym niesmaku towarzystwa. I nie widzi że naćpany typ którego wpuścił nie umie sklecić dwóch zdań, a oczami biega po mieszkaniu z nadzieją że coś ukradnie albo zgwałci - nieee, w jego oczach ma przed sobą buntownika o wolność i deptanie norm narzuconych przez zaśniedziałe społeczeństwo.
Cóż, teraz więc wiecie czemuż to po oznajmieniu mi przez Dżonego Snajpera że spotkał "świetnego kolesia którego musimy zapoznać i weźmie nas na swą domówkę o 3 nad ranem" byłem w zagwozdce niczym prawdziwy hazardzista - albo czeka mnie dziś jakaś świetna, szalona impreza którą zapamiętamy na resztę życia albo znajdę się otoczony wyrzutkami których nie chciano nawet w więzieniu.
Decyzję trzeba było podjąc natychmiast bo akurat mieliśmy opcję podwózki i jeżeli nie zdecydujemy teraz to dupa, bo "świetny koleś" jedzie teraz i jak się nie zabieramy to nie czeka na nas bo na domówkę mu spieszno. Moja grupa była w stanie nietrzeźwości i późno-nocnego niezdecydowania tak więc Dżony Snajper utkwił oczekujące spojrzenie we mnie, i wiedziałem że to moje zdanie i ma odpowiedź przeważą w naszych dalszych losach.
Żałując ze nie było mi przed odpowiedzią chociażby zerknąć na "świetnego kolesia" postawiłem wszystko na jedną kartę i rzuciłem "No kurwa, jasne że jedziemy."
Dżony Snajper uszczęśliwiony pobiegł w tłum kłębiący się w klubie i za chwilę przyprowadził swojego znajomka - i tak oto poznałem Satanistę.
I wtedy też dotarło do mnie jak złą decyzję podjąłem.
Cóż tego że była zła i znalazłem się w patologii to pewnie się domyślacie, bo inaczej bym tego nie opisywał tutaj, prawda ? Opis Satanisty i jego domóweczki wieczorem albo jutro - ciao bambino, ciąg dalszy nastąpi !
Dżony Snajper przyprowadził "tego świetnego kolesia którego musimy poznać". Był to wychudzony, powykręcany od fety typ z mordą który świadczyła jednocześnie o tym że jest i lamusem jak i patogenem. Wyraz twarzy z kolei świadczył o tym że sam ledwo ogarnia.
Wyszliśmy przed klub, szybka rozkmina kto idzie a kto nie. Dżony wrócił się do wnętrza lokalu, znaleźć i wypytać resztę ekipy o to czy chcą iść na tę domówkę. Wszyscy mieli dość ciężki przekaz, jedna z koleżanek była tak napierdolona że trzeba było ją praktycznie nieść. Znajomi próbowali ją ogarnąć a ja tymczasem stałem ze "świetnym kolesiem".
On tymczasem, mimo iż był konkretnie najebany, łaził w te i we wte (pewnie przez fetę), rozkładając chude łapsa na boki, tak że mógłbym mu pomiędzy ramię a brzuch wsadzić łeb a jeszcze ktoś koło mnie by się zmieścił. Wyciągnął telefon i puścił jakiś rap na cały regulator.
Czekamy na Dżonego, zaczynam się wkurwiać i żałować decyzji. Nagle nasz nowy towarzysz mnie zagaduje :
Spojrzałem na niego lekko zaskoczony, nie bardzo wiedząc jak skwitować te wyznanie. Na szczęście nie musiałem bo zaraz sam się odezwał ponownie.
Dopiero wtedy sczaiłem że z jego telefonu rzeczywiście rozlegają się utwory Słonia. Wiecie, zapewny gdyby on powiedział mi o tym sataniźmie dzisiaj czy pół roku temu to od razu zrozumiałbym że to przez bycie fanem Słonia. Jednak to było kilka lat temu, Słoń wydał dopiero jedną czy dwie płyty, nie był tak znany i na topie, tak więc nie skojarzyłem faktów od razu.
W sumie to zabawne, jeszcze niedawno każdy pseudofan hip-hopu wyzywał "brudasów" od satanistów a teraz sam dumny się tak zwie (przez "brudasa" mam na myśli metalowca, nowe pokolenie pewnie słysząc "brudas" myśli teraz o Muzułmanach ;D).
"Satanista" łaził w prawo i w lewo, wożąc się i machając chudymi łapkami, cały czas nakurwiając na full muzę.
Chwila ciszy. Widzę że nie ogarnia. Nagle ni z gruchy ni z pietruchy.
Zawył. Kilka wychodzących z klubu grupek nie zwróciło uwagi, inni się śmieli lub przyspieszyli kroku. Parę osób krzyknęło do niego coś w stylu "Stul tę pizdę lamusie !"
A mnie zaczęła odchodzić ochota podążenia na tę "domówkę". Chociaż wciąż po cichu miałem nadzieję że typ nie okaże się patologią (to znaczy : poza tym że umysłową) a będzie jedynie bananem który pozuje na rąbniętego chłopaka z ulicy by wyglądać "groźnie" a na chacie będzie normalne party pełne spoko ludzi którzy mają go w dupie i po prostu korzystają z wolnej chaty tego podludzia.
Nie byłby to pierwszy raz.
Objął mnie ramieniem i poklepał. Parował fetą i pachniał potem.
Dżony i reszta ekipy wyszli. Podjechały nagle jakieś dwa auta, jak się okazało oba prowadzone przez znajomych Dżonego.
Szybka piłka kto jedzie na tę domówkę Satanisty, kto zostaje w klubie, kto idzie do domu. Ludzie mają ciężki przekaz, schodzi się, kierowcy się niecierpliwią. Satanista jeszcze kilku osobom powiedział że o tym kim jest, i jeszcze kilka razy zapytał dlaczego (okazuje się że to dlatego że słucha Słonia, dacie wiarę ?) .
Finalnie wypadło na to że poza gospodarzem jadę ja, Dżony Snajper, nasz w miarę trzeźwy kumpel który podobnie jak ja miał minę w stylu "pożałujemy tego", nasz inny kumpel który był na granicy wyjebania się na pysk z przepicia, oraz dwie koleżanki - jedna najebana jak Meserszmit oraz druga która była dość ogarnięta i chyba jechała z nami bo włączyło jej się w głowie że musi porobić nam za niańkę.
Wsiedliśmy do aut, koledzy Snajpera byli na tyle mili (lub w niego zapatrzeni) że obaj przyjechali o 3 w nocy tylko po przerzucić jego (a także i nas) z jednego końca miasta na drugi. Debile albo dobrzy przyjaciele.
Usadowiliśmy się w autach i jedziemy. Niestety byłem w tym samym aucie co gospodarz czekającej nas imprezy, tym samym musiałem słuchać pewnego dialogu o jego upodobaniach religijno-muzycznych (możliwe że Wam wspominałem ?) który powtórzył każdemu, w tym kierowcy, minimum 3-5 razy.
Gdy auta wjechały do dzielnicy armeńskich imigrantów wiedziałem już że moje nadzieje o normalnej imprezie są jednak mrzonką.
Dotarliśmy w końcu na miejsce - obskurna dzielnica do której lepiej się nie zapuszczać, no chyba że w czołgu. Wysiedliśmy, ekipa siedmioosobowa licząc z Satanistą. Pomogliśmy wyjść koledze i koleżance którzy już niedomagali. Dżony zamienił parę słów z kierowcami i obaj się zwinęli, a ja zacząłem żałować że nie odjechałem z nimi.
Satanista tymczasem zaczął nas prowadzić - szczerze mówiąc to zdziwiłem się że czeka nas dłuższa podróż z buta bo najbliższe budynki zdawały mi się przeznaczone co najwyżej do rozbiórki. Już miałem zapytać Satanisty czemu nie kazał nas podwieźć pod swój blok/dom tylko zostawić nas w tej opuszczonej okolicy, kiedy, pogłębiając me zdziwienie, wszedł on do jednej z rozpadających się kamienic.
Wymieniłem znaczące spojrzenie z trzeźwym kumplem i trzeźwą koleżanką. Wzruszyli ramionami. Nie uszło to uwadze Dżonego Snajpera i wydawało mi się że on sam jest zakłopotany sytuacją w którą nas wciągnął. Pozostałym towarzyszom - czyli idącym niemal na czworaka kumplowi i kumpeli było wszystko jedno.
Po wejściu do klatki schodowej okazało się budynek z pewnością nie jest opuszczony - zewsząd dobywały się dźwięki patologii - wrzaski, wyzwiska, płacze dzieci, ujadanie psów, dźwięki których określać nawet nie mam zamiaru, oraz muzyka najgorszego sortu wydobywająca się z bardziej pierdzących aniżeli grających urządzeń. Gdzieś z głębi dobywała się muzyka - sądziłem że to na ta cała wspomniana domówka Satanisty.
Jednak okazało się że nie - minęliśmy dziurawe drzwi które nie tłumiły dźwięków imprezy (dziura w drzwiach nie była nawet niczym zakryta i można było spokojnie wsadzić tam głowę i ujrzeć dantejskie sceny dziejące się w środku) i ruszyliśmy na górę. Było ciemno, więc szliśmy po omacku, drewniane schody skrzypiały, wielu z nich brakowało. Były niesamowicie strome. Moja koleżanka, ta trzeźwiejsza, potknęła się w pewnej chwili ale złapałem ją za dłoń. Wiedziałem że gdyby dało sie cokolwiek dojrzeć to wysyłałaby mi oczyma bezgłośny sygnał "WYPIERDALAJMY STĄD, I TO JUŻ." Zamiast tego wbiła mi nagle paznokieć w przegub - znamy się na tyle że była to zrozumianym przeze mnie zamiennikiem.
Cóż, szczerze mówiąc nie miałbym nic przeciwko opuszczeniu tego miejsca - wręcz pragnąłem tego. I nie oponowałbym by oznajmić to przy Sataniście, mniej lub bardziej umiejętnie kryjąc oczywiste tego powody. Wiedziałem natomiast dwie rzeczy : A - Reszta ekipy ma słabą wolę i wystarczy jedno słowo Dżonego znaleźli się pod jego czarem i by ochoczo szli z nim choćby do chlewu, ciesząc się z nadchodzącej przygody. B - Dżony będzie nas namawiał, święcie wierząc że patologiczni ludzie skrywają w swych sercach dobro i jakąś tajemniczą, mistyczną mądrość, którą cuchnący niedorozwój się z nami podzieli pijąc wódkę, a my doznamy objawienia i obalimy system.
Stwierdziłem że wejdziemy a za pół godziny zacznę dawać sygnały mądrzejszej i trzeźwiejszej części ekipy że robimy sprytną ewakuację. Dżony niech zostanie i zdycha na dżumę jeżeli tak mu się to podoba.
Weszliśmy na, jak zdawało mi się, najwyższe z pięter tej parodii przedwojennej kamieniczki. Okazało się że przed nami stanęły jeszcze jedne schody - strome, pionowe wręcz niczym drabina. Wyglądało to tak jakby na najwyższym piętrze ktoś dobudował "izbę" jak pawlacz, bo mieszkań mało a trzeba upchnąć całą patologię.
Jakiś cudem cały orszak wlazł tam i nikt, nawet ci ledwie trzymający się na nogach nie zrobili sobie krzywdy.
Stanęliśmy przed popękanymi drewnianymi drzwiami. Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, poza tym w tym miejscu klatki wpadało nieco światła z zewnątrz, także mogłem obserwować Satanistę. Myślałem że wyciągnie klucz ...
... okazało się że nie. Wsadził rękę do wybitej dziury w drzwiach. Zamka do drzwi nie było. Gmerał tam przez chwilę. Nagle zawył KURWO JEBANA. Zaczął szukać czegoś na podłodze. Podniósł coś co wyglądało na mały metalowy albo drewniany hak. Wsadził go w tę dziurę i zaczął ponownie gmerać aż usłyszeliśmy jakieś dziwne metalowe kliknięcie a drzwi się otworzyły. Zweryfikowałem swe plany : "pół godziny to za wiele, pieprzyć konwenanse, spierdalamy za 5 minut".
Nadzieja matką głupich. Jeżeli po wejściu do kamienicy miałem jeszcze jakąkolwiek nadzieję (chyba tylko przez upojenie alkoholowe) to widząc jak Satanista otwiera drzwi za pomocą haka którym grzebał w dziurze - porzuciłem resztki tejże nadziei i uznałem że nic co dojrzę wewnątrz nie zdoła mnie już zaskoczyć.
Gdy weszliśmy, gospodarz zapalił lampkę - więc jednak, pomimo ciemności na klatce, do kamienicy musiał być podłączony prąd (chyba że działała na baterie, nie przyjrzałem się). Pokoik, a raczej izbę oblało na tyle światła że można było od biedy nazwać to co nastało "półmrokiem".
Pokoik miał może z 4 na 5 metrów. Co (jednak !) mnie zaskoczyło to to że nie było żadnych drzwi. Nic, nada. Nawet drzwi prowadzących do jakiegoś kibla - uderzyło mnie to od razu. Ot, dziurawe drzwi którymi weszliśmy oraz duże okno naprzeciwko nich. Ten pokoik stanowił zarazem całe mieszkanie.
W pokoju znajdowały 3 (oddalone od siebie na tyle ile się dało) łóżka-barłogi. Pośrodku stał mocno odrapany stolik, pełen dziur, pozasychanych (chyba) glutów i pozdzieranych naklejek które pamiętały jeszcze pewnie komunę. Jedyną rzeczą która była tutaj nowa była wielka plazma (orzechy przeciwko diamentom że kradziona ?) ktora jednak stała na wysokości kolan, na drewnianym czymś co zapewne było kiedyś taboretem. Sam telewizor nosił na sobie ślady które widać było nawet w półmroku - jakby by jakiś czas temu obrzygany albo oblany a nikt nie zadał sobie dostatecznie wiele trudu by wyczyścić go bardziej aniżeli "z wierzchu".
Tyle dojrzałem w tym półmroku. Nie dostrzegłem wtedy nawet że w najdalej oddalonym barłogu ktoś śpi pod kocami.
"Cóż, nie jest tak źle" - pomyślałem wtedy - "Mam co najmniej dwoje sprzymierzeńców, trzeźwego kumpla i trzeźwą kumpelę. Kiedy powiemy zaraz że czas spierdalać z tej jakże zacnej domówki to oni od razu mnie wesprą. Tamta pijana dwójka będzie się upierać żeby posiedzieć (z lenistwa i pijaństwa) ale zaciągniemy ich. Dżony Snajper będzie udawał zaskoczonego ale też się nie będzie się opierał widząc gdzie my jesteśmy. Satanista z kolei mnie nie obchodzi.
Cóż i tak pozostaje się cieszyć że nie znaleźliśmy się wśród 20 wytatuowanych i zaćpanych koksów."
Usiedliśmy na łóżku blisko drzwi. Ja, moi trzeźwy i nietrzeźwy kumple. Obok walnęliśmy tę nawaloną koleżankę. Ta trzeźwiejsza kucnęła obok nas - nie chciała nawet siadać. Dżony jako jedyny usiadł z gospodarzem, chyba tylko po to by nie było głupio że wszyscy się gnieżdża z dala od niego.
Sataniście to jednak i tak nie przeszkadzało - feta, albo coś innego, dało o sobie znać - znów puścił z telefonu Słonia i wożąc się, porykując coś pod nosem łaził w kółko gibając sie jak Indianie w bajkach gdy tańczą wokół totemu.
Dżony walił jakieś niemrawe żarty by rozluźnić atmosferę. Satanista porykiwał śmiechem, tak samo mój pijany kumpel. Koleżanka która zgasła też chichotała od czasu do czasu, gdy coś do niej dotarło. Ci trzeźwi odpowiadali mruknięciami i półsłówkami. Było już jasne że TO jest ta cała "świetna domówka świetnego koleżki", a poza nami to gospodarz jest jej jedynym gościem.
Wysłałem Dżonemu wkurwione spojrzenie. Gdy spojrzał mi w oczy z drugiego końca pokoju, odpowiedział mi spojrzeniem, który przez wieloletnią znajomość zrozumiałem jako "no co ?".
"Ty już kurwa wiesz co" - wsadziłem telepatyczny przekaz w me spojrzenie i nić znajomości. Wzruszył ramionami.
Trzeźwa koleżanka zapytała czy wyjdę z nią na dwór na fajkę. Satanista od razu że tu można palić - jasne, przecież kurwa widzimy że pety leżą po całej podłodze. Ona jednak że chce wyjść na dwór w jakimś celu, chce pogadać. Wyszliśmy.
Na zewnątrz oznajmiła mi tylko że już tam nie wraca, że zamawia taksówkę i spierdala. Bała się, brzydziła - nie winiłem jej nawet za to że zostawia mnie tam. Dobrze wiedziałem co jest grane : my się będziemy męczyć i czekać aż ci pijani zdecydują się pójść stamtąd, oczywiście zbyt najebani by zrozumieć że to jedyna opcja którą rozpatrzył by każdy normalny człowiek. A nawet jeżeli zacznie to do nich docierać to Dżony będzie pierdolił że jest przecież fajnie a ci idioci będą wierzyć, nie wiedzieć czemu ulegając jego krasomówstwu.
Zapytacie pewnie - czemu nie napisać sms'a temu trzeźwemu kumplowi co został i nie odjechać we trójkę ? Odpowiedź jest prosta : zostawilibyśmy w patologii, poza Dżonym i tym pijanym kumplem - tę nawaloną do nieprzytomności koleżankę.
A nie ufałem tym dwóm na tyle by ją z nimi pozostawić. Wiedziałem że w popartej alkoholem naiwności gdy będą się zbierać to są w stanie ją zostawić tam, wierząc w słowo Satanisty że nic jej przecież nie będzie.
Wyobrażacie sobie co by się stało z upitą do nieprzytomności dziewczyną z dobrego domu gdyby została całą noc w takim miejscu, w łóżku naćpanego gnoja ?
Tak więc widzicie, sytuacja nie była zabawna. Podjechała taksówka, moja znajoma przeprosiła mnie po raz kolejny, wymusiła kolejną przysięgę że za nic nie zostawię tamtej i odjechała. Zapewniłem że nie mam jej tego za złe ale jednak, gdy odjechała, poczułem ukłucie żalu, odtrącenia i złości. Wróciłem na górę, pozbawiony jednego z dwóch sprzymierzeńców.
Znów pieprzony, odpowiedzialny ja, na którym można wymusić zadbanie o kogoś.
Gdy wlazłem na górę zobaczyłem całkiem "przyjazną" atmosferę - Dżony opowiadał jedną z niesamowitych opowieści ze swego życia. Obaj moi kumple zaśmiewali się do łez. Satanista nadal robił kółka, robiąc "tubę" z dłoni dla telefonu i też się czasem śmiał, choć nie wiem ile rozumiał. Nawet ta pijana dziewczyna zaczynała nieco kontaktować - chichotała a powieki były półprzymknięte. Dobry znak.
... złym znakiem było to że ten mój pijany kumpel pił inne piwo niż te z którym wszedł. Jego piwo, w puszce, stało koło jego nogi. Pił piwo butelkowe ... które jak zauważyłem musiało stać już niewiadomo ile w tym syfie i robiło nawet za popielniczkę bo pływały w nim pety. Miałem odruch wymiotny ale powstrzymałem się od rzygania. Delikatnie wyciągnąłem mu piwo z dłoni, udając że chce łyka, a tak naprawdę podmieniłem tę popielniczkę na jego piwo. Nie poinformowałem go. Przy odrobinie szczęścia nie złapie HIVa.
Usiadłem. Korzystając z tego że Dżony nadal opowiada powiedziałem dyskretnie trzeźwiejszemu kumplowi że zara bierzemy tamtą laskę choćby na plecy i wypierdalamy, z chłopakami albo bez.
Pokiwał ochoczo głową. Zrobiło mi się lepiej.
Niestety, najgorsze miało dopiero nadejść. Rozluźniłem się. Siedziałem między moimi dwoma kumplami, Dżony naprzeciwko a Satanista łaził po pokoju jak Indianin. Kumpela która została wpółdrzemała koło nas. Zrobiło się zabawnie, dodatkowo raczyłem się świadomością że niedługo bez problemów schodzimy na dół i wsadzamy dupska w taxi.
Postanowiłem wykorzystać tyle ile się da z tej nędznej sytuacji i oddać się zajęciu które lubię - ponabijać się z idioty. No bo w końcu Idioci to podludzie. Głupotę należy tępić., prawda ?
No i mam z bliskimi kumplami taką ... "zabawę". Jak zauważyliście ostatnio w modzie jest że różne ziomeczki odzywają się do siebie nawzajem per "mordo" albo "prawilniaku". No to my se robimy z tego jaja i przykładowo, dzwoniąc do kumpla, mówię do niego "No siema Prawilny Ryju" albo "Harda Paszczo" i tym podobne, aż do absurdu
I postanowiłem tytułować tymi imionami Satanistę. Wiedziałem że nie bardo będzie wiedział o co chodzi a moi kumple będą z tego zlewać. Satanista chrzani coś tam w stylu "Przybiłem kiedyś piątkę Eldo" albo "Raz zajebałem w nos dwie sztuki naraz, sam". A ja na te jego teksty odpowiadałem :
"No nie no, strasznie Prawilna z Ciebie Ryjówka" albo "Jesteś Najszpachwinniejszym z Dobrych Chłopaków Co Nie Sprzedają".
Tytuły robiły się coraz dłuższe i głupsze. Moi kumple, w tym Dżony, parskali śmiechem. Satanista był lekko zagubiony ale ... po każdym z moich komentarzy potrafił przybić mi piątkę i po krótkim przetrawieniu informacji zakrzyknąć "NO KURWA ! A JAK ! JEBAĆ KSIONDZÓW MORDO!"
Trwało to przez dłuższą chwilę, było nawet zabawnie. Miałem już zarządzać wyjście, kiedy nagle ktoś otworzył drzwi z kopa. Do wnętrza wpadła odziana w ortalion dziewczyna z nadwagą. Na mordzie pisała się agresja i głupota. Lat mogła mieć 20, a mogła 30 - przećpana i przepita facjata nie pozwalała dokładnie określić.
Miałem okazję oglądać pato-gatunek w środowisku naturalnym. I widziałem że wszyscy, nie wyłączając Dżonego Snajpera, jesteśmy zagubieni. W zachowaniu Satanisty i Grubej nie było niczego ludzkiego, niczego z czego normalny człek mógłby wywnioskować co się dzieje.
Zakładałem że sytuacja jest raczej nerwowa - ona stała w drzwiach zdyszana i rozczapierzona. On zastygł bez ruchu w połowie tego swego indianskiego tańca i patrzył na nią z otwartą mordą i miną przyłapanego dziecka. Stali naprzeciw siebie jak zwierzęta, który niby żyją w jednym stadzie, ale wciąż istnieje w nim walka o dominację.
"No co ?" - Bąknął. "CO SIĘ ODPIERDALA ?" - zawyła na niego. "niiic ... pijemy ..." - odparł.
Wyciągnęła zza pazuchy piwsko i usiadła z nami. Ot tak po prostu.
Kurwa mać. Co to było ? Myślałem że to jakaś sąsiadka której przeszkadzały rozmowy nocną porą (mimo darcia japy w całej kamienicy). Że to jakaś zaćpana agresywna mieszkanka. Że to jego współlokatorka, siostra, dziewczyna, który zrobiła sobie z nas jaja. Ale nie, nie otrzymaliśmy wyjaśnień. Ot, normalne zachowanie patologii. Usiadła i zaczęła, jak każdy niewychowany człowiek opowiadać coś o jakimś typie co ją wkurwił. Co chwila "zajebaniec zajebany" "ten chuj" itd. Żłopie to piwsko i opowiada. Chuj że nikt z nas nie wie o co chodzi ani kim ona w ogóle jest. Jeszcze żeby ona mówiła to tylko do Satanisty, ale gdzież tam - ona jeszcze do nas, co parę zdań opowieści "rozumiesz to kurwa jaki chuj?". Kiwałem głową gdy akurat pytała mnie, ale tak naprawdę nie rozumiałem bo po pierwsze nie słuchałem, po drugie mówiła nieskładnie a po trzecie nadal byłem w szoku po jej wtargnięciu.
Wejście Grubego Smoka miało jeszcze jedną konsekwencję : na najdalszym z barłogów coś się poruszyło - okazało się że spał tam jakiś niezauważony dotąd okolo 40letni mężczyzna. Rozejrzał się zaskoczony a po chwili jakby lekko zrezygnowany ale i wkurzony obecnością nieznajomych wstał. Spał w spodniach i koszulce, miał na sobie nawet buty. Nie był duży ani napakowany ale miał w wyrazie twarzy coś takiego że podświadomie wiedziałeś że nawet będąc trzykrotnie większy od niego nie powinieneś go zaczepiać.
A poza tym przeciwieństwie do Satanisty i Grubej ten Koleś miał w oczach inteligencję.
Satanista również i jego nie przedstawił. Mruknął mu cześć a my poszliśmy jego przykładem. Ten odmruknął coś, usiadł na łóżku i wyciągnął spod niego otworzonego już wcześniej Kasztelana. Najbardziej rozdarta osoba, czyli Gruba, pytała go o jakieś bzdury drąc mordę HEHEHE CO KURWA RUCHAŁES ŻE SIĘ SPAĆ CHCIAŁO CHYBA HEHEHEHEH. Koleś odpysknął jej coś pod nosem i nie zwracał na nią więcej uwagi, także zaraz i ona przestała.
Po pięciu minutach ja i mój trzeźwy kumpel zarządziliśmy wyjście. Dżony i Pijany Kumpel się ociągali, koleżanka jęczała w półświadomym sprzeciwie - jednak i tak zaczynali się zbierać. Zadowolony widziałem że koniec tej wielkiej pomyłki już w zasięgu ręki.
Nagle Rozbudzony Koleś, który tlił szluga i popijał swego Kasztelana odezwał się.
(Mnie już nawet nie zdziwiło że kolejna patologia go dobrze zna)
Nastała ciężka cisza, nawet Gruba się zamknęła. Od razu połapaliśmy się że chodzi o te "ryjówki" itp. Dżony zaczął coś niemrawo tłumaczyć, zganiać winę na ogół itd.
Koleś spojrzał jednak na mnie i powiedział "To Ty ?"
"No tak, ja."
Patrzył na mnie chwilę w ciszy paląc papierosa. Cisze można było już kroić nożem. Po chwili rzekł "Dobra beka stary" i uśmiechnął się.
Każdy jednak wiedział o co chodzi. To było celowe - facet był na tyle inteligenty że wiedział że zasieje w każdym przez chwilę ziarno niepokoju. Nie był niegroźnym głuptasem jak jego znajomkowie.
"Posiedźcie sobie z nami jeszcze, mam bimber, z chęcią go otworzę i was poczęstuję."
Mialem zaoponować, tym bardziej że to brzmiało bardziej jak rozkaz niż zaproszenie, ale Dżony i Satanista ucieszeni tą wielką zgodą która nastała zaczęli wiwatować. Mój pijany kumpel dołączył do nich. Koleżanka znowu zasnęła.
Spojrzałem na mego trzeźwego kolegę. Wzniósł oczy do nieba. Sytuacja która już tak ładnie się rozwinęła znów zaczęła wyglądać beznadziejnie.
40latek pogrzebał chwilę pod łózkiem i wyciągnął mocno sfatygowaną butelkę po litrowej wodzie mineralnej. Przezroczysta zawiesin która ją wypełniała była zapewne tym wspomnianym bimbrem.
Zacząłem obmyślać plan który pozwoli grzecznie ale stanowczo odmówić spożycia oraz opuścić ten lokal wraz z kolegą i nieprzytomną dziewczyną - niemniej jednak podświadomie czułem że obudzenie się tego starszego faceta będzie przeszkodą cokolwiek bym nie wymyślił ... Zgred łyknął solidnie bimbru, po czym podał go reszcie patologii - Sataniście i Grubej. Nie zdziwiło mnie że również i oni ochoczo pociągnęli ze sfatygowanej butelki po Muszyniance, tak samo jak nie zdziwiło mnie że Dżony Snajper i mój pijany kumpel równie chętnie przyłożyli do niej usta.
Sam bimber mnie nie odrzucał, brzydziłem się raczej myślą dotykania wargami czegoś co dotykały wcześniej te zwierzęta i leżało tutaj Bóg wie ile, służąc być może wcześniej za toaletę (przypominam, w tej izbie nie było nawet łazienki a nie sądziłem by za każdym razem te opijusy biegały z samej góry do jakiegoś wychodka na zewnątrz - oczami wyobraźni widziałem retrospekcję w której patosy odlewają się do butelki a parę dni później wylewają szczyny by nalać do niej bimbru).
Kiedy zechcę to potrafię być asertywny - powiedzieć NIE i tyle, mimo irytującego pierdolenia nie dać się przekonać gdy naprawdę czegoś nie chcę. Kiedy, na propozycję bimbru odparłem że ja spasuję mam dość, rozległo się ogólne trajkotanie z którego wyławiałem jedynie "No co Ty Mordo" "Dawaj, pij, nie pierdol", "Pijemy wszyscy, nie wal w chuja" "Ej jestem satanistą, a wiesz czemu ? Bo słucham Słonia" i tym podobne. Zbywałem to wszystko gestem "Talk to the motherfuckin' hand".
Do momentu kiedy Zgred wstał i podszedł do łóżka które dzieliłem z kolegą i koleżanką, pofatygował się pod sam mój ryj z tą swoją butelczyną i bardzo spokojnie powiedział "Musisz się napić, jesteś moim gościem a to bimber mojej roboty. Nie wypada chociaż nie skosztować."
"Dobrze, skoro to Twoja robota to wezmę łyka choćby dla spróbowania" - odparłem z przesadną teatralnością, co miało wyglądać przemienienie sytuacji w żart - a tak naprawdę było moją próbą bezkonfliktowego wyjścia z niej.
Nie podobał mi się ten staruch. Było z nim coś nie tak. Najbardziej nie pasującą do niego rzeczą były oczy w których widać było przenikliwą inteligencję - tak oderwaną od jego aparycji, kamratów i otoczenia że aż zdawały się być groźne i nie z tej bajki. Może przywiązuję do tego za dużą wagę ale czytałem z nich jakiś zimny sadyzm i podłość.
Cóż, może popadałem w lekką paranoję ale miałem ku temu powody - gość był dziwnie nachalny. Widziałem że niezbyt pasuje mu nasza obecność, nie zachowywał się jak ten zapijaczony Satanista który skakał wokół nas jak piesek by było nam fajnie, a pomimo to wciąż nalegał by zostać chwilę dłużej, by siedzieć tam i z nim pić.
Nie podobało mi się też spojrzenie którym oblepiał co chwila ciało naszej nawalonej koleżanki. A ta jak wiecie to ona była jedyną kotwicą trzymającą mnie jeszcze w tym miejscu - bez niej wyszedłbym stamtąd w trybie natychmiastowym i wsiadł w taksówkę nim ktokolwiek by się kapnął - sztuczka trudna do wykonania gdy niesiesz pijaną dziewczynę.
Tak więc siedziałem tam rozkminijąc plan ucieczki i pogłębiając się w paranoi że Zged chce nas upić bo chce nas/kogoś z nas w jakiś sposób skrzywdzić. Nie pytajcie mnie dlaczego w to wierzyłem - tak po prostu było, szósty zmysł mi to komunikował naprawdę wyraźnie. Chce nas upić by okraść ? Chce się ze mną napierdalać za te "harde ryjówki" ? Chce czekać aż padniemy albo da się nas wygnać i spróbuje przelecieć tę dziewczynę ? Albo może po prostu patologiczny umysł nakaże mu zachowanie którego normalny umysł nie przewidzi i nagle wyciągnie na nas bez powodu kosę ?"
Tak czy siak dzwonek w głowie bił na alarm.
A co do bimbru który trzymałem w dłoni to zostałem uratowany przez niespodziewane szczęście - Zgred stał nade mną i skurwiel naprawdę wyczekująco patrzył czy skosztuje (moja paranoja podpowiadała mi że mogły być tam proszki nasenne xD) ale wydarzyło się coś co odwróciło jego uwagę.
Satanista wyciągnął skądś saszetkę z białym proszkiem i zawył tryumfująco. Kilka "głodonosków" zaczęło również zacieszać, w tym Dżony i Grubaska. Zgred odwrócił się jak oparzony.
"Te, te, te, kurwa ! Satanista ! Pozwolił Ci kto ?" - Zgred rzucił się przez pokój jednym susem i wyrwał mu proszek z ręki. Gruba, Satanista i Dżony Snajper zaczęli od razu się z nim kłócić.
Powstało zamieszanie, Dżony od razu wyliczył ile kto z nas zajebie w nos i próbował się doprosić by Zgred posypał nam wszystkim. Wyciągnął portfel i zaczął się z nim rozliczać. Zgred jednak nie chciał się dzielić. Powstało zamieszanie.
Znałem już patologię na tyle że wiedziałem że przez najbliższe 3-4 minuty Zgred będzie oponował, oni będą go przekonywać, Dżony wzbije się na wyżyny krasomówstwa, padną obietnice że jutro rano dostanie tyle prochu że mu się to zwróci z nawiązką itd. Aż w końcu Zgred da się przekonać i zacznie się sypanie.
Niezmienny rytuał odprawiany przez Podludzi niczym Zdrowaśka klepana przez mohera.
Niemniej ucieszyłem się z zamieszania. Położyłem butelkę z tym niby-bimbrem na usyfionej pełnej petów podłodze. Puściłem oko to mego trzeźwego kumpla.
"My już łyknęliśmy, nie ?"
"No oczywiście że tak."
W tym czasie patologia dokończyła swe wielkie biznes plany i zaczęło się sypanie "szczurów" na upierdolonym taborecie.
Zgred przypomniał sobie o swoim bimbrze i podczas gdy Dżony i Satanista sypali (w asyście Grubej która darła na nich mordy tak jakby dzielili złoto które zajebała z Fortu Knox) podszedł do nas.
"Czemu nie pijesz ?"
"Bo już wypiłem"
"Co ty pierdolisz ?"
Podniósł butelkę na wysokość oczu i przyjrzał się jej.
"CO TY KURWA PIERDOLISZ ŻE PIŁES JAK NIC NIE UBYŁO ?"
"Uspokój się człowieku, wziąłem małego łyka na spróbowanie, dlatego ubyło mało".
Położył mi butelkę na kolanach.
"Pij kurwa tak żebym widział, teraz przy mnie."
Oho, zaczęło się. Udawałem szok.
"Coo ? O co ci biega ? Dlaczego niby ?"
"No pij kurwa !"
"Nie, mówiłem ci że jestem najebany i nie chcę już pić - wziąłem łyka dla spróbowania bo to bimber Twojej roboty i mi styknie. Czemu Ci tak zależy ?"
"NIE PIERDOL NIC NIE WYPIŁES"
Dopiero teraz ekipa która zajmowała się sypaniem kapnęła się że zaczyna się jakaś awantura.
  • Ej, daj spokój, przecież wypił, widziałem - powiedział Dżony Snajper.
  • No przecież widzę że nic nie ubyło ! Nie pił !
  • Możesz mi wyjaśnić - zapytałem, korzystając że cała uwaga się skupiła na nas - dlaczego aż tak ci zależy żebym się napierdolił ?
Zapadła cisza, Dżony uznając że kryzys już zażegnany zaczął niemrawo opowiadać coś Grubej i Sataniście, próbując rozluźnić atmosferę.
Zgred patrzył się na mnie nienawistnym spojrzeniem. "Co ty planujesz skurwielu ?" - pomyślałem sobie. Przecież wiedziałem że tak naprawdę ani przez chwilę mu nie chodziło o to bym zakosztował i ocenił jego kunszt. Wiedziałem że nie rzuci żadną odpowiedzią, wymówką usprawiedliwiającą dlaczego chce być pewien że każdy z nas się napił tego syfu. No bo co miał powiedzieć ? "Mam nadzieję że będzie w stanie umożliwiającym mi przejrzenia waszych portfeli i zgwałcenie znajomej ?"
"Dobra, tej, chuj z tobą, więcej dla nas." - powiedział Zgred. Odchodząc mruczał coś pod nosem po o ciotach co się boją pić, ale uznałem że udam niedosłyszenie tej zaczepki. Zacząłem się coraz bardziej czuć jak w surrealistycznym śnie, gdzie stado szczęśliwych lemmingów prowadzone jest na rzeź przez wilka przebranego za jednego z nich a ja jako jedyny znam prawdę, wiedząc że nikt mi nie uwierzy.
Spojrzałem na mojego trzeźwego kumpla. Miałem wyrzut do niego że podczas słownej szarpaniny o bimber milczał jak mała pipka patrząc się w podłogę, ale z drugiej strony cieszyłem się że widzę po jego spojrzeniu że ma podobne odczucia co i ja, a sprzymierzeniec, choćby i milczący, był mi teraz na wagę złota. Reszta była zajęta sypaniem.
Namawianie zaczęło się od nowa, tym razem poszło o ćpanie. Szczerze mówiąc to nawet nie wiem co to było - stawiałbym że jakaś feta najgorszej kategorii, bo o kokę to bym tych biednych robaczków nawet nie śmiał podejrzewać.
Oczywiście odmówiłem. Nie to żebym był jakimś przeciwnikiem dragów. Wszystko jest dla ludzi, to po pierwsze. Ale tak jak z alkoholem - dragi muszą być odpowiedniej jakości a sytuacja i ludzie muszą być na poziomie. Ćpać syf z brudnego taboretu w towarzystwie tych wszy to gorsze niż picie taniego jabola z menelami pod sklepem o 6 nad ranem.
Poza tym nawet gdybym był mnie wybredny to pozostaje mój brak zaufania do Zgreda.
Tym razem jednak namawianie nie było aż tak nachalnie - widocznie w głębi serc cieszyli się że więcej dla nich, a to z pewnością cieszyło ich bardziej aniżeli tamten bimber.
Uznałem że nie jest tak źle - zaraz wkręcą się w gadke a ja w tym trajkotaniu zarzucę sobie znajomą na ramię i wyjdziemy.
Niestety, Zgred podszedł nagle do nas ponownie i ku mojemu zdziwieniu zaczął szturchać ramię naszej koleżanki.
  • Hej, Królewno. Chcesz szczura ? Dawaj, zostało bo koledzy się bali, wiesz ? Chodź, weźmiesz ich porcję to będzie ci lepiej, otrzeźwiejesz od razu.
  • Daj spokój, ona tego nie chce, to po pierwsze, a po drugie to ona nie ogarnia. Nie widzisz że zasnęła ?
Zgred jakby mnie nie widział. Trzymał jej rękę na ramieniu i nadal "królewnował". Naprawdę nie chciałem by się to skończyło na rękoczynach, ale wiedziałem że : A - same słowa na niego nie podziałają. B - jak go odepchnę od niej, nawet delikatnie, to tylko na rękoczynach się to może skończyć.
Nie żebym bał sie bójki samej w sobie. Gorzej że miałem do czynienia z pijaną i naćpaną patologiczną postacią która przegrała życie. Kto wie co takiemu strzeli do łba ? Poza tym byliśmy w siedlisku takiego bydła.
Także tak, uniknięcie rękoczynów było naprawdę wysokim priorytetem. A to że gość mnie nie lubi czułem już od momentu gdy zapytał Dżonego kto z nas robił sobie jaja z Satanisty. Nie wypicie bimbru i zapytanie go dlaczego tak mu zależy pogłębiło tylko tę naszą wzajemną niechęć.
"Nie lubi Cię bo tylko ty jesteś tu na tyle ogarnięty by robić za zawór bezpieczeństwa który nie da ponieść się tej ekipie bo wie co jest grane" - powiedziała mi moja stara, dobra paranoja.
Koleżanka rozbudziła się lekko, na tyle by wyjęczeć "nie chcę" i zgasnąć ponownie. Zgred stał nad nią i zapytał jeszcze z 5 razy "czy aby na pewno" i odpuścił dopiero gdy wyjęczała coś co od biedy można było uznać za "acha".
Myślałem że da sobie spokój, ale nie - wrócił z bimbrem i usiadł na krawędzi łóżka. Tak blisko niej że dotykał ją całym bokiem swego ciała. Odkręcił butelkę i próbował jej podsunąć ją pod samą twarz. "Napij się, dawaj". Gdy nie było odpowiedzi to próbował ją znowu szturchać - tym razem szturchanie przypominało raczej klepnięcia w tyłek.
Miarka się przebrała, objąłem ją ramieniem i odsunąłem od niego na ile się dało - tak że mój trzeźwy kumpel który siedział na drugiej krawędzi łóżka niemal z niej zleciał, ja znalazłem się na jego miejscu, a ona na moim. "Kurwa mać człowieku, sam jej przed chwilą chciałeś dać fety na otrzeźwienie a teraz chcesz ją poić bimbrem ? Nie widzisz w jakim jej stanie czy po prostu chory jesteś ?"
Typ patrzył na mnie szklistym od używek spojrzeniem. Był wkurwiony nie na żarty, widziałem że ma wielką chęć po prostu mi zajebać, ale wstrzymuje się. W zasadzie to nie wiem czemu - wydawało mi się że gość był niespełnionym samcem alfa który nagle kapnął się że niczego w życiu nie osiągnął a najlepsze lata już za nim. Tacy frustraci zawsze są skorzy do walenia w ryj. Nie wiem, może nie chciał jeszcze tracić przyjaznej maski przed resztą ekipy ?
Niemniej i tak zrobił coś godnego naćpanego niedorozwoja - złapał ją za drugie ramię ... i pociągnął w swoją stronę, dość mocno. Rozumiecie ? Jak pieprzony jaskiniowiec, chciał chyba żebyśmy siłą wyrywali sobie oniemiałą kobietę, i chyba myślał że ten który wygra w tej parodii przeciągania liny będzie miał niekwestionowane prawo wbicia w nią swego fiuta.
Dobra, nie ma co zwlekać i czekać na okazję, zrozumiałem że później może być tylko gorzej. Wstałem. Zacząłem jej pomagać wstać, ale ten pijany cwel, nadal leżąc na łóżku zaczął ciągnąć ją na ten paskudny barłóg.
"Co wy robicie ? Gdzie idziecie ? Siedźcie kurwa, no co wy ?"
Wyszarpnąłem jej rękę z jego uścisku, bez agresji ale stanowczo, jednocześnie szykując się na cios na odlew, który na szczęście nie nastąpił. Mój trzeźwy kumpel pojął w lot i stanął koło mnie. Reszta zaczęła się nam przyglądać.
"Chcecie już iść ? Szkoda ..." - powiedział Dżony Snajper. Widziałem że z jednej strony mu głupio bo rozumie w co nas wpętał, ale z drugiej nie chce przynać że ci Idioci to podludzie, przecież to tylko pijackie niegroźne żarty przeciwników systemu i norm społecznych, nieprawdaż ?
Podczas gdy kolega pomagał mi prowadzić kumpelę do drzwi, Zgred wstał i stanął zagradzając je.
"Ej to jak chcecie wypierdalać to droga wolna, ale koleżanka powinna zostać. Otrzeźwieje na spokojnie jak się prześpi i posiedzi sobie z nami"
"Nie, wydaje mi się że ona ma na dzisiaj dość wrażeń, wiesz ? Powinna iść do domu" - powiedziałem i zrobiliśmy krok w stronę drzwi.
"Nie, nie powinna" odparł spokojnie.
"Ej stary ..." - zaczął Dżony
"Zamknij mordę, nie do Ciebie mówię" - rzucił mu Zgred.
Rzuciłem okiem po towarzyszach. Wiedziałem że na Dżonego niby mogę liczyć gdyby Zgred się na mnie rzucił, ale nie pocieszało mnie to. Grubaska patrzyła na nas. Była wprost obrzydliwa, wcierała sobie resztę fety w dziąsła i chłonęła nasz widok, podniecona wiszącą w powietrzu atmosferą możliwej bójki na pięści dyszała ciężko. Satanista z rozdziabioną mordą rzucał oczami od jednej osoby do drugi. Mój nietrzeźwy kumpel zgasł i nic go już nie obchodziło. Nie widziałem tylko tego który pomagał mi trzymać dziewczyną ale widziałem że się boi a ręka mu się lekko trzesię. Cóż, nie winiłem go wcale.
"Odejdź od drzwi, ona musi wyjść"
"Ty wypierdalaj ale ją zostaw"

submitted by koops6 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


KOLEŻANKI - YouTube Jak sprawić żeby jej koleżanki Cię polubiły? Po co kolezanki moniki z ameryki szukala - YouTube Zeamsone 'Koleżanki' (Official Music Video) - YouTube NAJGORSZE KOLEŻANKI TWOJEGO CHŁOPAKA - YouTube Czeszę koleżankę + tag co o mnie wiesz Sylwia Nowak o 'seksmodelkach': 'Mam koleżanki, które się ... Guova - Grube koleżanki (prod. Johnny Beats) - YouTube Najlepszy Przyjaciółka Kontra Chłopak / 10 Śmiesznych ...

koleżanka - Odmiana przez przypadki rzeczownika koleżanka ...

  1. KOLEŻANKI - YouTube
  2. Jak sprawić żeby jej koleżanki Cię polubiły?
  3. Po co kolezanki moniki z ameryki szukala - YouTube
  4. Zeamsone 'Koleżanki' (Official Music Video) - YouTube
  5. NAJGORSZE KOLEŻANKI TWOJEGO CHŁOPAKA - YouTube
  6. Czeszę koleżankę + tag co o mnie wiesz
  7. Sylwia Nowak o 'seksmodelkach': 'Mam koleżanki, które się ...
  8. Guova - Grube koleżanki (prod. Johnny Beats) - YouTube
  9. Najlepszy Przyjaciółka Kontra Chłopak / 10 Śmiesznych ...
  10. 17 POMYSŁÓW NA LAURKI - YouTube

Cudowne postacie z życia w społeczeństwie :D Sylwia Nowak, 'aktorka' z Miłości na bogato, podobnie jak Karolina Gilon dobrze zna sprawę 'wyjazdów sponsorowanych' do Dubaju. - Mam koleżanki, które się sk... Nie było wcześniej w Polsce raperki, która w tak krótkim czasie narobiłaby tak ogromnego zamieszania. Takiego kobiecego głosu brakowało na scenie. Świadczy o... Enjoy the videos and music you love, upload original content, and share it all with friends, family, and the world on YouTube. 💋Subskrybuj Beksy: https://www.youtube.com/channel/UC8hqZRg26L4LGjCftQJzQXg 📖Facebook: https://www.facebook.com/BEZBEKSY 📲 Instagram: https://www.instagram.c... FANTASTYCZNE POMYSŁY NA NUDĘ Cześć! W naszych filmikach dla dzieci często można znaleźć ciekawe dekoracje. Począwszy do pięknych mydeł do łazienki, na świecz... artist; zeamsone title; koleżanki video; H D S C V M https://www.facebook.com/zeamsone/ https://www.instagram.com/zeamsone/ thanks for; Passion Luxury Apartm... Dzięki za wszystko Fb Martyna Włodarczyk Snapchat martynka734 Instagram martyna734 Musical.ly martyna637 Lika daj Ok ️ ️ Cześć! Dzisiaj opowiem wam o tym jak sprawić, żeby jej koleżanki Cię polubiły i dlaczego warto się o to postarać. Kilka przydatnych linków: Grupa FB: https:/... Subskrybuj kanał: https://www.youtube.com/channel/UC0av3qQ2ppndBLFOdBu45Fw?sub_confirmation=1 14 Life Hacków Pierwszej Pomocy Które Trzeba Znać https://youtu...