Unieważnienia umowy

CHF bo ich tak jakby nie było). Czyli jeśli klient otrzymał 400 tys. zł., a zapłacił 500 tys. zł., to ma prawo żądać zwrotu co najmniej 100 tys. zł. z jednoczesnym unieważnieniem umowy. Jednocześnie na skutek unieważnienia nie płaci dalszych rat, a hipoteka obciążająca jego nieruchomości powinna zostać wykreślona. Podstawy prawnej dla unieważnienia umowy o kredyt frankowy nie ma. W mojej ocenie polskie prawo zarówno na gruncie kodeksu cywilnego, jak również na gruncie innych aktów prawa powszechnie obowiązującego, nie przewiduje podstawy, która umożliwiłaby żądanie ukształtowania przez sąd treści stosunku umownego poprzez unieważnienie ... Słownik wyrazów bliskoznacznych do słowa unieważnienie. W niniejszym słowniku wyrazów bliskoznacznych języka polskiego dla słowa unieważnienie znajduje się łącznie 57 synonimów.Synonimy te podzielone zostały na 8 różnych grup znaczeniowych. Unieważnienia umowy kredytowej możliwe jest jednak tylko w określonych przypadkach, gdy spełnione zostaną warunki wskazane w ustawie. Zgodnie bowiem z przepisami Kodeksu cywilnego, nieważna jest czynność prawna, która jest sprzeczna z ustawą lub z zasadami współżycia społecznego albo mająca na celu obejście ustawy, w przypadku ... Unieważnienie oraz podważenie czynności i umowy w formie aktu notarialnego notariusza Z punktu widzenia rodzaju powództw ze względu na treść żądania, powództwo o uznanie za nieważny aktu notarialnego jest powództwem o ustalenie, przewidzianym w przepisie art. 189 KPC. Unieważnienie umowy kredytowej we frankach Jako frankowicz masz prawo wnieść o unieważnienie umowy kredytowej bądź odfrankowienie kredytu. Jeśli zdecydowałeś się na sądową walkę, podobnie jak wielu Polaków, zachęconych korzystnym dla kredytobiorców rozstrzygnięciem TSUE, warto zapoznać się z konsekwencjami, jakie niosą poszczególne rozwiązania i zaletami każdego z nich ... Unieważnienie umowy kredytu hipotecznego oznacza, że kredyt hipoteczny nigdy nie został zawarty, a strony umowy kredytu hipotecznego powinny zwrócić sobie dotychczas udzielone świadczenia. Uzyskanie unieważnienia przez kancelarię prawną kredytu we frankach powoduje inne skutki niż wypowiedzenie umowy kredytu. Takim uzasadnieniem do unieważnienia umowy nie może być także zły stan zdrowia, jeżeli nie miał on wpływu na możliwość oceny oferty przed podpisaniem dokumentów. Dlatego nie możemy ... Sąd Najwyższy wydał przełomowy wyrok w sprawie o kredyt indeksowany. Po raz pierwszy uznał, że wadliwy mechanizm indeksacji prowadzi do unieważnienia umowy. Po drugie przyznał, że jego dotychczasowe stanowisko, co do uzupełnienia umowy kursem średnim było błędne. Po trzecie wskazał, że banki mogą występować z roszczeniami o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału przy ... Frankowiczka kontra bank 1:0. Umowa unieważniona. Co z innymi? Po unieważnieniu przez warszawski Sąd Apelacyjny umowy na kredyt zaciągnięty we frankach otwierają się drzwi do kolejnych pozwów.

Układ warszawski. Czy reprywatyzacja w stolicy zatrzęsie polską polityką? (Cały tekst Wyborczej.)

2016.08.23 12:42 ben13022 Układ warszawski. Czy reprywatyzacja w stolicy zatrzęsie polską polityką? (Cały tekst Wyborczej.)

Decyzję o reprywatyzacji najdroższej działki w stolicy mecenas Nowaczyk odbiera od urzędnika Rudnickiego, który kilka tygodni później rezygnuje z etatu w ratuszu. Odnajdujemy ich jako współwłaścicieli ośrodka Salamandra w Zakopanem. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej Kancelaria Roberta Nowaczyka ma świetny adres: aleja Róż 10. Przedwojenna kamienica, w pobliżu siedziba premiera, ministerstwa, ambasady, po drugiej stronie park Ujazdowski, nieco dalej Łazienki. Pocztówkowy fragment Warszawy.
Jeszcze kilka lat temu na parterze stały szafy z ubraniami, łóżka, stoły, kuchenne szafki i sprzęty domowe. Trzy mieszkania komunalne zajmowali lokatorzy.
Ale w aleję Róż wkroczyła reprywatyzacja.
"Polska jako jedyny kraj w Europie Środkowo-Wschodniej do chwili obecnej nie przeprowadziła procesu naprawienia skutków bezprawnego przejęcia prywatnej własności, pomimo faktu, że prawo własności jest - obok prawa do życia - jednym z podstawowych praw obywateli oraz stanowi podstawę moralnego i prawnego ładu w demokratycznym państwie prawa" - czytamy credo mecenasa Nowaczyka na jego stronie internetowej Reprywatyzacja.pl.
O prawo do własności walczy skutecznie: ze 120 warszawskich nieruchomości, o które zabiega dla klientów i dla siebie, przejął prawie 50. Kamienicę w alei Róż 10 odzyskał dla spadkobierców dawnych właścicieli, trzy mieszkania na parterze kupił i urządził tam kancelarię.
Kupcy roszczeń
Jest rok 1945. Warszawa leży w gruzach. Bolesław Bierut, prezydent rządzącej Polską z nadania Stalina Krajowej Rady Narodowej, wydaje dekret o nacjonalizacji wszystkich prywatnych nieruchomości w stolicy. Bez niego odbudowa byłaby niemożliwa. Objął blisko 25,5 tys. budynków (11,229 tys. zniszczonych) i 40 tys. działek hipotecznych.
Byli właściciele jeszcze w latach 40. złożyli kilkanaście tysięcy wniosków o przywrócenie własności, ale w praktyce odmawiano wszystkim, łamiąc ówczesne prawo.
To złamanie prawa od 1996 r. otwiera drogę do odzyskania nieruchomości. Dostają je byli właściciele i ich spadkobiercy, ale także kupcy roszczeń - wyspecjalizowane kancelarie i biznesmeni. Do dziś zwrócono ok. 3 tys. działek. W 2014 r. co czwarty adres trafiał do kupców roszczeń. Jednym z nich jest również mecenas Robert Nowaczyk.
Jak może wyglądać handel roszczeniami? Na przykład tak: biznesmen Maciej Marcinkowski chce zainwestować w działki na Powiślu. Prawa do nich ma Maria Rotwand, stuletnia wdowa po znanym warszawskim przemysłowcu i bankierze. Mecenas Nowaczyk w jej imieniu sprzedaje samemu sobie prawa do działki. Potem nimi obraca, by na końcu spisać umowę z Marcinkowskim, który przejmuje pokaźny teren na Powiślu.
Na pl. Defilad wyrosły wieżowce
Adresy na liście referencyjnej Roberta Nowaczyka robią wrażenie, w większości to najdroższe rejony miasta: aleja Przyjaciół, Nowy Świat, Poznańska, Piękna, Lwowska, Mazowiecka, Puławska.
Działki pod przedwojennym adresem Chmielna 70 tam nie ma, ale to właśnie na Chmielnej Robert Nowaczyk doprowadził do reprywatyzacji jednego z droższych terenów w mieście.
Najpierw przez kilka lat ciągną się postępowania spadkowe po byłych właścicielach. Pierwszy znaczący sukces ma miejsce w maju 2010 r., kiedy dochodzi do urzędowego unieważnienia decyzji, na mocy której w latach 50. odmówiono wywłaszczonym dekretem Bieruta właścicielom Chmielnej praw do gruntu.
To kluczowy dokument, kto ma go w ręku, idzie do stołecznego ratusza i domaga się reprywatyzacji. Teraz piłeczka jest po stronie urzędników prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz.
W czasie, kiedy badane są papiery dostarczone przez mecenasa Nowaczyka, rządząca Warszawą PO ma właśnie głosować nad zmianami w planie zagospodarowania okolic Pałacu Kultury. Poprzedni Gronkiewicz-Waltz skrytykowała zaraz po wygranych wyborach samorządowych w 2006 r., ledwie kilka miesięcy po uchwaleniu go przez jej poprzedników z PiS. Wydawał się jej "mało ambitny", bo pozwalał budować tylko do ośmiu kondygnacji. - Chcemy stworzyć coś nowego i oryginalnego - tłumaczył latem 2007 r. wiceprezydent Jacek Wojciechowicz (PO).
Radni głosują nad planem 9 listopada 2010 r., trzy dni przed końcem kadencji. Komisja planowania przestrzennego dostaje obszerny dokument dzień przed sesją. Jego analiza wymaga czasu, ale ratusz go radnym nie daje.
Debata zamienia się w awanturę. Radny opozycji krzyczy do mikrofonu: - Komisję zmuszono do jazdy bez trzymanki, wrzucając jej w ostatniej chwili do rozpatrzenia ponad 240 uwag zgłoszonych do planu.
Protestującemu PiS-owi PO przypomina, że nową wersję planu popiera architekt Czesław Bielecki, pisowski rywal Gronkiewicz-Waltz na prezydenta Warszawy.
Plan zostaje uchwalony. Na mapie stolicy pojawiają się dwa drapacze chmur bardzo blisko Pałacu Kultury. Ten wyższy, 245-metrowy, zajmuje działkę klientów mecenasa Nowaczyka.
Od tego momentu Chmielna jest warta fortunę.
Czyja wieża wyższa
We wrześniu i październiku 2012 r. w warszawskiej kancelarii notarialnej dochodzi do serii transakcji. Spadkobiercy właścicieli Chmielnej sprzedają swoje roszczenia Marzenie Kruk, Januszowi Piecykowi i Grzegorzowi Majewskiemu.
Marzena Kruk to siostra Nowaczyka. Ma doktorat, jest specjalistką w dziedzinie prawa ofiar przestępstw. Gdy cztery miesiące temu ujawniłyśmy sprawę Chmielnej 70, była naczelniczką wydziału w Ministerstwie Sprawiedliwości, o działce nie chciała rozmawiać. Trzy dni po publikacji została przeniesiona na stanowisko głównego specjalisty.
Spytałyśmy resort sprawiedliwości, czy w oświadczeniu majątkowym urzędniczki jest warta miliony działka obok Pałacu Kultury. Ministerstwo Zbigniewa Ziobry odpowiedziało, że "dokonywana jest analiza oświadczeń o stanie majątkowym składanych przez pracowników". Stanowią one jednak tajemnicę prawnie chronioną, chyba że dana osoba wyrazi pisemną zgodę na ich ujawnienie.
Chmielna to niejedyny dekretowy adres głównej specjalistki w ministerstwie dr Kruk. Jest też współwłaścicielką zreprywatyzowanej kamienicy z lokatorami na warszawskim Mokotowie.
Janusz Piecyk to dobry znajomy Nowaczyka, są współwłaścicielami lokalu kancelarii w alei Róż 10. Występuje w wielu innych sprawach prowadzonych przez kancelarię mecenasa. Grzegorz Majewski jest znanym warszawskim adwokatem, od kwietnia tego roku - dziekanem okręgowej rady adwokackiej.
Miesiąc po wizycie u notariusza decyzją urzędników ratusza Kruk, Piecyk i Majewski zostają właścicielami Chmielnej 70.
Był też inny chętny na działkę - Maciej Marcinkowski, którego wspierał adwokat Andrzej Muszyński. To tandem znany z reprywatyzacyjnej skuteczności, ale tym razem przestrzelił. Marcinkowski płaci za prawa do Chmielnej nie tym spadkobiercom, co trzeba, właściwe papiery ma Robert Nowaczyk.
Marcinkowski traci pieniądze przy Chmielnej, ale kilkaset metrów dalej przejmuje grunt, na którym radni wpisali do planu zagospodarowania drugi z wieżowców. Tylko nieco niższy od wieży klientów Nowaczyka.
Nowi właściciele obu adresów starają się o skrawki miejskich gruntów, bez których nie mogą rozpocząć inwestycji. Udaje się je kupić bez przetargu tylko klientom Nowaczyka. Rynkowa wartość Chmielnej rośnie do 120-160 mln zł.
Obco brzmiące nazwisko
W kwietniu 2016 r. docieramy do dokumentów, z których wynika, że Jan Henryk Holger Martin, dawny właściciel dwóch trzecich Chmielnej 70, był obywatelem Danii. To stawia pod znakiem zapytania reprywatyzację. Dania jest bowiem wśród państw, którym Polska wypłaciła ryczałtowe odszkodowanie za powojenną nacjonalizację. "Po zapłaceniu 5,7 mln duńskich koron Rząd duński uważać będzie za ostatecznie uregulowane wszystkie roszczenia duńskie. Wynikiem tej regulacji będzie zwolnienie Rządu polskiego w stosunku do zainteresowanych duńskich obywateli i ich następców prawnych" - czytamy w polsko-duńskiej umowie z 1953 r.
To, co wiemy o Duńczyku, opisał on sam w podaniu o wizę pobytową do komendy MO w Otwocku w 1948 r.: warszawski kupiec, od urodzenia obywatel Danii "z rodziców Duńczyków i obywateli Duńskich, nieżyjących".
Kamienicę przy Chmielnej kupił w 1943 r. Spłonęła w powstaniu. Martinowi nie udało się przedłużyć pobytu w Polsce, wyjechał do Danii, zmarł kilka lat później.
W ratuszu nie sposób się dowiedzieć, dlaczego jesienią 2012 r. urzędnicy zwrócili Chmielną.
Wiceprezydent Jarosław Jóźwiak: - Pewnie Duńczyk był Polakiem, bo głosował w referendum "3 X tak" w 1946 r., a działkę trzeba było oddać, bo goniły terminy.
Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz: - Martin miał dwa obywatelstwa.
Marcin Bajko, dyrektor odpowiedzialny wówczas w mieście za reprywatyzację: - Umowy międzynarodowe nie obowiązują.
A w ogóle to zawiniło Ministerstwo Finansów, które lata temu powinno było wpisać skarb państwa do księgi wieczystej Chmielnej 70, jeśli działka była spłacona. W 2010 r. ratusz usłyszał w ministerstwie, że dokumentów o odszkodowaniu za Chmielną nie ma, resort miał ich poszukać, ale przez dwa lata milczał.
Nasz tekst w stołecznym dodatku "Wyborczej" wywołuje burzę. Opozycja żąda zwołania nadzwyczajnej sesji Rady Warszawy. Wiceprezydent Wojciechowicz zapewnia: "Uchwalając plany zagospodarowania, nigdy nie kierujemy się roszczeniami, bo nie wiem, jak mielibyśmy ten plan uchwalić, kiedy roszczeń jest kilkadziesiąt na placu [Defilad]".
Hanna Gronkiewicz-Waltz donosi na Ministerstwo Finansów do prokuratury.
Tymczasem w lipcu resort finansów ujawnia dokument z lutego 2011 r. wysłany na adres ratusza. To nazwiska cudzoziemców, którzy na podstawie umów międzynarodowych dostali odszkodowania za warszawskie nieruchomości. Wśród nich jest Jan Henryk Holger Martin. Gdy prosimy w ratuszu o ten dokument, przez dwa tygodnie nie można go odnaleźć. Gdy się znajduje, rzecznik urzędu miasta przyznaje, że nazwisko się zgadza, ale nie ma przy nim adresu Chmielna 70.
Pytamy Nowaczyka, dlaczego tak doświadczony adwokat nie sprawdził drobiazgowo historii gruntu przy obco brzmiącym nazwisku byłego właściciela.
Mecenas tłumaczy, że Martin urodził się i mieszkał w Warszawie do 1949 r., a jego spadkobiercy byli polskimi obywatelami. I dodaje, że "obco brzmiące nazwisko nie było rzadkością przy pracy nad gruntami warszawskimi, wiele osób uprawnionych do gruntów i budynków nosiło obco brzmiące nazwiska, choć byli obywatelami polskimi i nikt tego nie kwestionował".
Willa opatrzności Bożej
Losy warszawskiej reprywatyzacji przez lata decydowały się w Biurze Gospodarki Nieruchomościami (BGN). Jego szef Marcin Bajko nie podpisywał decyzji o zwrotach dekretowych działek. Nie ma pełnomocnictwa, bo oprócz posady w ratuszu - za zgodą ówczesnego prezydenta miasta Lecha Kaczyńskiego - prowadzi własną działalność gospodarczą (powiedział nam, że to "psychiczna odskocznia" od pracy w ratuszu). Dlatego też nie musiał składać oświadczeń majątkowych.
Jest jesień 2012 r. Decyzję o zwrocie Chmielnej 70 Nowaczyk odbiera od wicedyrektora BGN Jakuba Rudnickiego, który kilka tygodni później rezygnuje z etatu u Hanny Gronkiewicz-Waltz. W 2014 r. odnajdujemy go jako właściciela pokaźnej willi z lokatorami przy ulicy Kazimierzowskiej 34, w prestiżowej dzielnicy.
Były dyrektor przekonuje nas, że roszczenia do tej nieruchomości kupili jego rodzice, ale że był wtedy urzędnikiem ratusza, teczkę kamienicy odłożył na półkę, a sprawę opisał w notatce służbowej do Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Swoją pracę w BGN wspomina tak: - Miałem jako człowiek po uszy i po dziurki w nosie całej atmosfery. Jak oddawałem, to było źle, choć to jedyna możliwość jak najszybszego uwolnienia się od tej przeklętej zarazy, którą jest dekret. Jak nie oddawałem, było jeszcze gorzej. Człowiek popada w paranoję. Właściwie nie wie, co ma robić. Dalej okłamywać ludzi, że miasto nie może czegoś zwrócić? Kto nie widział tego, co się odbywa w BGN, nie może nic na ten temat powiedzieć. Nieustanne awantury, spotkania z 70-80--letnimi ludźmi, u których nienawiść krzyżuje się z rozpaczą. Tak dzieje się zawsze, gdy w prawo wkracza polityka. Nie, to nie było dla mnie.
Rozmowę kończy tak: - Dziękuję opatrzności Bożej za to roszczenie, bo ta sprawa pomogła mi podjąć decyzję o odejściu.
Sprawa willi wraca z półki na biurko z chwilą odejścia Rudnickiego z posady. Jego następca Jerzy Mrygoń - wcześniej radca prawny BGN - z marszu, w pierwszych dniach urzędowania, podpisuje zwrot willi w czerwcu 2013 r.
Ryszard Grzesiuła ze Stowarzyszenia "Dekretowiec", które skupia dawnych właścicieli, ma inne doświadczenia: - Praktyka urzędników jest taka, żeby przedłużać sprawy w nieskończoność, zniechęcić spadkobierców do odzyskiwania własnych nieruchomości, zmuszając do pozbycia się roszczeń za bezcen na rynku wtórnym. A potem słyszymy, że Warszawa ma straszliwy problem z handlarzami roszczeń.
Postępowanie w sprawie zwrotu mokotowskiej willi Rudnickiego prowadzi wrocławska prokuratura. Właściciel z "opatrzności Bożej" założył lokatorom sprawy o eksmisję.
Miesiąc temu Hanna Gronkiewicz-Waltz zdecydowała, że Biuro Gospodarki Nieruchomościami nie będzie się już zajmować reprywatyzacją w Warszawie. - Proszę nie traktować tej decyzji jako wotum nieufności wobec urzędników, którzy do tej pory zajmowali się zwrotami działek - zastrzegł wiceprezydent Jóźwiak.
Salamandra generała
Mecenas Nowaczyk zapewnia, że nie łączą go z Rudnickim relacje biznesowe.
Ich nazwiska odnajdujemy jednak w księdze wieczystej ośrodka Salamandra w Kościelisku, który przed wojną należał do generała Tadeusza Kasprzyckiego, ministra spraw wojskowych.
W maju 2012 r. urzędnik BGN Jakub Rudnicki płaci milion złotych swoim rodzicom za część Salamandry, którą odkupili od spadkobierów generała. We wrześniu reprezentująca rodzinę Kasprzyckiego matka Rudnickiego pośredniczy w sprzedaży innej części ośrodka mecenasowi Nowaczykowi.
Z oświadczenia majątkowego Rudnickiego z 2011 r. wynika, że miejski urzędnik (rocznik 1973) nie miał odłożonej gotówki, ale trzy mieszkania, które wycenił na prawie 3,5 mln zł. Odchodząc z ratusza, nie dopełnił obowiązku złożenia oświadczenia za 2012 r.
W 2013 r. ukazuje się ogłoszenie o sprzedaży Salamandry: "Już tylko nieliczni pamiętają, iż stojący na stoku Gubałówki piękny, kamienny zespół budynków to dawny pensjonat siostry gen. Tadeusza Kasprzyckiego". Cena w ogłoszeniu to 24 mln zł, potem spada do 15 mln zł.
Obecny właściciel Salamandry nie chce powiedzieć, ile zapłacił Rudnickiemu i Nowaczykowi. - Miejsce piękne, ale stary budynek jest w katastrofalnym stanie. Salamandrę sprzedawali wspólnie, jednym aktem notarialnym, w grudniu 2013 r.
Mecenas Nowaczyk: - Przez krótki okres byłem współwłaścicielem nieruchomości w Zakopanem, był to jednak efekt zupełnie oddzielnych postępowań i spraw, a współwłasność nie była zamierzona.
Mecenas i brat
"Niezamierzona współwłasność" pod Tatrami nie jest jedynym kontaktem Nowaczyka z rodziną Rudnickich.
Wróćmy do Warszawy. O niedużą kamienicę przy Marszałkowskiej 43 starają się dwie panie z Francji. Przed sądem twierdzą, że podczas robienia porządków znalazły testament sprzed lat.
Ale lokatorzy Marszałkowskiej znali właścicielkę, nigdy się nie wyprowadziła z kamienicy, zmarła samotnie. Rozpoczynają śledztwo. Odnajdują spadkobierczynie z Francji, ale w kalendarzu coś się nie zgadza. - Pełnomocnictwo do spraw kamienicy panie z Francji dały w 2004 r., a w sądzie zeznały, że testament znalazły dopiero w 2006 r. - zwraca uwagę jedna z lokatorek.
W grudniu 2010 r. Jakub Rudnicki podpisuje decyzję o reprywatyzacji kamienicy. Lokatorzy komunalni dostają wypowiedzenia umowy najmu, zaczynają się procesy o eksmisję. W sądzie po raz pierwszy słyszą, że kamienica ma już nowego właściciela. Nazwisko identyczne z nazwiskiem wieloletniego urzędnika od reprywatyzacji. I nie jest to zbieg okoliczności.
Mec. Robert Nowaczyk tym razem reprezentuje Adama Rudnickiego, brata Jakuba. W sierpniu 2014 r. w jego imieniu kupuje kamienicę. Kilka miesięcy później ponownie występuje w imieniu Adama Rudnickiego - tym razem sprzedaje Marszałkowską 43 swojej bliskiej znajomej. Jest ona też wspólniczką spółki, w której zarządzie zasiada adwokat Nowaczyk.
Mecenas potwierdza, że był pełnomocnikiem w tej sprawie, ale gdy pytamy o szczegóły, zasłania się tajemnicą adwokacką.
Przemysł Mydlarski i Perfumeryjny
Tajemnicę kryje też inny rozdział działalności mecenasa. W alei Róż 10 oprócz jego kancelarii odnajdujemy też spółki: Siła i Światło, Fabryka Maszyn i Kotlarnia "Moc", Warszawska Fabryka Masowych Wyrobów Blaszanych "Tłocznia", Warszawska Fabryka Guzików, Warszawskie Towarzystwo "Motor" Zakłady Chemiczno-Farmaceutyczne.
Nazwy trącą myszką? Nic dziwnego, to firmy przedwojenne. Po kilkudziesięciu latach uśpienia zostały reaktywowane w alei Róż 10.
Jak fabryka wstaje z martwych? Np. tak: znany kolekcjoner papierów wartościowych kupuje na portalu Allegro akcje Fabryki Guzików. Potem pisze do sądu, że potrzebny jest kurator dla spółki, który w imieniu nieobecnych akcjonariuszy zwoła walne zgromadzenie. Gdy sąd zgadza się na kuratora, można już powołać zarząd, który wystąpi o wpisanie spółki do Krajowego Rejestru Sądowego.
Kuratorem Warszawskiej Fabryki Guzików zostaje mecenas Nowaczyk. Na walnym jest tylko jeden akcjonariusz, ma pięć akcji, czyli 0,125 proc. kapitału zakładowego spółki.
W obudzonych spółkach z alei Róż Nowaczyk występuje też w innych rolach: udziałowca, członka rady nadzorczej. W zarządach zasiada Janusz Piecyk, wspólnik mecenasa, od 2012 r. współwłaściciel Chmielnej 70.
Nie o produkcję guzików, mydła czy światła chodzi w tym biznesie. Prawdziwy powód znajdujemy w rocznym sprawozdaniu jednej z obudzonych firm: "Spółka koncentruje się na rozeznaniu majątku posiadanego przez spółkę przed jego nacjonalizacją oraz ocenie zasadności i zgodności z prawem decyzji nacjonalizacyjnej". Chodzi o nieruchomości odebrane spółkom dekretem Bieruta.
Urzędnicy podają, że w całej Warszawie reaktywowane firmy przejęły 17 adresów, do kolejnych 40 mają roszczenia. Spółki z alei Róż nie mają sukcesów, na liście urzędu miasta odnajdujemy tylko jedną: Przemysł Mydlarski i Perfumeryjny Fryderyk Puls SA stara się o willę na Mokotowie.
Do reaktywowanej spółki Motor zgłosiła pretensje córka przedwojennego udziałowca. - Mam ponad 200 akcji - mówi Elżbieta Ryl-Górska. - Ojciec był dyrektorem i współwłaścicielem spółki. Kiedy ktoś mi podpowiedział, żeby zainteresować się majątkiem, spółka była już reaktywowana beze mnie. Pan Nowaczyk nawet nie zadzwonił. Adres ojca przez 70 lat od wojny był ten sam, wystarczyło spróbować.
Pani Ryl-Górska chciała, by sąd rejestrowy wznowił postępowanie o ustanowieniu kuratora. Dostała odmowę.
12 mln odszkodowania
Dekret Bieruta to nie tylko zwroty w naturze. Mecenas Nowaczyk walczy o duże pieniądze dla siebie i swoich klientów. Właścicielom zreprywatyzowanych kamienic skarb państwa płaci odszkodowania za mieszkania sprzedane lokatorom z kwaterunku. Prywatni właściciele wystawiają też miastu rachunki za czynsze, jakie mogliby dostawać, gdyby nie nacjonalizacja.
"Kolekcjoner kamienic" Marek Mossakowski za roszczenia do kamienicy przy Hożej 25a zapłacił 50 zł, a potem zażądał od miasta ponad 5 mln zł odszkodowania. Wynajął Nowaczyka, który wywalczył ponad 1,6 mln zł.
Przegrał dopiero w Sądzie Najwyższym, który w uzasadnieniu wyroku zapytał, czy moralne jest, by "osoba, która nie tylko nigdy nie została pokrzywdzona działaniem dekretu, ale która roszczenie (...) nabyła za 50 zł, czyli ułamek faktycznej wartości, odniosła korzyści kosztem środków publicznych?".
Mecenas Nowaczyk walczył też o miliony z miejskiej kasy na swoje konto. Wicedyrektorowi BGN Jerzemu Mrygoniowi wystarczyło siedem miesięcy, by przekazać ogromną (trzy podwórka, kilkadziesiąt mieszkań) pożydowską kamienicę przy Poznańskiej 14 reprezentowanemu przez Nowaczyka amerykańskiemu spadkobiercy, którego nikt przy Poznańskiej nie widział.
Spadkobierca sprzedaje ją Nowaczykowi i Piecykowi. W 2013 r. wspólnicy przejmują dom pełen ludzi, podnoszą czynsze, dotychczasowi lokatorzy mają się wyprowadzić do lutego 2017 r.
Nowaczyk i Piecyk występują o 12 mln zł odszkodowania, bo przez lata na kamienicy nie zarabiali. Gdy walczą o pieniądze od miasta, sprzedają kamienicę za 11 mln zł. Nabywcą są spółki powiązane z firmą Fenix Group, która specjalizuje się w skupowaniu kamienic z lokatorami po reprywatyzacji. W centrum miasta ma ich ok. 20.
Mieszkańcy piszą do prokuratury. Wątpliwości mają też urzędnicy, biuro prawne ratusza sugeruje BGN wystąpienie do sądu o ponowne zbadanie spadku. Tu droga protestu się urywa.
Gdy pytamy o Poznańską 14, mecenas Nowaczyk znów zasłania się tajemnicą. Informuje, że prokuratura dwa razy umarzała postępowania w sprawie kamienicy. "Nie występuję w niej w żadnej roli" - podkreśla.
Tajemnica adwokacka ratusza
Ponieważ sprawa dotyczy majątku publicznego, próbujemy się dowiedzieć, w ile warszawskich reprywatyzacji zaangażowany jest mecenas Nowaczyk. Chcemy poznać adresy nieruchomości, które już odzyskał i o które się stara. Interesuje nas też kwota odszkodowań, które wywalczył dla siebie i swoich klientów.
Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz odmawia. W piśmie powołuje się m.in. na tajemnicę adwokacką. Wcześniej nasz wniosek o dostęp do informacji publicznej ratusz konsultuje z Okręgową Radą Adwokacką w Warszawie, której szefem jest Grzegorz Majewski, współwłaściciel (razem z siostrą Nowaczyka) wartej 160 mln zł działki przy Chmielnej 70.
Urzędnicy pytają też o zdanie mecenasa Nowaczyka, a on nie wyraża zgody "na udostępnienie danych dotyczących jego prywatności". To zasadnicza zmiana polityki informacyjnej. Wcześniej ratusz wysyłał nam pełne listy nieruchomości, o które zabiegali inni bohaterowie tekstów o reprywatyzacji: Marek Mossakowski, Maciej Marcinkowski, Andrzej Muszyński. Pytamy Muszyńskiego, czy ktoś z ratusza pytał go o zgodę na ujawnienie adresów. Zaprzecza.
Archiwista na tropie
Kulisy zwrotu Chmielnej z zawiadomienia Jana Śpiewaka ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze badają prokuratura i CBA. Śledczy sprawdzają też doniesienie, które stołeczny ratusz złożył na Ministerstwo Finansów.
Ministerstwo zapowiada, że wkrótce wyda oficjalną decyzję w sprawie działki. "Ze względu na obszerną dokumentację w języku duńskim postępowanie to jest czasochłonne, gdyż konieczne jest m.in. precyzyjne przetłumaczenie zgromadzonych materiałów. Wstępna analiza dokumentów pozwala sądzić, że decyzja będzie pozytywna" - informuje biuro prasowe.
Decyzja "pozytywna" oznacza, że działka przy Chmielnej została spłacona i do reprywatyzacji jej "duńskiej" części nie powinno dojść. Następnym krokiem będzie wpisanie do księgi wieczystej skarbu państwa jako właściciela dwóch trzecich Chmielnej 70.
Robert Nowaczyk i współwłaściciel działki Grzegorz Majewski wynajęli adwokata Macieja Ślusarka ze znanej warszawskiej kancelarii. W lipcu, przed emisją programu "Bez retuszu" w TVP o kulisach zwrotu Chmielnej, ostrzegł on prowadzących, że niepochlebne opinie o jego klientach mogą skończyć się pozwami. W piśmie wysłanym do TVP mecenas Ślusarek twierdził, że Nowaczyk i Majewski są ofiarami całej sytuacji, a sprawę Chmielnej dokładnie analizowali. Powołał się na ekspertyzy prawniczych autorytetów zamówione przez ratusz.
W ratuszu się dziwią, skąd prawnik Nowaczyka i Majewskiego ma opinie dwóch profesorów, za które miasto zapłaciło blisko 35 tys. zł. Urzędnicy nie chcą nam ich udostępnić, bo to "dokumenty wewnętrzne", poza tym dotyczą teoretycznej analizy znaczenia umów międzynarodowych o odszkodowaniach, a nie konkretnie przypadku Chmielnej 70. Dodatkowe 4 tys. zł miasto wyda na archiwistę, który cztery lata po zwrocie działki ma ustalić, obywatelami którego państwa byli Jan Henryk Holger Martin oraz jego ojciec, matka, żona, syn i córka.
Politycy PO i miejscy urzędnicy zastanawiają się, czy reprywatyzacja będzie gilotyną, która zakończy rządy Gronkiewicz-Waltz w stolicy i zachwieje polską polityką. Chmielna 70 nie jest jedynym adresem reprywatyzacji po warszawsku, który sprawdza prokuratura i CBA.
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,20572140,uklad-warszawski-czy-reprywatyzacja-w-stolicy-zatrzesie-polska.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Jakie są korzyści dla frankowiczów z unieważnienia umowy kredytowej Umowa kredytu CHF Nordea-Habitat nieważna! UMOWA NIEWAŻNA CZY BEZ FRANKA? Co jest lepsze? Ekspert radzi. Wyroki 2020. CHF

Koszt prowadzenia sprawy frankowej (unieważnienie kredytu ...

  1. Jakie są korzyści dla frankowiczów z unieważnienia umowy kredytowej
  2. Umowa kredytu CHF Nordea-Habitat nieważna!
  3. UMOWA NIEWAŻNA CZY BEZ FRANKA? Co jest lepsze? Ekspert radzi. Wyroki 2020. CHF

Wielu frankowiczów obawia się, że doprowadzając do unieważnienia umowy kredytowej będą musieli oddać całą kwotę kredytu, niezależnie od tego w jakim stopniu został już spłacony ... - jakie są możliwe rodzaje unieważnienia umowy? - jakie skutki powoduje takie zakończenie sprawy? - które z tych rozwiązań jest lepsze? - ilu frankowiczów wygrało z bankami w roku 2020? Sąd Okręgowy w Warszawie 31 października 2019 r. unieważnił umowę kredytu Nordea-Habitat. Sąd rozpatrywał powództwo frankowiczów dotyczące unieważnienia umowy z 2007 r., która z nazwy ...